sobota, 2 listopada 2013

Lazurowy Ocean 3

Tytuł: Lazurowy Ocean
Rozdział: 3/ 8
Beta: Nie
Paring: SasuNaru

O jak ciepło, o tak, tak powinno zostać. Przyjemne ciepło rozchodziło się po jego ciele, rozluźniając mięśnie i wywołując gdzie niegdzie przyjemne mrowienia. Sasuke czuł się odprężony, spokojny i… i… zmęczony? Poruszył głową od razu czując coś gładkiego i również ciepłego pod policzkiem. Mruknął zadowolony.


***

Naruto zachichotał cichutko. Kiedy tylko wszedł do pokoju zauważył bruneta śpiącego z głową ułożoną na rękach, a obok niego całe sterty papierów - jak zobaczył - jakieś rachunki i faktury. Część z nich - ta większa - była ładnie poukładana, prawdopodobnie zgodnie z datami ich wystawienia, ale druga… istny bałagan. Blondyn rzucił okiem na śpiącego, potem na papiery i znów na niego. Z westchnieniem zabrał się za układanie dokumentów. Nie chciało mu się, ale co będzie innego robił, kiedy jego „partner” śpi? Dzięki temu może zyska u niego jakieś punkty za dobre chęci. Nie chciałby mieć z nim złych relacji.
Uwinął się z układaniem papierzysk,  stwierdzając, że o dziwo szybko mu poszło; to wcale nie było takie trudne. Wystarczyło uważnie czytać daty na marginesach i z głowy. Usiadł na kanapie przyglądając się śpiącemu Brunetowi. Miał taki łagodny wyraz twarzy. Zupełnie inny niż ten, który widział wczoraj podczas bankietu. Chociaż w sumie… był całkiem miły. Uch, musi go obudzić, bo zaczynają mu przychodzić do głowy dziwne myśli. Ale ciało ma całkiem, całkiem… potrząsnął głową. Dobra. Zabiera się za to.

***
-… ke - dotarł do niego urywek zdania, a może wyrazu? - Sasuke. Sasuke?
Łagodny uścisk na ramieniu, sprawił, że ciemnowłosy poruszył się nieznacznie. Uh, krzesło skrzypnęło, a coś niezidentyfikowanego wbiło mu się w żebra. O kurde, jak coś strzyknęło mu w karku. Chwila… krzesło…skrzyp…? Gdzie ja do cholery jestem? Brunet otworzył szeroko oczy od razu tego żałując. Jasne promienie słońca, zbombardowały przyzwyczajone w tej chwili do półcienia czarne oczy. Od razu zasłonił je ręką.
- Sasuke - usłyszał gdzieś blisko.
- Naruto? Co ty tu robisz? - mruknął niewyraźnie. Wciąż się nie obudził do końca.
- Przyszedłem do pracy - odpowiedział spokojnie opierając się pośladkami o jego biurko.
- Do… pracy…? - nie zrozumiał, a Uzumaki zagryzł dolną wargę, aby nie wybuchnąć śmiechem. - Praca! Faktury! Ojciec się wścieknie - położył głowę na blacie.
- Ekhem… - odkaszlnął chcąc zwrócić na siebie uwagę.
- No co? - jęknął.
- Patrz, podziwiaj i dziękuj! - zaśmiał się unosząc dumnie brodę i wskazując palcem stosik ułożonych papierów.
- Hm? - zamrugał kilka razy przyzwyczajając się do światła, upierdliwie rażącego jego oczy.
- No popatrz! - jak zniecierpliwione dziecko pokazał mu stosik równo ułożonych papierów z uwagą czekając na reakcje ciemnowłosego, on natomiast od razu przyciągnął do siebie owy stosik.
- Ułożyłeś je? - zapytał szczerze zdumiony. - Wszystkie?
- Yhym! - zadowolony dumnie wypiął pierś, biorąc się pod boki dla spotęgowania efektu. - Kolejnością według dat wystawienia - dodał.
        Sasuke zaczął zawzięcie wertować papiery, dokładnie, jeden po drugim. Brwi unosiły się w lekkim zdziwieniu jednocześnie napełniając Bruneta ulgą, że sam nie musi tego robić. Mimo iż od dłuższego czasu papierkowa robota trafiała w większości do niego, najbardziej nie lubił porządkowania faktur. Układanie kartotek, przeglądanie dokumentów nawet jakieś sprawozdania z aukcji czy zwykłej sprzedaży nie męczą aż tak. Te przeklęte faktury nawet śnią mu się nocach! Tego jest potwornie dużo! Jeszcze wczoraj ojciec zadzwonił do niego po bankiecie z informacją, że na jutro oczekuje rozliczenia półrocznego. Całą noc układał, a i tak nie zrobił wszystkiego. Skończyło się oczywiście przysypianiem na biurku, podczas gdy papiery leżały pozostawione same sobie.
- Idealnie - szepnął do siebie. - Naruto, wszystko doskonale ułożone. Dziękuje - uśmiechnął się lekko.
- Ha! Myślałeś, że schrzaniłem, co? - wykrzyknął. - Ja tu się staram a t… - jego wypowiedź przerwał Itachi dziko wpadając do ich pokoju. Zastał Sasuke z grubym plikiem dokumentów i Naruto opierającego się o krawędź jego miejsca pracy z rękami na biodrach i zadowoloną z siebie miną.
- Sa… suke - przerwał zauważając blondyna. - Cześć Naru! - wyszczerzył się. - Sasuke słuchaj, ojciec czeka na ciebie w biurze. Przeskrobałeś coś? - zmarszczył brwi.
- Raczej nie. A co? - zrobił identyczną minę.
- Kazał po ciebie przyjść. Jest jakiś poirytowany.
- Czeka na rozliczenie - przesunął dłonią po karku. - Po za tym Murami go wkurzył jeszcze wczoraj wieczorem.
- Aha - mruknął. - Skąd wiesz?
- Dzwonił, że mam zrobić rozliczenie - skrzywił się chwytając cały plik dokumentów. - Naruto, rozpakuj się, tam masz swoje biurko - wskazał głową kierunek.- Jak wrócę wszystko ci objaśnię.
- Hai. Jak będę się nudził przejrzę twoje szuflady.
- Ani mi się waż! - zagroził z udawanie groźną miną.
- Dobra, dobra - zaśmiał się Jasnowłosy.
- Co to było? - zapytał Itachi, kiedy drzwi się za nimi zamknęły.
- Rozmowa. Nie słyszałeś? - sarknął patrząc kontem oka na brata.
- Och, mój Sasuke zaczyna być miły! Nawet się przekomarza z kimś innym niż ja! - ułożył dłonie w charakterystyczny sposób demonstrując swoje rozmarzenie.
- Ej nie rób ze mnie gbura! - zbulwersował się.
- Kiedy właśnie takie sprawiasz wrażenie! - załamał ręce stając przed windą. - Zawsze poważny, idealnie wszystko robisz, na baaardzo wysokim stanowisku, przystojny… - ku irytacji młodszego bruneta, wyliczał dalej. - Prawie nigdy się nie uśmiechasz, chodzisz dumnie i z gracją…
- Dobra, dobra. Bo się zakochasz - niemal warknął.
- Po kimś to masz! - wbił kciuk w swoją pierś zadzierając brodę do góry.
- Ta, na pewno po tobie - odpowiedział z sarkazmem.
-  A niby po kim hm? - pochylił się lekko nad nim. - Nie myśl, że urodziłeś się taki wspaniały sam z siebie… Narcyziku - mruknął rozdmuchując mu grzywkę ciepłym powietrzem.
Sasuke już chciał coś powiedzieć, ale w tym momencie otworzyły się drzwi windy i obaj weszli do środka z krótkim „dzień dobry” na ustach. Chwila niezręcznej ciszy przeciągała się, a każdy z pasażerów patrzył w innym kierunku jakby bał się, że od patrzenia na innych coś im się stanie. Jeden, dwa, trzy… jeszcze dwa piętra i winda zatrzymując się z głośnym „ piiim”, wypuszcza dwóch przystojnych brunetów.
- Idziesz ze mną? - zdziwił się młodszy.
- Tak. Tata jest nie w humorze. Jak będziesz z nim sam, zwali na ciebie całą robotę i jeszcze ochrzani cię za nic.
- Tak jak ciebie ostatnio?
- Ta… wolałbym żeby ciebie ominęła tyrada jego życia, wystarczy, że ja ją słyszałem - mruknął.
- Ja też bym wolał - uśmiechnął się lekko.
- To ja ci otworze - wyszczerzył się starszy z nich. - Nie chce wchodzić tam pierwszy - wzdrygnął się teatralnie.
- Och, jakiś ty uprzejmy - sarknął przybierając uprzejmy, wyluzowany wyraz twarzy, jakby się cieszył, że pół nocy kwitł nad fakturami.

***

Naruto podszedł do pudła ze swoimi przyborami do rysowania, po chwili stwierdzając, że najpierw woli zwiedzić cały gabinet, aby odpowiednio rozmieścić swój „sprzęt” i ozdóbki, a miał ich całkiem sporo. Postanowił ożywić trochę ten gabinet. Nie żeby było w nim brzydko, o nie. Po prostu… Naruto przywykł do dużej ilości kolorów, natomiast Sasuke najwyraźniej nie.
Ściany pomalowane były na dość stonowane barwy; kawa z mlekiem gdzie niegdzie ozdobiona granatowymi wzorami, których blondyn wcześniej nie widział. Panele z jasnego drewna i hebanowe meble, mimo iż kontrastowały, jednocześnie idealnie pasowały, do tego jeszcze narożnik w kolorze ciemnego granatu, nawiązującego- prawdopodobnie- do wzorów na ścianach. Reszta to jak się domyślał, jakieś przedmioty bardziej osobiste Sasuke. Chociaż, na parapecie zauważył kwiaty i kilka figurek przedstawiających koty. Szczerze powiedziawszy Brunet chyba lubił te zwierzęta, gdyż zarówno w pokoju, jak i na jego biurku było kilka takich figurek. Uśmiechnął się do siebie wyciągając z pierwszego pudła zdjęcie przedstawiając Jiraye z jego młodszą wersją na ramonach. Lubił to zdjęcie. Przywoływało miłe wspomnienie z czasów zanim… zresztą nieważne. Było minęło.
        Wygrzebał z kartonu kilka książek, na temat rysunku oraz kilka o tematyce fantasy i ustawił je na półce tuż nad swoim biurkiem. Krzątał się w tę i z powrotem wyjmując, układając albo poprawiając różne przedmioty. Po chwili zadowolony opadł na fotel przyglądając się efektom swojej pracy. Hebanowe biurko ożywiło się nabierając kolorów, można by powiedzieć, że za sprawą drobnych dłoni blondyna nabrało charakteru.
        Naruto teraz miał chwilę pomyśleć o swoim opiekunie, jak to nazwał go Jiraya. Nigdy wcześniej nie spotkał mężczyzny o tak czarnych oczach, jak te, Sasuke. Kiedy spojrzał mu w oczy nie mógł odwrócić wzroku, chcąc napatrzeć się na głębię i intensywność jego tęczówek. Patrząc na niego miał wrażenie, że jest przewiercany na wylot, przez dwa węgielki, po to by za chwilę łagodniejszy wzrok ukoił niespokojne myśli, skutecznie odwracając uwagę od całego otoczenia. Dlaczego tak to odczuwał? Nie miał pojęcia. Chociaż, może każdy myślałby w podobny sposób tuż po poznaniu bruneta.
        Ziewnął rozdzierająco jedną dłonią przysłaniając usta. Zeszłej nocy nie mógł zasnął, ekscytacja pierwszym dniem pracy mu na to nie pozwalała, a do tego jeszcze jak na złość nie mógł wyrzucić z głowy lekko uśmiechniętej twarzy Sasuke…
Z westchnieniem ruszył do okna, żeby przewietrzyć trochę ich gabinet przed powrotem „partnera”. Generalnie ich współpraca miała polegać na tym, że Naruto siedzi i rysuje, od czasu do czasu pytając ciemnowłosego o coś związanego z ich pracą, albo o nowy pomysł czy coś w tym rodzaju. Ech, w tej chwili nie miał pojęcia jak wytrzyma z nim w jednym pomieszczeniu, pracując jednocześnie. Przecież przy nim nie da się skupić!
Po raz kolejny westchnął rozkładając się na sofie, po to, aby kilka sekund później wstać z niej z zamiarem zrobienia herbaty sobie i Brunetowi. Zapewne szybko wróci, a ciepły płyn poprawi mu humor.

***

Ciche kliknięcie otwieranych drzwi zasygnalizowało przybycie dwóch ciemnowłosych młodzieńców do gabinetu. Pierwszy z nich delikatnie trzymał w dłoni gruby plik kartek, a drugi bezszelestnie podążał za nim lustrując czujnym spojrzeniem czarnych jak noc oczu, całe pomieszczenie. Obaj byli lekko spięci, w końcu przebywanie z surowym ojcem w jednym pomieszczeniu przeważnie kończyło się jakąś sprzeczką, serią rozkazów do wykonania albo jak to już kiedyś się zdarzyło- latającymi przedmiotami. Wtedy ojciec miał naprawdę ciężki dzień i stracił nad sobą panowanie. Potem kazał zapomnieć synom o całym incydencie i sam udawał, że chwila słabości nie miała miejsca.
- Dzień dobry - przywitał się kulturalnie niższy z nich.
- Cześć tato. Co słychać? - jak zawsze uśmiechnięty Itachi podszedł do krzesła, na którym siedział ich rozmówca.
- Co ty tu robisz Itachi? Czy nie miałeś rozmawiać z wydawnictwem z zachodniej części miasta? - powiedział dość rozdrażnionym głosem. - Witaj, Sasuke - dodał zauważając młodszego.
- Przyniosłem rozliczenia - mruknął kładąc staranie wyrównany stosik przed rodzicem.
- Bardzo dobrze - nawet nie spojrzał na kartki. Sasuke tylko zacisnął wargi patrząc w stronę brata. Ten nie mogąc nic poradzić ledwo zauważalnie wzruszył ramionami.
- Dzwoniłem. Sekretarka powiedziała, że ich szef ma konferencje, więc oddzwoni, kiedy tylko będzie miał chwilę wolnego.- powiedział na co mężczyzna w fotelu westchnął przeciągle kiwając głową.
Fugaku Uchiha, właściciel i prezes największego w całym mieście wydawnictwa „Sharingan”, a zarazem ojciec obydwu brunetów, był człowiekiem surowym i zimnym. Nie miał za wiele czasu dla synów, toteż nie nawiązał z nimi żadnej mocniejszej więzi. Wychowując ich, stosował zasadę nieustępliwości, twardej ręki i często prawie nie pokazywał uczuć. On był tym surowym i karzącym, a jego żona, tą dobrą i nagradzającą, do której chłopcy biegli ilekroć chcieli się przytulić, lub po prostu porozmawiać czy się pobawić.
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie ma zainteresowania swoimi dziećmi, jednak tak naprawę troszczy się o nich na swój sposób. Nikt nie wie jak matka chłopców wytrzymuje z nim tyle lat.
Tak samo jak młodzieńcy, ma czarne oczy, przypominające ciemne tunele, włosy tej samej barwy oraz bladą cerą. Te cechy są u nich rodzinne.
Teraz odchrząknął, zapewne po to, aby przerwać narastającą między nimi ciszę.
- Sasuke zająłeś się Naruto?
- Tak.
- Mam nadzieję, że Itachi… - tu spojrzał na starszego. - …przekazał ci wszystko, odnośnie naszego nowego nabytku?
- Yhym - skinął głową na potwierdzenie. Jak on nie lubił z nim rozmawiać! Stary gbur, wiecznie wkurzony, zbyt zajęty pracą, żeby dostrzec, chociaż ułamek starań swoich dzieci, które czasami stają na głowach, chcąc sprostać jego oczekiwaniom. – Wszystko przygotowane. Chłopak właśnie się rozpakowuje. Myślę, że od jutra zaczniemy pracę nad jego projektem.
- Doskonale - mruknął z zadowoleniem. - Możecie iść - machnął na nich ręką. - Chciałem tylko dowiedzieć się kilu rzeczy - uśmiechnął się lekko, co było u niego niezwykłą rzadkością. Najwyraźniej obecność synów poprawiła mu w jakimś stopniu humor. - Itachi! - zawołał za nimi, kiedy już wychodzili. - Pamiętaj o terminach.
- Tak, wiem - burknął starszy. - Na razie - zamknął za nimi drzwi. - Szybko poszło.
- No. Coś mu chyba poprawiło nastrój - powiedział zerkając na brata.
- Kto go tam wie - machnął głową odrzucając włosy do tyłu. - Jedziesz ze mną do sklepu? Jestem strasznie głodny - powiedział przykładając dłoń do brzucha.
- Która godzina?
- Wpół do pierwszej.
- Hm… to mogę.
- A Naruto? - zapytał przebiegle.
- Co z nim? - mruknął nie rozumiejąc.
- Zostawisz go tak samego w biurze?
- A czemu nie? - zdziwił się. - Przecież nic go tam nie zje.
- Bardziej się martwię czy to on czegoś tam nie zje - zachichotał starszy.
- Na przykład drukarkę? - uśmiechnął się unosząc jedną brew. - Co jak co, ale akurat ona jest ciężko strawna i bardzo twarda.
Obaj śmiejąc się z niczego nieświadomego Naruto skierowali się w stronę parkingu. W drodze zagrali w „kamień, papier, nożyce” i padło, że jadą samochodem Itachiego, a Sasuke musi się dostosować i nie marudzić, chociaż starszy wie, jak bardzo jego brat lubi jeździć własnym samochodem.

1 komentarz:

  1. Witam,
    no, no Sasuke docenił to, że Naruto ułożył ładnie te dokumenty, ciekawe jak zareaguje na rozświetlony gabinet, no jak tak mógł Naru tam czeka z herbatą a ten wybrał się na jedzenie z Itachim... Naru zjedz drukarkę za karę... ;]
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń