sobota, 2 listopada 2013

Lazurowy Ocean 2

Tytuł: Lazurowy Ocean 
Rozdział: 2/ 8
Beta: Nie
Paring: SasuNaru


 Brunet powolnym krokiem zbliżał się do obranego na początku celu. Stwierdził, iż powinien poznać tego Uzumakiego wcześniej. Dzięki temu uniknie krępującej ciszy w biurze. W końcu mają razem pracować. Jirayę już zna, więc rozmowę zacznie bez problemu. Białowłosy właśnie kończył wymieniać uściski z właścicielem jakiejś podrzędnej firmy. Powolnym krokiem podszedł do nich uważnie obserwując roześmianego blondyna, który najwyraźniej skrępowanie maskował uśmiechem. Zdradzały go tylko spięte ramiona.

- Jiraya - kiwnął głową w geście przywitania, jednak powinien wiedzieć, że to Jirayi nie wystarczy.
- Sasuke! Dawno się nie widzieliśmy! - wykrzyknął po czym uściskał krzywiącego się bruneta. - Co słychać? Dalej w firmie ojca? - zapytał klepiąc go po ramieniu. Za nim Naruto ciekawie się mu przyglądał.
- Jak widzisz - odpowiedział wciąż lekko skrzywiony. - Kiedyś połamiesz mi żebra - mruknął cicho na co białowłosy roześmiał się głośno odrzucając lekko głowę do tyłu.
- Właśnie! Prawie zapomniałem - zakłopotany podrapał się w tył głowy. - Przedstawiam ci mojego chrześniaka, Naruto Uzumakiego - odsunął się lekko pokazując na uśmiechniętego chłopaka za nim. - A to mój drogi, jedna z największych szych na tym bankiecie - uśmiechnął się cwaniacko ignorując dziwne spojrzenie Sasuke.
- Nigdy się nie zmienisz - sarknął. - Uchiha Sasuke - wyciągnął dłoń do blondyna unosząc lekko jeden kącik ust w górę.
- Naruto - odpowiedział, pewnie ujmując jego rękę i oddając uścisk.
Kiedy już dokonali formalnego przedstawienia Jiraya postanowił zadać nurtujące go od kilku minut pytanie.
- Co cię do nas sprowadza? Nigdy nie zaczynałeś rozmowy bez powodu. Zawsze trzeba było cię szukać.
- Hmm. Czy ja wiem? Może chciałem pogadać ze starym znajomym - uśmiechnął się przebiegle.
- Oj nie. Ty nie z tych. Masz do mnie jakiś interes?
- Skądże. Przyszedłem poznać twojego chrześniaka  - spojrzał na zdziwionego chłopaka, dostrzegając dziwny błysk w oku jego wuja. - O nie! Wcale nie oto mi chodziło - zaprzeczył wiedząc do czego zmierza Jiraya, a raczej o co pyta jego spojrzenie.
- Może nie teraz, ale kiedyś… - mruknął rozmarzony Białowłosy. - Dobra, mów.
- Dzisiaj dowiedziałem się, że zostałem przydzielony na jego hn… Tak zwanego opiekuna - wskazał chłopaka ruchem głowy. - Więc wygląda na to, że od jutra pracujemy razem.
- Ciebie? - zdziwił się Jiraya. - Nie miałeś wcześniej podopiecznych prawda?
- Trzeba próbować różnych rzecz - wzruszył ramionami.
- W sumie… lepiej nie mogli mu dobrać! - klepnął jasnowłosego w plecy tak mocno, że ten aż się zakrztusił. Sasuke natychmiast sięgnął po szklankę wody zastępując puste miejsce na tacy przechodzącego kelnera swoim kieliszkiem. Bez słowa podał kasłającemu Naruto szklankę.
- Dzięki - powiedział, patrząc z wdzięcznością na bruneta, kiedy już się napił. - Jiraya! Mogłem się udusić! - uderzył go z całej siły w ramię.
- Boli! - syknął masując obolałe miejsce. - Od tego nie umrzesz - mruknął udając obrażonego. - O! Takano! Idę się przywitać. Naruto rób, co chcesz - machnął na niego ręką.
- Ta. Świetnie. Zostaw mnie tu. Jasne - burknął pod nosem.
- A przestań. Przecież on tak zawsze - mruknął brunet. - Co ubrudziłem się? - zapytał po chwili zauważając, że Naruto mu się przygląda.
- Nie, nie - speszył się. - Tak, tylko się zamyśliłem - odwrócił głowę.
- Chodź na dwór - wskazał głową kierunek.
- Po co? - zaciekawił się jasnowłosy.
- Zapalić - skierował swoje kroki w stronę szatni. Musieli zabrać swoje rzeczy. Brunet nie planował wracać na ten nudny bankiet, są ciekawsze miejsca.
- Musisz czy chcesz?
- I to i to. Numerek czterdzieści dziewięć - powiedział do mężczyzny za ladą. - I jeszcze sześćdziesiąt - dodał wcześniej pytając o numer Naruto. Szatniarz podał im kurtki, po czym życząc miłego wieczoru wycofał się w głąb przedsionka.
Sasuke pchnął drzwi wyjściowe od razu sięgając do kieszeni po paczkę papierosów. Zapalił jednego i szczęśliwy zaciągnął się dymem. Ah… od razu lepiej. I od razu czuć ten obrzydliwy smak. Dzisiaj wieczorem skończyły mu się smakowe i musiał skorzystać z zapasów Kakashiego. Brrr…
- Od dawna rysujesz? - przerwał narastającą między nimi ciszę.
- Właściwie nie aż tak. Zacząłem w drugiej klasie liceum. To będzie… ze cztery lata?
- Czyli jestem starszy tylko o rok - mruknął kiwając głową. - Nie mam pojęcia jak wytrzymujesz z Jirayą.
- Anielska cierpliwość - zaśmiał się. - Zaraz… masz tylko dwadzieścia jeden lat i już pracujesz na takim stanowisku? - powiedział zdziwiony.
- Znaczy jakim? - zmarszczył brwi. - Rodzinny biznes. Ojciec prowadzi firmę, no i zaangażował mnie i brata - mruknął.
- Masz brata? - zainteresował się przekrzywiając głowę lekko w prawo.
- Tak - burknął. Nie lubił rozmawiać o sobie. Dziwnie się wtedy czuł, jak jakiś okaz na wystawie. - Przejdziemy się? Nie chce mi się wracać na ten bankiet.
- Ale Jiraya… -  zaprotestował.
- Jiraya sobie poradzi. O to się nie martw - wszedł mu w słowo. Może nawet lepiej, że nie usłyszy corocznego przemówienia wuja, chociaż pewnie słyszał je domu już nie raz.
- No to możemy. Dokąd ?
- Nie wiem. Wymyśl coś - powiedział wypuszczając dym prosto w jego twarz.
- Khe… khe… Fuj! Ale to śmierdzi! - skrzywił się odganiając dłonią dym od siebie.
- Nie przesadzaj - wywrócił oczami. - Wymyśliłeś?
- Hm? - mruknął nieprzytomnie - A tak, tak. Chodźmy do parku - uśmiechnął się.
- Ok - zgiął papierosa w dłoni i wyrzucił za siebie nie patrząc gdzie poleci.
- Skąd znasz mojego wujka? - zapytał, prawdopodobnie żeby zacząć jakąkolwiek rozmowę.
- Interesy.
- Aha - sarknął.
- No co?
- Rozmowny to ty nie jesteś - zauważył.
- Jak dziecko - szepnął do siebie, a głośniej już dodał - o czym chcesz rozmawiać?
- O czymkolwiek! - wykrzyknął.- Nawet o durnej pogodzie.
- Ładna pogoda dzisiaj prawda?- uśmiechnął się łobuzersko.
- Weź przestań.- burknął.- Lepiej mi powiedz gdzie my jesteśmy? Bo tego parku to na pewno nie znam. Myślałem o takim innym…- niepewnie rozejrzał się dookoła.
- To jest prywatny park - odchylił głowę do tyłu. - A teraz idę usiąść na ławce.
- Ej! Zaczekaj!
- Przecież ci nie ucieknę - mruknął. Szybko przyzwyczaił się do tego chłopaka. Usiadł na ławeczce opierają głowę o oparcie. Trochę niewygodnie, ale nie miał ochotę właśnie tak siedzieć. Westchnął odpoczywając, po całym dniu miał już dosyć ukrywania zmęczenia.
- Co studiujesz? - usłyszał po swojej prawej.
- Skąd pomysł, że coś studiuje? - odpowiedział w ten sam sposób nie otwierając oczu. Poczuł, że chłopak siada koło niego, chyba przodem w jego stronę.
- No bo jesteś bardzo młody - przeciągnął ostatnie sylaby. - A młodzi ludzie przeważnie studiują.
Zaśmiał się słysząc to wytłumaczenie.
- Po prostu jesteś ciekawy. Przyznaj się - Sasuke uchylił jedną powiekę, akurat żeby zobaczyć delikatny róż na policzkach rozmówcy. - Ha, zgadłem!
- Wcale nie! - zaprzeczył dość gwałtownie. - Ee… dobra, masz rację, jestem ciekawy - wyszczerzył ząbki w szerokim uśmiechu.
- Właściwie to jestem na drugim roku pisarstwa, że tak to nazwę z elementami dziennikarstwa - powiedział przyglądając mu się. Nawet, jeśli było już trochę ciemno dopiero teraz miał okazję przyjrzeć się jego oczom. Duże błękitne tęczówki wpatrywały się w niego z ciekawością, jakby ich właściciel wszystko wiedział, a tylko czekał na odpowiedź Bruneta.
- Ciekawie - zaśmiał się cicho. - Chociaż powinienem się tego spodziewać. W końcu pracujesz w wydawnictwie - dodał z zakłopotaniem odwracając wzrok.
- A ty?
- Co ja? - zamrugał powiekami kilka razy.
- Studiujesz? - powiedział zachowując cierpliwość. Brunet pomyślał, że praca z Naruto będzie wymagała ogromnych pokładów cierpliwości i umiejętności panowania nad emocjami, które na szczęście Uchiha opanował do perfekcji już dawno.
- Na razie robię sobie przerwę - zaśmiał się po raz kolejny tej nocy. - Chcę spróbować sił w rysowaniu. Pewnie potem wrócę do studiów.
- Skoro Jiraya jest twoim promotorem, a ja opiekunem musisz mieć talent - uśmiechnął się kącikiem ust.
- Naprawdę tak myślisz?
- Powiem ci jak zobaczę twoje prace - mruknął, ponownie odchylając głowę na oparcie ławki.
Rozkoszował się ciszą przerywaną pojedynczymi ćwierknięciami ptaszków, które nawiasem mówiąc chyba powinny w większości spać, a nie wyśpiewywać serenady.
Sasuke lubił ten park właśnie za to, że niezależnie od pory dnia czy nocy, park wypełniały dźwięki natury zamiast wszechobecnego miejskiego zgiełku. Obok siebie słyszał spokojny oddech blondyna, który co rusz wiercił się i coś poprawiał. Najwyraźniej zaczynał się nudzić. Yh… rozsadza go energia. Co poradzić?
Kontemplacje natury przerwał im donośny - jak na panujący tam spokój - dzwonek telefonu Uchihy, który marszcząc brwi wyciągną go z kieszeni od razu odbierając.
- Tak?
- Gdzie ty do cholery jesteś?! Naruto jest z tobą? - usłyszał lekko zdenerwowany głos brata.
- Spokojnie braciszku - odparł przesłodzonym głosem wywołując zdziwienie na twarzy jasnowłosego. - Nasz blondynek siedzi koło mnie na ławce - mrugnął do niego. - Zresztą, śmiem twierdzić, że jest już wystarczająco dorosły, aby samodzielnie trafić do domu - dodał z lekką kpiną pomieszaną z sarkazmem.
- Sasuke! Miałeś dzisiaj zostać do końca. Uh, dobra, powiem ojcu, że młody, źle się poczuł i wyszliście na dwór - prawdopodobnie wywrócił oczami. - Resztę zostawiam tobie.
- Dobra, dzięki. Trzymaj się Tachi  – użył zdrobnienia, które zawsze zmiękczało brata. Mówił tak do niego przez całe dzieciństwo. „ Tachi to, Tachi tamto. Tachi! Zobacz!”. Zaśmiał się w duchu chowając aparat do kieszeni.
- Co? - Naruto przekrzywił główkę w prawą stronę.
- Szukali nas. Bez obaw, mój brat nas usprawiedliwił - wyciągnął papierosy. - Mamy, zatem wolne - skinął głową z zadowoleniem. - Nie wiem jak ty, ale ja tam nie wracam.
- Czemu? - zabawnie wydął dolną wargę. Ciekawe czy zdaje sobie z tego sprawę.
- Nie lubię tych bankietów. I tak zawsze jest to samo - wzruszył ramionami zaciągając się dymem z nowego papierosa.
- Nie pal - mruknął jasnowłosy w jego stronę.
- Co ci szkodzi? Ta ja się truję.
- Yh, i weź z takim gadaj - pokręcił głową. - Skoro nie wracamy na sale, idę do domu. Na razie! - pomachał mu dłonią ruszając w przeciwnym kierunku.
- Czekaj - złapał go za tył kurtki i wciągnął na poprzednie miejsce. - Wiesz gdzie masz jutro przyjść?
- Do dyrektora? - zapytał z głupią miną.
- Do mnie młotku. Będziemy pracować w jednym biurze, pracowni czy jak to tam nazwiesz.
- Czyli gdzie?
- Matko - westchnął cierpiętniczo. - Do tego właśnie zmierzam. Gabinet 130.
- Dobra. 130. Zapamiętam - spróbował zrobić krok do przodu. - Może mnie puścisz?
- A tak. Przepraszam - uśmiechnął się lekko, uwalniając go.
- To ja lecę. Cześć - wyszczerzył się.
- Tak, do jutra - kiwnął mu głową.
Obserwował jeszcze chwilę, jak ten oddala się, aż w końcu dopalając papierosa, ruszył w kierunku parkingu, przed który chłopak od parkowania przyprowadził jego samochód.



4 komentarze:

  1. Znów ja :d

    Wylapałam powtórzenie słowa 'park' :d i Uchiha mało uchihowski :d

    Ale sie wkreciłam, żeby nie było że tylko neguję! :3

    Inata - chan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprawię jak tylko będę pamiętała przy dodawaniu kolejnej notki :3 Dziękuję :3

      Usuń
  2. Witam,
    ciekawe jak im się będzie wspólnie pracowało, Itachi martwi się, gdzie razem zniknęli...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, mam nadzieję, że jak najlepiej :3
      Dziękuję bardzo, Aoi :3

      Usuń