sobota, 2 listopada 2013

Książę Ciemności III

Tytuł: Książę Ciemności
Rozdział: 3/ ?
Beta: Nie
Paring: SasuNaru

Obudził się godzinę przed budzikiem.
Łóżko wydawało mu się za wielkie, a pościel lepiła się do jego spoconego ciała. W pokoju było bardzo duszno.
Zirytowany usiadł przeczesując palcami wilgotne włosy. Jeszcze raz spojrzał na wyświetlacz elektronicznego zegarka i zrzucił z siebie kołdrę. Wszedł do kuchni powolnym krokiem od razu kierując się do lodówki po sok, z którym usiadł przy szeroko otwartym oknie. Odetchnął głęboko chłodnym powietrzem, tak różnym od zaduchu w sypialni. Najwyraźniej zapomniał wczoraj wyłączyć grzejnik. Przymknął oczy, kiedy delikatny wiatr poruszył jego przydługą grzywką. Pociągnął długi łyk ze swojej butelki i odstawił ją na kuchenny blat. Większość ludzi wolałaby dobre piwo, a on - sok. Zabawne.
Przymknął okno, a potem udał się do łazienki. Odkręcił niemalże gorącą wodę. Oparł czoło o kafelki, pozwalając żeby woda swobodnie spływała po ciele.
Jego myśli mimowolnie powędrowały do Naruto. Zastanawiał się czy on też obudził się dużo wcześniej czy może jednak smacznie śpi? Życzył mu tego drugiego. Sam był niezadowolony, kiedy budził się przed czasem; to zawsze odbierało mu cenne godziny snu. Chociaż w sumie teraz nie musi się tym martwić, w końcu jego jedyne zajęcia to uczelnia i Naruto, więc może spać, kiedy chce.
Zaśmiał się w duchu. Dzisiaj planuje zakręcić blondyna tak, że ten spędzi z nim cały dzień.
Właśnie! Przecież może zobaczyć, co obiekt jego myśli robi w tej chwili! Szybko dokończył prysznic, a wychodząc przewiązał ręcznik na biodrach. Wciąż nie ubrany stanął naprzeciwko lustra przesuwając nad nim dłonią. Po chwili ukazał mu się obraz drzemiącego Naruto. Trzymał w dłoni telefon, więc zapewne wyłączył już budzik. Kiedy zadzwonił drugi raz tuż przy jego uchu zerwał się z łóżka coś mamrocząc. Sasuke wsłuchał się w jego słowa, nie chcąc przepuścić żadnego wyrazu.
- …..dzoo Sasuke. Spóźnię się… do Sasuke. Oooooaa ale mi się nie chce wstaaaać…. – marudził wygrzebując się z pościeli.
Sasuke uśmiechnął się i „ wyłączył” lustro. Wyszedł z łazienki i skierował się do garderoby. Wybrał strój w swoim standardowym kolorze z czerwonymi elementami. Przechodząc obok ogromnego lustra na korytarzu przyjrzał się sobie. Poprawił jeszcze włosy, zarzucił płaszcz na ramiona, a przed wyjściem rzucił w stronę lustra jedno ze swoich uwodzicielskich spojrzeń. Kiedy uznał, że jest gotowy, a jego strój i fryzura prezentują się nienagannie wyszedł z domu.
            Czekając na blondyna zadzwonił do ich dzisiejszego wykładowcy z informacją, że obaj nie pojawią się na dzisiejszych zajęciach, ponieważ pan Uzumaki oprowadza go po mieście. Oczywiście nikt nie śmiał się mu sprzeciwić. Nie wiedział, jaką role w świecie ludzi przypisał sobie Itachi, ale najwyraźniej robił tu coś ważnego, a ich nazwisko wywierało ogromne wrażenie. Brunet rozejrzał się dyskretnie szukając wzrokiem blondyna. Zastanawiał się czy przypadkiem nie poszedł spać zamiast szykować się na oprowadzanie. Jednak, kiedy pojawił się kilka minut później, powód spóźnienia stał się jasny. Na jego widok parsknął śmiechem, który wywołał ciekawą minę na twarzy Uzumakiego.
- Mam… mam  coś na twarzy?- zapytał zbity z tropu napadem śmiechu bruneta.- Ej! O co chodzi? Powiedz! Sasuke no!
- Ni… nic, ahahaha tylko… ahaha… widziałeś się w lustrze przed wyjściem?
- Coś nie tak z moim strojem?- tym pytaniem na nowo rozbawił uspokajającego się Sasuke.
Naruto spojrzał na siebie kilkakrotnie, ale nic nie zauważył, więc wbił w bruneta pytające spojrzenie. Sasuke podszedł do niego ocierając łzy rozbawienia.
- Dawno się tak nie śmiałem - westchnął. - Oj Naruto, Naruto. Ósma trzydzieści to faktycznie zbyt wczesna godzina.
Ogarnął spojrzeniem sylwetkę jasnowłosego. Pomijając dobrze zbudowane ciało… mięśnie brzucha i… opanuj się nakazał sobie w myślach, kiedy jego wzrok skierował się ku tyłkowi chłopaka. Nie zapięta kurtka pokazywała rozpiętą bluzę ubraną na lewą stronę i tak samo ubraną koszulkę. Jego włosy sterczały we wszystkich możliwych kierunkach, ale to akurat jego normalna fryzura; nawet nie zwrócił na to uwagi. Chwycił go za nadgarstek i zaciągnął przed swój samochód otworzył pojazd i wskazał ręką blondynowi, żeby ten usiadł z tyłu. Sam zajął miejsce za kierownicą.
- To twój samochód? - zapytał podejrzliwie.
- Nie.
- A czyj? - przestraszył się jasnowłosy.
- Mój, mój - machną ręką niezadowolony, że ten nie wyczuł sarkazmu.
- Po co mnie tu zaciągnąłeś?
- Rozbieraj się.
- Ccc-co?
- To co słyszysz. Chyba nie myślisz, że pozwolę ci chodzić po mieście w ubraniach na lewą stronę, hm? No już, ubierz się jak trzeba, poczekam - mruknął wciąż rozbawiony. Jeszcze nie uspokoił się po wcześniejszym napadzie wesołości.
- Ale ja nie chcę! - odparł próbując ukryć zażenowanie.
- Mam ci pomóc? - odwrócił się powoli z dość sugestywnym spojrzeniem. - Ale nie wiem czy wtedy gdziekolwiek pójdziemy - dodał zniżając głos. Z satysfakcją odnotował jak źrenice chłopaka rozszerzają się, a policzki pokrywają lekką czerwienią. Jego wzrok padł na lekko rozchylone wargi chłopaka i wyobraził sobie, co by się mogło stać gdyby tylko nachylił się te kilkanaście centymetrów do niego obejmując go ręką w pasie… nie, stop, jeszcze nie teraz, nie teraz ledwo się opanował i odwrócił wzrok od jego ust, przenosząc się na oczy. Ich spojrzenia skrzyżowały się, a Naruto szeroko się uśmiechnął.
- Wiesz… możesz spróbować - odpowiedział mu w ten sam sposób. - Ale wtedy nici z oprowadzania - dodał trzy sekundy później. Przez kilka minut wpatrywali się w siebie po czym obaj parsknęli śmiechem.
- Dobra ubieraj się - Uchiha odwrócił się przodem do kierownicy wkładając kluczyki do stacyjki.
- Jedziemy gdzieś?
- Do centrum miasta. Miałeś mnie oprowadzić pamiętasz?
- Tak, tak. A uczelnia?
- Zwolniłem nas - wzruszył ramionami. - Dyrektor nie miał nic przeciwko.
- Skręć w lewo, a na skrzyżowaniu w prawo.
- Przecież wiem.
- Wiesz?
- Jeździłem po mieście wczoraj przed zajęciami. Nie mogłem spać.
- Bezsenność?
- Zdarza się.
Naruto przebrał się, a Sasuke nie mógł się powstrzymać żeby nie zerkać w lusterko. Blondyn to zauważył, lecz nie skomentował.
***
- To jest ratusz. Siedziba naszej Hokage, Tsunande-sama  – wskazał którąś z kolei zabytkową budowlę. Duży budynek stał na środku placu. Wokół niego rozbudowane były rozmaite sklepy, sklepiki i kawiarnie. Czyli krewna Naruto była jakby szefem tego miasta. Hmm…
- Hokage? Myślałem, że od teraz są burmistrzowie i prezydenci.- podłapał temat aby rozwinąć rozmowę.
- W pięciu wielkich nacjach zostało stare nazewnictwo. Przecież w Sunie macie Kazekage.
- No w sumie racja.
- A widzisz. Ooo. Chodźmy tam! Chodźmy tam! - wykrzyknął jak małe dziecko.
- Najlepszy ramen w mieście?- przeczytał na głos. - Ktoś to jeszcze je?
- Uwielbiam ramen. Chodźmy proooszę!
- Wolałbym już kawiarnie.
- Ramen! Prooooszę!- uwiesił się na jego ramieniu.
- No dobra.
Naruto uradowany pobiegł w kierunku restauracji, ciągnąc Sasuke za sobą.
Lokal nie wyróżniał się za specjalnie, chociaż był dość duży. W pomieszczeniu unosił się zapach charakterystyczny dla tego typu lokali. A woń świeżo mielonych przypraw przyjemnie drażnił nozdrza. Usiedli przy stoliku umiejscowionym w kącie, tuż pod pomarańczowym lampionem. Kiedy pojawił się kelner zamówili dziewięć miseczek zupy dla Naruto, dwie dla Sasuke i po jednej gorącej czekoladzie.
- Czemu przeprowadziłeś się do Konohy w środku semestru? - nagle zapytał jasnowłosy.
- Szukałem dobrej uczelni artystycznej. Ta do, której chodziłem w Sunie, nie dość że nie odpowiadała mi profilem to jeszcze miałem już serdecznie dosyć mojego miasta - skłamał bez zająknięcia. Przecież nie powie mu od razu, po co tak naprawdę pojawił się w Konsze.
- Piasek - wzdrygnął się jakby dotkną czegoś obrzydliwego.
- A ty? Czemu wybrałeś kierunek artystyczny?
- Z początku zastanawiałem się nad sportem, ale jak tak teraz myślę, że miałbym słuchać o historii powstania sportu i bla bla bla, aż mnie skręca. Cieszę się, że poszedłem na ten kierunek. Dopiero od trzeciego roku wybierasz konkretną specjalizację, jeżeli wcześniej się nie zdecydowałeś, a mi to odpowiada - wzruszył ramionami.
Niecałe dziesięć minut później na horyzoncie pojawił się szaro-włosy mężczyzna z maską na połowie twarzy. O ile brunet dobrze pamiętał to wuj Naruto, Kakashi.
- Ho ho ho kogo ja widzę! Czyżby nasz Naruto przyprowadził kolegę?- powiedział- przesadnie akcentując słowo „kolega”, a Naruto przewrócił oczami. Na tacy niósł ich zamówienie.
- Kakashi! Co tu robisz? Myślałem, że dzisiaj zajmujesz się ochroną babci Tsunsnde.
- A wiesz… zrobiłem sobie dzisiaj wolne i wpadłem zobaczyć jak moja mini firma sobie radzi - mrugnął do niego. - Reszta waszego zamówienia dotrze jak zjecie pierwsze porcje.
Kiedy oddalił się na bezpieczną odległość Naruto zabrał się za posiłek, lecz Sasuke nie zamierzał odpuścić mu tak łatwo. W końcu nie powiedział mu, że jest wnukiem Hokage. Właściwie to nie ma zbyt dużego znaczenia, ostatecznie i tak wiedział o tym wcześniej, jednak byłby szczęśliwy słysząc jakieś szczegóły jego życia z jego ust.
- Babcia Tsunande. Hokage jest twoją babcią?- zadał pytanie prosto z mostu. Blondyn aż się zakrztusił i odwrócił wzrok gdzieś w bok. Jednak Sasuke uporczywie wpatrywał się w jego twarz.
- Khe, khee. Em. Tak jakby.
- Ciekawie.
- Taaa. Zwłaszcza, kiedy angażuje mnie w dekorowanie ratusza na każde święto - mruknął i wrócił do swojego obiadu.
            Po posiłku Sasuke zaprosił jasnowłosego do siebie na herbatę. Proponował kawę, ale obaj uznali, że już za późno na kofeinę. Choć z początku nie do końca przekonany w końcu uległ i zgodził się, zastrzegając, że nie może długo zostać, ponieważ musi przerobić dzisiejszy materiał, a przynajmniej spróbować.
Wjeżdżając windą na górę zaczęli przepychać się i szturchać jak młodsi chłopcy z gimnazjum.
Brunet wpuścił Naruto do mieszkania, a sam odwiesił ich płaszcze poczym podążył za nim. Słysząc westchnienia zachwytu swojego gościa cieszył się, że pozwolił Itachiemu urządzić swój dom. Nagle brunet przypomniał sobie o czymś.
- Naruto? Gdzie jesteś?
- Tutaj - wychylił głowę z salonu.
- Rozgość się i niczym nie krępuj. Muszę na chwilę wyjść.
- Gdzie idziesz?
- Chyba zostawiłem kluczyki w stacyjce. Zaraz wracam – wychodząc uśmiechnął się lekko.
- Dobra. To ja poleżę na tej super miękkiej kanapie - mruknął w stronę zamykających się drzwi. Z pokoju, obok, który prawdopodobnie był pokojem gościnnym przytargał sobie poduszkę i ułożył się wygodnie. Dopiero, co poznał, Sasuke, a już zdążył go polubić. Kiedy zobaczył go rano siedzącego na tej fontannie nagle bardzo się ucieszył, że zaproponował mu oprowadzanie po mieście. Chociaż nigdy nie podobali mu się chłopcy, Sasuke najwyraźniej stanowił wyjątek. Od samego początku dostrzegał w nim coś pociągającego. Rozmyślając o brunecie zasnął, znużony czekaniem, zmęczenie też miało w tym swój udział.
            Sasuke wrócił około czterdzieści minut później, przeszukał całe auto w poszukiwaniu kluczyków, aż wreszcie znalazł je w tylnej kieszeni spodni. Zaparkował je na wyznaczonym miejscu, a kiedy spojrzał na zegarek wkurzył się, że musiał zostawić Naruto na tyle czasu samego przez jakieś durne auto.
- Wróciłem - wchodząc pomyślał, że tak mogłoby już zostać. Blondyn czekający na niego w ich domu, albo odwrotnie. Mieszkaliby razem, a on miałby go codziennie tylko dla siebie. Bez wścibskich obserwatorów.
- Naruto? - odpowiedziała mu cisza. Blondyn nie mógł wyjść; w korytarzu wisiała jego kurtka i stały buty. Wszedł w głąb mieszkania rozglądając się.
Znalazł go śpiącego na kanapie. Jedną rękę miał pod głową, a druga luźno opadała na ziemię. Kucną przy nim, przyglądając się jego twarzy. Odgarnął mu z czoła -rozczochrane po całym dniu włosy- i ucałował dopiero, co odsłonięte miejsce. Uśmiechnął się na widok spokoju malującego się na twarzy blondyna. Delikatnie wsunął jedno ramię pod jego głowę, a drugie pod kolana, podniósł go zmierzając do swojej sypialni. Przecież nie będzie go budził po całym dniu biegania po mieście za jakimiś zabytkami i urzędami. Zdjął z niego bluzę i spodnie uznając, że koszulkę sam zdejmie jak będzie mu niewygodnie. Przykrył go kołdrą w kolorze głębokiego szkarłatu i nie mogąc się powstrzymać pochylił się nad nim, tak, aby nie obudzić śpiącego i złożył na jego ustach delikatny pocałunek. Tylko musnął jego wargi swoimi, a jednak ta drobna czułość wywołał w nim takie pożądanie, że ledwo się opanował i odsunął od niego.
Wychodząc z pokoju zerkną jeszcze raz na twarz śpiącego chłopaka, po czym najciszej jak umiał zamknął za sobą drzwi.
Nie mógł wiedzieć, że kiedy opuścił pokój, blondyn uśmiechnął się i z zadowoleniem wtulił twarz w miękką poduszkę.

1 komentarz:

  1. Witam,
    Sasuke no wiesz co... ledwo co, a już każesz się Naruto rozbierać... Sasuke się śmieje..., i ten pocałunek, Naru się obudził, czy przez sen się uśmiechał...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń