sobota, 2 listopada 2013

Książę Ciemności I

Tytuł: Książę Ciemności
Rozdział: 1/ ?
Beta: Nie.
Paring: SasuNaru

Kiedy byliśmy dziećmi, mówiono nam, że po śmierci pójdziemy do nieba. Tam spotkamy się i będziemy żyć bez smutków, problemów, nieszczęść… O piekle mówiono tylko w żartach lub chcąc nas nastraszyć. Ale prawda jest taka, że do piekła trafia połowa ludzi.
Tylko nieliczni dostają się do nieba, albo, jeżeli mają mniej szczęścia do tak zwanego pół świata, gdzie w kółko dzień w dzień, godzina w godzinę, przeżywają kilka dni przed swoją śmiercią i sam jej moment.
W momencie śmierci, nie wiadomo jeszcze gdzie trafisz. Wszystko zależy od tego, kto pierwszy cię znajdzie i jak bardzo im na tobie zależy. Jeżeli będzie to wysłannik ciemności; trafisz do piekła, jeżeli światła; do nieba, a jeśli żadna ze stron się tobą nie interesuje do pół świata. Mimo krążących legend i opowieści w tym „drugim świecie” nie jest tak łatwo jakby się wydawało. Jesteś kontrolowany, każdy twój gest jest poddawany analizie, a panujące tam zasady dorównują surowością tym w wojsku o ile nie są jeszcze gorsze. Porządku pilnują strażnicy, kontrolowani przez króla, jego rodzinę i wyżej postawionych dowódców.
Gdzieś w oddali skrzypnęły drzwi. Po pomieszczeniu rozniósł się dźwięk zbliżających się kroków; skomlenie i zawodzenie kolejnej skazanej osoby. Znudzony Sasuke Uchiha siedział na wysokim tronie. Już z oddali dostrzegał, że tym razem trafił mu się wyjątkowo rozhisteryzowany człowiek. Westchnął. Na dzisiaj miał już dosyć. Chwilę później przed nim pojawiło się dwóch mężczyzn, jeden ubrany w czerń, drugi no cóż… w normalne ubrania.
- Błagam! Mam żonę… dzieci… moja… moja córeczka! – zaniósł się płaczem.
Sasuke kiwną ręką na jednego z mężczyzn w czerni, a ten bez słowa podał mu listę przewinień szlochającego mężczyzny.
- Hmm. Całkiem przeciętnie. Och no litości… zamknijcie go tam gdzie innych z tej kategorii.
- Nic nie zrobiłem! To… to nie moja wina.!!
- Tak, tak. A tych dwoje ludzi to zabiłeś przypadkiem tak?- uśmiechnął się cynicznie.- Zabrać go.
- Musiałem! Grozili małej! Ja… ja musiałem! Jestem niewinny!!
Sasuke tylko westchną nakazując strażnikom pośpieszenie się.
- Tak jest - mężczyźni ukłonili się, i wlokąc za sobą zawodzącego opuścili pomieszczenie.
- Na dzisiaj koniec. Już mnie to znudziło – nie zastanawiając się nad niczym wyszedł do swojej komnaty po czym zajął się swoim ulubionym zajęciem. Przynajmniej jest ulubione od jakiegoś czasu. Pochylił się nad ogromnym lustrem jednocześnie przesuwając nad nim ręką. Na jego tafli pojawiła się szkoła. A konkretnie uczelnia artystyczna w nie wielkiej miejscowości Konoha. Od jakiegoś czasu, co wieczór, po powrocie do komnaty oddawał się obserwacji pewnego blondyna. Chłopak zaintrygował go do tego stopnia, że chciał wiedzieć o nim wszystko. Od daty urodzenia po rozmiar buta. Na początku z nudów zaczął obserwować Konohe. Jednak, kiedy spostrzegł tego urokliwego blondyna, skupił się tylko na nim.
Codziennie każdą wolną chwilę spędza wpatrując się w jego życie. Chłopka miał dziewiętnaście lat, a już studiował. Był najmłodszym studentem pierwszego roku, ale za to jednym z najlepszych jak trafnie zauważył. Miał też duże powodzenie u obu płci. Z początku tylko drażniły go osoby, które odważyły się przystawiać do blondyna. Później zrozumiał, że był zwyczajnie zazdrosny. Jednego razu nie wytrzymał i spowodował wypadek, w którym to poważnie ucierpiał adorator blondyna. Wtedy był bardzo z siebie zadowolony; rozpierała go duma. Teraz znowu kolejna osoba próbowała tego samego. Zastanawiał się czy to się kiedyś skończy? Miał szczerą nadzieję, że tak. Nie mógł znieść myśli, że ten cudowny chłopak- którego jeszcze nie poznał osobiście- mógłby z kimś być. Oczywiście rozumiał jak bardzo ważne są więzi z innymi i jak potrzebni w świecie ludzi są przyjaciele wspierający cię na każdym kroku, jednak dostrzegał różnice między przyjaźnią, a czystą próbą zbliżenia się do chłopka żeby go „ zaliczyć”.
Blondyn nie miał łatwego życia. Jego ojciec zginął, kiedy był jeszcze mały, a matka wyjechała za granice rzekomo do pracy. Jak wyczytał z jego wspomnień opiekowali się nim wujkowie, i dziadkowie. Nie miał rodzeństwa, ani bliższych przyjaciół. Oczywiście wszyscy go lubili. Był naprawdę sympatycznym i wesołym dzieciakiem. Ale nikt nie nawiązywał z nim bliższych kontaktów, prawdopodobnie, dlatego, że sam blondyn nie wykazywał zainteresowania przyjaźniami. Wyjątek stanowił szatyn dwa lata od niego starszy i jego kuzyn. Z nimi jakoś tam się przyjaźnił.
Sasuke w pełni go rozumiał. Coraz częściej patrzył na niego z uśmiechem, a wspominając go, wyraz twarzy mu łagodniał. Widząc uśmiech na twarzy obiektu obserwacji, czuł jak ciepło rozlewa się po jego ciele. Zapragnął go poznać. Zbliżyć się do niego…
Ponownie przesunął dłonią nad lustrem i obrazy znikły. Westchnął cierpiętniczo. Czekał na niego stos papierkowej roboty. Nawet jako Książę piekieł, nie był od tego uwolniony. Co dnia musiał osądzać setki, a nawet tysiące ludzi, którzy za głupoty jakie popełniali w życiu byli skazywani na wieczną odsiadkę w piekle; a przynajmniej do czasu gdy ich dusze nie zostaną oczyszczone z piętna jakie wyryły na nich zbrodnie, których się dopuścili. Raz na dziesięć milionów zdarzały się osoby niewinne, które przez przypadek trafiały przed jego oblicze. Jeżeli miał doby humor odsyłał ich gdzieś na górę, jeżeli nie- do swojego brata. Niech się nimi zajmie. Kiedy zakończył dzienny zestaw raportów do uzupełnienia, wysłał posłańca z wiadomością do brata, aby ten zjawił się u niego w bardzo pilnej sprawie.
Niecałą godzinę później siedzieli przy stole pijąc wino podane im przez służących.
- A więc czegóż pragniesz mój bracie?
- Przestań błaznować. Mów normalnie - syknął zirytowany jego zachowaniem.
- Dobra, dobra. Wyluzuj.
- Ekhem - odchrząknął młodszy.- Chciałem żebyś przyszedł, ponieważ od dzisiaj będziesz musiał zająć się moją pracą osobiście Itachi.
- Niby dlaczego? – uniósł brwi.
- Wybieram się na wakacje.
- Ty? Wakacje?- zaśmiał się.- Nie przypominam sobie żebyś kiedykolwiek chciał gdzieś jechać.
- No cóż… Wybieram się do ludzi.
- Jak to?! Po co?!- podniósł głos.- Nie mamy czego wśród nich szukać.
- Ale ja mam. I zamierzam zamieszkać tam przez jakiś czas.
Zapadła chwila ciszy. Bracia wpatrywali się w siebie w napięciu.
- Coś… coś się stało?- zapytał łagodniej starszy z braci.
- Ja… sam nie wiem. Zaintrygował mnie pewien blondyn.
- To cudownie!- wykrzyknął z uśmiechem na twarzy.- Ale co to ma wspólnego z ludźmi?
- Właśnie, chłopak jest człowiekiem. Studiuje na uczelni w miejscowości Konoha. Zamierzam zamieszkać tam i zapisać się do tej samej uczelni.
- Chcesz go uwieść i rozkochać w sobie- powiedział ciszej, na co młodszy tylko skinął głową.- A co potem?
- Kiedy będzie gotowy sprowadzę go tutaj. Zamieszkamy w tym zamku.
- A wtedy nie będziesz musiał pomagać mi w rządzeniu podziemiem.
- Dokładnie – uśmiechnął się lekko – ale nie przejmuj się. Od czasu do czasu ci pomogę.
- Yh. Sasuke, Sasuke - pokręcił głową w geście rezygnacji.- Póki, co zostań jeszcze tutaj. Przygotuje ci wszystko w tej całej Konosze. Kiedy będzie gotowe przyjdę i cię odeślę. Wiem, że sam możesz przejść przez bramę, jednak jako brat, a także władca chciałbym cię pożegnać - wstał i rozprostował mięśnie.- No nic. Idę wszystko przygotować. Trzymaj się młody - poczochrał mu włosy po czym udał się do wyjścia.
- Zadziwiająco łatwo poszło - szepnął sam do siebie. Czekając, postanowił się przespać. Nie wysypiał się od dobrych kilku miesięcy.
Obudził się kilkanaście godzin później. Zupełnie zapomniał, że miał zajrzeć do blondyna. Akurat tego dnia mieli przyjechać do niego dziadkowie, więc od jakiegoś czasu chodził roztargniony. Jak wywnioskował z jego zachowania, martwił się wizytą rodziny. Ciekawe tylko, dlaczego. Zgramolił się z łoża, rozrzucając poły jedwabnej pościeli. Spojrzał na łóżko z grymasem niezadowolenia, gdyż dopiero teraz zauważył, że pokojówka założyła pościel odwrotną stroną. Chwycił szlafrok wiszący tuż koło ogromnego lustra i nakładając go na siebie sięgną po szklankę z sokiem pomarańczowym. Rozsiadł się wygodnie na obitym miękką skórą fotelu przed lustrem. Przesunął dłonią nad jego powierzchnią, a gdy ujrzał twarz blondyna na jego twarzy zagościł wesoły uśmiech. Chłopak siedział przy stole z dziadkami i śmiał się. Widząc to Sasuke postanowił włożyć trochę więcej mocy w wizje, tak, aby mógł słyszeć rozmowy. W tej chwili całkowicie oddał się obserwacji radości na ustach tego chłopaka.
- A… a pamiętasz jak jego ojciec wpadł do domu z dzieckiem wrzeszcząc, że goni go potwór?- wykrztusiła blondynka, z ogromnym biustem ocierając łzy z policzków.
- Tak, Tsunande! Hahaha Kushina wpadła chwile po nim informując, że Minato zamiast zająć się synem postanowił posprzątać, co skończyło się korytarzem zalanym spienioną wodą!- wykrzykną mężczyzna z długimi, sterczącymi na wszystkie strony, szarymi włosami i dziwnymi tatuażami na policzkach.
- Babciu Tsunande! Jiraja- sensei!
- Naarutoo! Mówiłam ci setki razy, że masz nie mówić do mnie babciu!- wrzasnęła z jeszcze większym rozbawieniem blondynka w żartach grożąc chłopcu pięścią. Ten tylko udał przestrach, a chwile potem cała gromadka przy stole wybuchnęła niepohamowanym śmiechem.
Naruto… więc tak miał na imię. Kiedy blondyn wstał, Sasuke miał chwilę żeby dokładniej mu się przyjrzeć. Niby obserwuje go od jakiegoś czasu, a jednak wcześniej nie miał takiej okazji.
Jego jasne roztrzepane włosy delikatnie opadały mu na czoło, zasłaniając oczy, gdy pochylał głowę. Z tej odległości dostrzegał, że jego oczy mają niesamowicie intensywny niebieski kolor. Reszta ciała też niczego sobie. Szczupłe, ale umięśnione ciało, sugerowało, że młodzieniec nie należy do leniwych, a sposobu, w jaki się poruszał mogła mu pozazdrościć nie jedna kobieta. Nie pozorny, a jednak przyciągał uwagę.
W tej chwili Sasuke pomyślał, że stanowi przeciwieństwo tego chłopaka. Na pewno jest od niego wyższy. Ciało też ma wysportowane i smukłe jednak jego skóra była całkowicie blada, a nie jak u blondyna lekko opalona. Można powiedzieć, że wręcz biała. Oczy kolorem ciemniejsze od nocnego nieba, a włosy tak czarne jak upierzenie kruka. Mimo wszystko ten chłopak wzywał go do siebie, przyciągał jak magnes.
Jego rozmyślania przerwało jakieś poruszenie na „ekranie” przed nim. Po chwili zorientował się w sytuacji. Blondyn wnosząc herbatę do pokoju, wpadł na wuja i oblali się gorącym płynem. Naruto syknął krzywiąc się, natomiast szaro-włosy szybkim krokiem ruszył do łazienki.
Sasuke pokręcił głową z rozbawieniem. „ Ah ten mój Naruto…” pomyślał.
W tej chwili do jego komnaty cichutko wszedł Itachi. Był przekonany, że jego brat śpi korzystając z wolności, jednak, kiedy zobaczył go przed lustrem postanowił spróbować go przestraszyć. Zrezygnował z tego zauważając uśmiech na twarzy brata. Zaintrygowany podszedł bliżej. Zauważył też obrazy poruszające się na szklanej powierzchni lustra i od razu domyślił się, co ten robi. Podkradł się jeszcze bliżej, lekko od boku, tak, aby widzieć twarz brata. Jakież było jego zdumienie, gdy zamiast normalnej bezuczuciowej maski i oczu ziejących chłodem, zobaczył subtelny uśmiech błąkający się na jego ustach i oczy przepełnione uczuciem.
- Sasu!- powiedział na tyle głośno żeby w całej komnacie rozbrzmiało echo jego głosu. Brunet drgnął i szybko przesunął ręką nad lustrem, „wyłączając” wizje z życia blondyna.
- Itachi, jak miło, że wpadłeś. Następnym razem może byś tak zapukał?- nutka irytacji wkradła się w jego głos.
- Wybacz, że przeszkadzam ci we wpatrywaniu się w tego uroczego chłopca, lecz przyszedłem powiedzieć Ci, że wszystko jest już gotowe.
- Co konkretnie jest gotowe?
- Jak to, co? Twoje życie na ziemi!- widząc pytające spojrzenie brata, teatralnie wywrócił oczami i zaczął wyjaśniać. – Załatwiłem ci piękne mieszkanie, na twoim koncie bankowym obecnie figuruje bardzo duża suma pieniędzy, więc nie musisz się martwić pracą czy innymi takimi bzdurami. Jeżeli chcesz chodzić do uczelni musisz mieć dom i takie tam - machnął ręką.
- A co zresztą?
- Na studia już cię zapisałem, do tej samej klasy, grupy czy jak to się tam u nich nazywa, co twój blondasek. Dokumenty masz tu - podał mu wypchaną kopertę. Resztę informacji przesłał mu telepatycznie.
- Dzięki Itachi. Jesteś hm. Najlepszy – wysilił się na szczery uśmiech.- Kiedy mogę tam iść?
- Choćby zaraz. Powiedz mi tylko, co chcesz tam zabrać, a ja wszystko wyśle prosto do twojego nowego mieszkania.
Sasuke telepatycznie przesłał mu, co chciałby zabrać ze sobą, oraz informacje, że za pół godziny będzie gotowy. Starszy z nich kiwnął tylko głową i opuścił jego komnatę.
Niecałe pół godziny później brunet stał przed bramą czekając na brata. Co prawda sam mógł otworzyć bramę i przez nią przejść ale obiecał Itachiemu, że na niego poczeka. Kiedy pojawił się jego starszy brat westchnął pokazując swoje niezadowolenie z jego spóźnienia.
- Dłużej się nie dało?- sarknął.
- Wiesz… chyba mogłem jeszcze zrobić to i owo.
- To było pytanie retoryczne kretynie.
Itachi wypowiedział kila słów w stronę bramy, a ta zaczęła się otwierać. Sasuke spojrzał w jej kierunku, po czym odwrócił się do brata.
- Jeszcze raz dzięki.
- Nie ma sprawy młody. Pamiętaj, że czasem będę wpadał sprawdzić jak twoje ocenki.- zaśmiał się.- Trzymaj się tam.
- Tak, do zobaczenia - skinął mu głową na pożegnanie i przeszedł przez bramę. W tej chwili znalazł się przed swoim nowym domem.
Wszedł do budynku, a na powitanie usłyszał:
- Dzień dobry panie Uchiha. Proszę pańskie klucze. Brat wspominał, że zapomniał pan wychodząc do uczelni. Dobrze, że jutro wolne. Wypocznie pan - powiedziała do niego kobieta stojąca za ladą recepcji. Podając mu klucze uśmiechnęła się do niego, jednak nie zwrócił na nią uwagi.
- Dziękuje - odebrał klucze i ruszył do windy.
Zgadywał, że Itachi znalazł mu mieszkanie gdzieś wysoko, więc wcisną guzik dwunastego piętra. Nie pomylił się. Na kluczu był numerek 25. Musiało to być jedno z najwyższych mieszkań. Kiedy dojechał na ostatnie piętro zobaczył, że kilka metrów przed windą były drzwi z numerem 25. Jak się okazało całe piętro należało tylko do niego. Mieszkanie numer 25 było jedyne na tym piętrze. Zadowolony przekręcił klucz w zamku i wszedł do swojego nowego domu.
Jak zauważył wszystko było urządzone w nowoczesnym eleganckim stylu w kolorach, które lubił. Stwierdził, że nie ma ochoty teraz oglądać całego domu. Na pewno jest wspaniały skoro wybierała je osoba, znająca jego upodobania najlepiej. Nie zastanawiając się dłużej, zamknął drzwi na klucz i udał się do łazienki.
Po krótkim prysznicu wciągnął na siebie jakieś dresowe spodnie. Powolnym krokiem udał się do sypialni. Sprawdził godzinę -miał jakieś 28 godzin do pierwszych zajęć, oraz pierwszego spotkania z Naruto. Zmęczony podróżą między światami, ułożył się pośród jedwabnej pościeli i zasnął z uśmiechem na ustach.




1 komentarz:

  1. Witam,
    wspaniale się zaczyna, lubię taką tematykę, i Sasuke zachowuje się całkiem inaczej jak widzi Naruto.... jestem ciekawa ich pierwszego spotkania..
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń