sobota, 2 listopada 2013

Książę Ciemności IV

Tytuł: Książę Ciemności 
Beta: Nie
Rozdział: 4/ ?
Paring: SasuNaru

Następnego dnia Sasuke obudził się o 6 rano. Tą noc spędził w pokoju gościnnym, gdyż swoje własne łóżko odstąpił Naruto. Mógł położyć się obok niego, ale, po co miał go straszyć? Zamierzał przekonać go do siebie, zauroczyć, a nie sprawiać wrażenie, jakby zależało mu tylko na przespaniu się z blondynem.

Kiedy już wykonał wszystkie poranne rytuały przygotował ręcznik i ubranie na zmianę, które zostawił w łazience na szafce, uznając, że po przebudzeniu Naruto zapragnie prysznica i czegoś do jedzenia. Ubrany w ciemne spodnie oraz granatowy sweterek w czerwone pasy skierował się do kuchni. Wyją z lodówki kilka jajek, masło i inne składniki mogące przydać się do kanapek. Najpierw przygotował kanapki. Zastanawiał się tylko czy powinien poczekać aż Naruto wstanie sam czy go obudzić? Osobiście wolałby sam się zbudzić. Każda osoba, która próbowała przerwać jego odpoczynek na zamku otrzymywała surową karę. Niektórzy śmiałkowie udali się na skargę do jego brata, ale oczywiście kończyło się to tylko śmiechem Króla i komentarzami typu „ Mój kochany braciszek i tak postąpił łaskawie. Żebyś ty wiedział, co się działo, kiedy jeszcze mieszkaliśmy razem!”, o dziwo zawsze mówił to z błyskiem dumy w oku.
Rozmyślania bruneta przerwał sam Naruto. Wyszedł z pokoju od razu kierując się do kuchni. Usiadł na krześle twarz opierając na obu dłoniach. Obserwował ruchy Sasuke spod półprzymkniętych powiek, natomiast Sasuke za każdym razem, gdy się odwracał, widział jak ten próbuje nie zasnąć na nowo. Postawił przed nim talerz, a pochylając się nad nim szepnął mu do ucha.
- Naruto, połóż się spać. Jest dopiero ósma.
- Yhym.
- Chcesz kawę?
- Yhym.
- A salamandry jesz na zimno czy ciepło? - zapytał z rozbawieniem.
- Ciepło…- wymamrotał. - Zaraz… co? Salamandry?
Brunet poczochrał mu włosy, po czym wrócił do przygotowywania posiłku.
Naruto z każdą chwilą coraz bardziej się rozbudzał. W pierwszym momencie po otworzeniu oczu nie wiedział gdzie jest. Dopiero po obejrzeniu pokoju przypomniał sobie, że po wyjściu Sasuke z domu, położył się na kanapie, a potem… potem Sasuke chyba zaniósł go do swojego pokoju  i… uśmiechnął się przypominając sobie delikatny pocałunek. Chociaż był wtedy tak śpiący, może tylko mu się przyśniło? Z resztą. Na wszelki wypadek nie zamierza o tym wspominać.
            Chwilę później brunet postawił przed nim kubek parującej kawy z mlekiem oraz talerz z jajecznicą. Dopiero widząc jedzenie, poczuł głód. Naruto spróbował podanego mu posiłku i z zadowoleniem zauważył, że mu smakuje. Ucieszył się wiedząc, że Sasuke umie gotować. Nie wiedział jak ten fakt może wpłynąć na jego życie, ale ucieszył się. Wreszcie jakaś odmiana, a nie prawie cały czas zupki z kubeczków.
- Dobre - mruknął między kęsami.
- Jakbyś chciał iść do łazienki, przygotowałem ci ręcznik.
- Nie mam rzeczy na zmianę - odparł z pełnymi ustami.- Po za tym mieszkam dwa krok stąd.
- I?
- Wezmę prysznic u siebie.
- Jak wolisz - odwrócił głowę w drugą stronę.
- Znalazłeś kluczyki?
- Co?
- Kluczyki. Mówiłeś, że zapomniałeś.
- A tak, miałem je w spodniach.
Blondyn parsknął śmiechem, zakrywając usta dłonią.
- Były w tylnej kieszeni - rzucił w niego ścierką, trafiając w sam środek twarzy. Uzumaki zerwał się z krzesła z lekko obrażoną miną.
- Atakujesz jedzącego?
- Sam się prosiłeś!
- Wcale nie!
- Wcale tak - okrążył wyspę, tak aby Naruto znalazł się naprzeciw niego.
- Zabawa w berka. Nie jesteś za duży?
- Skąd - sarknął.
- Wracaj tu i przyjmij cios jak mężczyzna!
- Prawdziwy wojownik wie, kiedy się wycofać - odparł powstrzymując uśmiech.
- Będzie mi tu cytował podręczniki z podstawami walki - zaśmiał się.
- Podręczniki?
- Właśnie tak. Podręczniki.
- Ja ci dam podręczniki!
Teraz role się odwróciły i Sasuke gonił blondyna, który krzyknął pędząc w przeciwnym kierunku. Po kilku rundkach po kuchni skierował się na korytarz, gdzie brunet niefortunnie dla siebie potknął się o rozrzucone buty Uzumakiego i wylądował na plecach niecałe pół metra od szczerzącego się Naruto.
- Wygrałem.- pochylił nad nim głowę wciąż się uśmiechając.
- Jeszcze nie skończyłem! - przekręcił się na bok łapiąc go za kostkę i mocno pociągną w dół, dzięki czemu blondyn wylądował na tyłku obok niego.
- Ha! I kto tu teraz rządzi?
- Ja! - uderzył go w ramię, od razu próbując uciec. Jednak zapomniał, że Sasuke ciągle trzyma go za nogę. Brunet mocniej szarpnął za nogawkę spodni, przyciągając go do siebie. Przyłożył rękę do jego szyi, tym razem pozwalając sobie na szeroki uśmiech.
- Nie… to ja wygrałem.
- Bo ci pozwoliłem.
- Tak, tak.
Pierwszy podniósł się Sasuke, pomógł wstać blondynowi, który zabawnie się skrzywił.
- Przez ciebie boli mnie tyłek! - wykrzyknął oskarżycielsko dźgając go palcem w pierś, na co on tylko wzruszył ramionami z rozbawieniem. - Ej nie śmiej się. Jak ja będę siedział na zajęciach?
- Jak chcesz mogę wziąć cię na kolana - mruknął kierując się do salonu. Tam rozłożył się na sofie podkładając obie ręce pod głowę.
- Tak swoją drogą muszę się już zbierać.
- Czemu?- uchylił jedną powiekę, zerkając na Naruto opartego o framugę drzwi.
- Mamy dzisiaj wykłady.
- I co w związku z tym?
- Musze się przebrać.
- Mogę ci coś pożyczyć.
- I muszę wziąć prysznic - kontynuował.
- Moja łazienka jest do twojej dyspozycji.
Naruto westchnął kręcąc głową. Poszedł do pokoju, w którym wcześniej spał. Ubrał się i doprowadził do jako takiego porządku. Przecież zaraz i tak będzie u siebie. Dopiero teraz zauważył czarny sygnet z czerwoną literą „U” na szafce nocnej. Przypomniał sobie, że to ten sam, który Sasuke miał na ręce dzień wcześniej. Najwyraźniej spał w jego sypialni. Wzruszył ramionami kierując się na korytarz w poszukiwaniu staranowanych wcześniej butów.
- Już wychodzisz? - dobiegło go od strony salonu.
- Mówiłem ci, że muszę się zbierać – odparł zakładając jednego buta.
- Mhm.
Kiedy już założył drugiego cofnął się po kurtkę wiszącą w innej części domu. Brunet obserwował go z uwagą, co nieco go stresowało, ale nie zamierzał tego po sobie pokazać. Mijając go, w drodze do drzwi wyjściowych poczuł jak smukłe pace zaciskają się na jego nadgarstku. Podniósł na niego zdziwiony wzrok.
- Widzimy się na zajęciach?
- Jasne - niemal szepnął, ciężko przełykając ślinę.
- Dobrze - kciukiem przesunął po wewnętrznej stronie nadgarstka, wywołując u niego przyjemny dreszcz.
Opuszczając budynek przypomniał sobie, że z tego wszystkiego zapomniał podziękować mu za śniadanie. Nadrobi później
* * *
- No nareszcie! - wykrzyknął podnosząc się z ziemi. - Gdzieś ty się podziewał?
Ledwo wdrapał się na piętro już usłyszał głos Kiby przesycony wyrzutami. O nie, nie odpuści mu. Upierdliwa istota. Z szerokim uśmiechem spojrzał na przyjaciela jednocześnie otwierając drzwi od domu.
- A tu i tam.
- Byłeś u niego?
- U kogo? - rzucił mu zdziwione spojrzenie przez ramię.
- No u tego bruneta. Jak mu tam było? A tak, Sasuke.
Naruto nic nie odpowiedział, tylko pogwizdując ruszył do swojej sypialni po jakieś ubrania. Szatyn podreptał razem z nim. Podczas gdy on przeszukiwał szafę Kiba rozłożył się na jego łóżku.
- Twoje łóżko jest niezwykle wygodne - mruknął przeciągając się. - Chyba je na trochę pożyczę. Coś mi mówi, że tobie i tak nie będzie potrzebne.
- Spadaj - pierwszą lepszą koszulką wycelował w jego twarz. - Ty jak coś sobie ubzdurasz…
- Przecież widzę, że ci się spodobał!- nie dał mu dokończyć. - Z resztą, odkąd cię znam nigdy nie oprowadzałeś nowych po mieście i nie zrywałeś się z nimi z zajęć, a powiedz mi ile nowych uczniów przybyło w tym semestrze?
- Żadnego?
- Czterech! Naruto czterech!
- Czyżbyś był zazdrosny? Ej! Kto ci powiedział o zajęciach?
- Nie bądź śmieszny. Nie ma, o co. Nikt nie musiał mi mówić, widzę jak wyglądasz.
- Och nie! Godzisz w moje narcystyczne ego. Spójrz na to ciało, spójrz na tą twarz! - teatralnym gestem złapał się za serce.
- Mówię poważnie. Ten koleś mi się nie podoba.
- I bardzo dobrze - uśmiechnął się szeroko idąc w stronę łazienki.
- Wiesz, że nie o tym mówię - wywrócił oczami.- Wydaje się dziwny.
- Kiba! Nawet go nie znasz, widziałeś go tylko raz!
- I ten raz wystarczy.
- Przestań. Idę pod prysznic. A tak w ogóle, co ty tu robisz?
- Mówiłem, że po ciebie wpadnę. Shika jak zwykle nie chciał ruszyć dupy z łóżka - skrzywił się lekko.
Naruto tylko parsknął śmiechem w końcu wchodząc do łazienki. Odkręcił możliwie najcieplejszą wodę, pozwalając, aby spryskała jego włosy i ciało. Przymknął oczy rozkoszując się ciepłem. Jego myśli mimowolnie skierowały się na Sasuke, przypominając mu wczorajszy niby sen i to jak, ciemnowłosy chwycił go za nadgarstek. Sam już nie wiedział czy mu się zdawało czy to było naprawdę. Oczywiście miał na myśli pocałunek, a nie rękę. Westchnął, co do jednego Kiba miał rację, brunet faktycznie mu się spodobał.
- Ej, utopiłeś się tam? - zza drzwi dobiegł go okrzyk przyjaciela.
- Urządzam sobie pogaduszki z syrenkami! - odkrzyknął z sarkazmem zagłuszanym przez szum wody.
- Streszczaj się! Mamy 25 minut!

Zirytowany siedział na kolejnym nudnym wykładzie z zakresu historii powstawania
muzyki, następny miał być o powstawaniu instrumentów. Cóż za intrygujący temat. Niecierpliwie wpatrywał się w drzwi czekając, aż zobaczy w nich jasną kupkę włosów, ale wciąż nic nie widział. Litości! Ileż można brać prysznic i się ubierać. Zapewne Naruto usnął olewając fakt, że ktoś na niego czeka i piekielnie się nudzi. Piekielnie… aż się uśmiechnął na to stwierdzenie. Zawsze uważał to za zabawne. W piekle nigdy nie było nudno, przynajmniej jemu się nie nudziło. A jak już sprowadzi tam blondyna, będzie miał jeszcze więcej roboty. Będzie musiał pokazać mu wszystko i nauczyć niezbędnych rzeczy.
Drzwi sali otworzyły się i do środka szybkim krokiem wmaszerował Uzumaki, mamrocząc pod nosem przeprosiny. Od razu skierował się do Sasuke i z cichym westchnieniem usiadł obok. Brunet zmierzył go wzrokiem. Luźna koszulka i ciemne spodnie, nic nadzwyczajnego, lecz na nim wyglądało niezwykle dobrze.
- Masz mokre włosy - chwycił w dwa palce mokry kosmyk, z którego wciąż kapała woda.
- A to - uniósł rękę do głowy.- Przeklęty Kiba. Przez niego nawet nie zdążyłem porządnie wytrzeć głowy - zgrzytnął zębami.- Uduszę drania!
- Spokojnie królewno, jeszcze połamiesz paznokcie - odparł z ironią.
- Jak mnie nazwałeś?
- Nijak - zachichotał. - Tylko żartuje. Widzisz? Od razu masz lepszy humor.
- Złośliwiec - mruknął, jednak kąciki jego ust uniosły się lekko, a brunet znów tylko zachichotał.
- Masz jutro wolny wieczór? - szepnął po chwili ciszy.
- Raczej tak, a co?
- Szykuj się. Idziemy do klubu.
- Jakiego klubu?
- Jeszcze nie wiem. Wymyślę potem.
- Dobra - wzruszył ramionami. - Mogę iść. Ale spróbuj zrobić coś dziwnego… - zawiesił głos, chcąc zawrzeć w tym, choć cień groźby.
- To co? - Sasuke dźgnął go palcem w brzuch. - Ej, co zrobiłem dziwnego w ciągu ostatniego wyjścia?
- Pomyślmy… właściwie to nic. Po prostu chciałem to powiedzieć. - podrapał się po karku.
Tym razem to Sasuke wzruszył ramionami, już planował przebieg całej imprezy.

3 komentarze:

  1. Wpadłam z ciekawości. Przeczytałam wszystkie Twoje opowiadania i zaintrygowałaś mnie. Co prawda nie lubię jak jest za dużo opisów ale niektórzy to lubią. Piszesz dobrze i najbardziej jestem zdziwiona brakiem komentarzy. Siedzę i kminię czym to może być spowodowane. Jakoś ciężko mi znaleźć przyczynę. No nic, będę zaglądać tu częściej. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że moje opowiadania Cię zainteresowały i dziękuję za miłe słowa :) Co do opisów, staram się nie przesadzać, wiem, że za długie bywają męczące, również pozdrawiam,
      Aoi.

      Usuń
  2. Witam,
    rozdział bardzo dobry, Sasuke taki miły, uśmiechający si i ta gonitwa, ciekawe co planuje...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń