sobota, 2 listopada 2013

Lazurowy Ocean 4

Tytuł: Lazurowy Ocean
Rozdział: 4/ 8
Beta: Nie
Paring: SasuNaru


- Ale się napchałem - wykrzyknął Itachi wychodząc z baru szybkiej obsługi, do którego zajechali, zamiast wcześniej planowanych zakupów.
- Nie trzeba było tyle jeść - mruknął młodszy popijając shake’a waniliowego.
- Ale Sasuke! - jęknął. - To było takie pyszne… - rozmarzył się na powrót.

- Zawsze tak mówisz - parsknął rozbawiony. - A potem w połowie drogi oddajesz mi kluczyki, bo ci niedobrze - zaśmiał się.
- Wcale nie! - oburzył się. - Kiedy ostatnio tak zrobiłem?
- Dwa dni temu - odparł bez wahania.
- To była chwilowa niepoczytalność! Ten kurczak mną zawładnął!
- Mhm, a tydzień temu po imprezie u Deidary?
- Kac mnie męczył! - burknął cicho przypominając sobie to straszne pragnienie.
- Jasne, kac - wciąż nie był przekonany. - Lepiej oddaj mi kluczyki teraz, a nie jak zawsze będziemy zmieniać się w połowie drogi. To bez sensu.
- Ee eee - pomachał mu nimi przed nosem. - Nie dam. Teraz nie jest mi niedobrze.
- Za pięć minut będzie.
- No to dam ci za pięć minut - powiedział zadowolony nowym rozwiązaniem.
- Nie mam pojęcia jak zdałeś studia - szepnął uderzając się dłonią w czoło.
- Studia nie mają tu nic do rzeczy braciszku! - szepnął do niego jakby ktoś miał ich podsłuchać. - Po prostu jestem genialny! - wykrzyknął pędząc do samochodu zanim niższy brunet go uderzy.
- Tylko nie jedź przez to cholerne rondo. Nie cierpię go.- powiedział wsiadając.
- Ta… wiem. Tyle, że to będzie na około - skrzywił się lekko.
- Nie widzę problemu - rzucił mu spojrzenie mówiące „ rób co mówię, albo spadaj.”
- A ja owszem - spojrzał na zegarek. - Jestem dziesięć minut spóźniony - zaśmiał się wesoło.
- I jeszcze się cieszy! - wyrzucił ręce do góry. - Na co jesteś spóźniony? - zaciekawił się.
- Spotkanie z przedstawicielem zachodniego wydawnictwa - mruknął.
- Przecież sekretarka miała zadzwonić - sarknął.
- I dzwoniła. Kiedy zamawiałeś ostatniego shake’a.
- To czemu nic nie mówiłeś? - zdumiał się. - Ojciec się wścieknie, jak zawalisz współpracę z nimi.
- Zapomniałem - jedną ręką podrapał się po policzku. - Po za tym nie zawalę. Nasz gość teraz pije kawę i konwersuje z umiejętną sekretarką, nie zauważając mojego małego spóźnienia.
- Masz więcej szczęścia niż rozumu.
- Ja powinienem takie rzeczy mówić tobie! Nie na odwrót! - wykrzyknął.
- Moja wina, że nie używasz mózgu? - zaśmiał się wesoło.
Tak naprawdę, wiedział, że Itachi tylko się wygłupia, bo jeżeli trzeba było coś zrobić zawsze wykazywał się dużą inteligencją i chęcią do pracy, a przede wszystkim zawsze wykonywał swoje obowiązki idealnie. Nigdy nie wymagały większych poprawek. Nawet na samym początku. Jak on to robi?
- Dobra. Wyskakuj – zatrzymał się przed wejściem do budynku. Już? - Pojadę zaparkować na stałym miejscu - mrugnął do niego uśmiechając się szeroko.- Trzymaj się.
- Na razie - wysiadł kierując się do szklanych drzwi. Pchnął je pewnie i witając kobietę na stanowisku informacji za ladą, ruszył do windy od razu naciskając właściwy guzik. Kiedy winda otwierała się niespiesznie odpinał guziki długiego płaszcza. Podchodząc do pokoju z daleka usłyszał słowa rozmowy dobiegającej z za uchylonych drzwi od dzisiaj jego wspólnego z Naruto gabinetu. Jak dobrze rozpoznał, słyszał Blondyna i Jiraye. Pomyślał, że powinien wejść do środka zamiast tak czaić się na korytarzu, ale jednak ciekawość zwyciężyła.
- Mówiłem ci, że tak nie może być - powiedział ściszony głos należący najpewniej do Jirayi.
- Jak nie może być? Przecież to normalne, że ze mną rozmawia.
- Normalne? Zakazałem wam, jakiegokolwiek kontaktu! - wyraźnie się zdenerwował. - Naruko musi rozwijać swoją karierę, a nie martwić się tobą!
Oho, czyżby chodziło o jego dziewczynę? Ciekawe, ciekawe.
- Uh, to, że zakazałeś nie robi na mnie wrażenia - buntownicze słowa padły z ust Naruto. - Mój tata nie ma nic przeciwko.
- Co z tego? Minato nie zajmuje się waszą karierą! Nie zna jej przeszłości!
- Jak nie? - odfuknął zły blondyn. - Przejrzyj w końcu na oczy! Nie możesz nas kontrolować.
- Jeszcze zobaczymy - brunet usłyszał kilka kroków i syk Blondyna.
- Puść mnie - powiedział lodowatym tonem.
- Jesteś moim chrześniakiem. Nie pozwolę ci zmarnować sobie życia przez jakieś fanaberie.
- Tak jak pozwoliłeś na to mojej siostrze? - fuknął po raz kolejny.
- Naruko… to, co innego - uciął temat z wyraźnym bólem w głosie.
- Nie przeszkadzam? - do pomieszczenia wszedł Sasuke. Szczerze powiedziawszy wolał już wejść do środka. Zaczynał się dziwnie czuć na korytarzu, pod drzwiami własnego pokoju, po za tym uznał, że życie prywatne Blondyna na razie nie powinno go interesować.
- Nie, skądże. Właśnie skończyliśmy - powiedział roztargnionym tonem błyskawicznie puszczając rękę jasnowłosego. Ten zaczął ją masować patrząc za wychodzącym wujem zmróżonymi oczami.
- Co to było? - zapytał czarnowłosy, kiedy już się rozebrał.
- Długa historia - westchnął Uzumaki opadając na narożnik. - Może kiedyś ci ją opowiem.
- Na pewno - szepnął do siebie. - Rozpakowałeś się już? - rzucił mu uważne spojrzenie.
- Tak, tak - mruknął nie otwierając oczu. - Nie zauważyłeś nowych kolorów?
- Nie - odparł rozglądając się po pomieszczeniu. Faktycznie było w nim więcej kolorów. Blondyn poustawiał, to tu, to tam, kolorowe piramidy; pomarańczową, niebieską i dwie szkarłatne, a puste wcześniej biurko zapełniło się różnymi przyborami do rysowania i dwoma zdjęciami w ramkach. Jak się domyślał to jakieś fotografie rodzinne, ale póki co nie chciał do nich podchodzić… może potem.
Na beżowych firankach zarejestrował kilka miniaturowych postaci z różnych, anime - akurat je znał - oraz gustowną świeczkę na stoliczku przed narożnikiem. - Faktycznie. Bardziej hn… przyjaźnie?
- Przyjaźnie? - parsknął śmiechem.- Po prostu kolorowiej, że tak to odmienię.
- Nie ma takiego słowa - mruknął rozluźniając krawat pod szyją. Dzisiaj wyjątkowo go irytował. Założył akurat ten, który zawsze - od samego początku - denerwująco ociera się bezpośrednio o gardło, przy każdym ruchu.
Odwrócił głowę w stronę Naruto, uniesieniem brwi kwitując dziki chichot, wydobywający się z jasnowłosego.
- Stało się coś? - powiedział bez większego zainteresowania, odpowiedziała mu tylko kolejna fala niepohamowanej radości. Rzuciwszy mu kolejne spojrzenie mówiące „ zwariowałeś? ”, usiadł za swoim biurkiem plecami odwracając się do towarzysza.
Za oknem była całkiem ładna pogoda. Świeciło słońce, ale wydawało się, że jest trochę chłodno; ludzie chodzili ciepło ubrani. Może to, dlatego, że na dzisiaj zapowiadali burzę? Kto ich tam wie- nikt nie zrozumie rozumowania dziwnego gatunku, jakim są ludzie.
Sasuke postanowił po skończeniu pracy wybrać się na spacer, a jeżeli humory będą dopisywać, zabierze ze sobą i Blondyna. Nie chciałby się na nim wyżywać, w razie gdyby coś się schrzaniło w ciągu dwóch najbliższych godzin.
Odwiesił krawat i marynarkę na wieszak naścienny, rozsiadł się wygodnie na fotelu i ignorując chichoczącego Jasnowłosego zabrał się za przeglądanie dotychczasowych rysunków młodego mangaki. Z każdą kolejną pracą, coraz śmielej kiwał głową, wyrażając uznanie; chłopak naprawę był dobry! Lepszy niż rysownicy, którymi zajmowali się do tej pory. Ma ogromną szanse na podbicie rynku rysunkowego. Trzeba tylko dobrze ukierunkować jego pomysły i zadbać o niego w należyty sposób. Och, on już się tym zajmie. Uśmiechnął się kącikami ust.
Zdał sobie sprawę, że chichot ucichł, a chłopak od kilku minut wpatruje się w niego z oczekiwaniem. Lazurowe ślepka wwiercały się w jego plecy wywołując zabawne mrowienie w okolicach karku. Odwrócił się do niego przodem, trzymając na kolanach prace.
        W tej chwili Naruto niespodziewanie odczuł potrzebę dotknięcie Bruneta. Chciał zanurzyć palce w tych kruczoczarnych włosach- przeczesywać je, układać i przegarniać. Prześliznął się spojrzeniem po bladej twarzy, - kilka sekund dłużej patrząc na niesamowicie czarne oczy- aż w końcu zatrzymując na wąskich wargach żywego, czerwonego koloru. Mimowolnie uchylił usta zwilżając je różowym języczkiem i… potrząsną głową chcąc wyrzucić z głowy takie myśli. Co się z nim działo? Przecież to jego współpracownik! Ba, nawet pewnego rodzaju opiekun! „Uzumaki, uspokój się”.
Sasuke przyglądał się Blondynowi, kiedy ten mierzył go spojrzeniem. Zastanawiał się, o czym myśli. Zapewne ocenia. Tylko czy podoba mu się to, co widzi? Utwierdził się w tym przekonaniu widząc jak potrząsną głową. Przygryzł delikatnie wargę żeby się nie roześmiać.
- Masz talent - przerwał jego kontemplację. - Wystarczy tylko odpowiednio tobą pokierować i… - zawiesił dla podbudowania napięcia. - Rynek twój! - powiedział nieco za głośno, ale widok nagłego błysku w oczach Naruto, potwierdziły, że dobrze zrobił.
- Naprawdę? - wykrzykną uradowany wyskakując z fotela. Najwyraźniej nie mógł już usiedzieć. - Serio, serio? Nie mówisz tak, żeby mnie pocieszyć czy coś?
- No coś ty! Zawsze mówię to, co myślę - „prawie zawsze", dodał w myślach, odkładając kartki na biurko.
- Ale super! - w przypływie radości rzucił się na szyję Ciemnowłosego mocno się doń przytulając i śmiejąc się w jego szyję. Sasuke z początku spiął się i nie wiedział jak zareagować na ten gest, jednak szybko się opanował i objął ramionami drobne ciało Blondyna, jedną dłonią gładząc jego włosy. Nie spodziewał się, że będą takie miękkie i puszyste. Podświadomie od samego początku chciał ich dotknąć, ale nie przyznawał się do tego. Wolał utrzymywać ich znajomość na koleżeńskim poziomie- przynajmniej na razie. Po za tym… nie chciałby, aby przez jego upodobania chłopak stracił szanse na zrobienie kariery.
        Naruto czując dłonie czarnowłosego obejmujące jego ciało mimowolnie się odprężył, trochę bardziej do niego przylegając. Ręka sunąca po jasnych kosmykach wywołała przyjemny dreszcz, aż przymknął oczy opierając policzek o ramię bruneta. Kiedy zdał sobie sprawę, że już za długo tak stoją, oderwał się od niego i odsunął na bezpieczną odległość. Niepewnie uniósł wzrok starając się jakoś ukryć różowe policzki pod opadającymi na nie włosami. Patrząc na niego dostrzegł tylko lekki uśmiech i łagodne spojrzenie.
- No - Sasuke klasnął w dłonie widząc zmieszanie towarzysza. - Zabieramy się do pracy!
- Tak jest! - wyszczerzył się radośnie, czekając na polecenia.
Brunet dokładnie mu wszystko objaśnił. Zaczynając od tego, jak ma zacząć prace, a kończąc na tym, co musi zrobić po zaplanowaniu historii.
       Sasuke wracając do swojej pracy, nie bardzo mógł się skupić. Cały czas czuł ciepło Naruto przy sobie i miękkość jego włosów pod swoją dłonią. I jeszcze ten przyjemny zapach, malinowego szamponu do włosów pomieszanego z nieznaną mu perfumą… ah, cudowne!
Zamknął na chwilę oczy żeby ochłonąć. Przecież, postanowił, że na razie nie może pozwolić sobie na takie myśli. Uh, nie będzie łatwo, oj nie…
         Dopiero wieczorem przypomniał sobie, że chciał wyciągnąć blondyna na dwór. Uderzył się głową w czoło w myślach karcąc się za takie zapominalstwo. A byłaby taka dobra okazja do spaceru z Naruto, może by wydarzyło się coś ciekawego… Miałeś się powstrzymać. Nie chcesz go wystraszyć. Wyrzucił w górę ręce w geście rezygnacji. Ta praca będzie trudniejsza niż się spodziewał… chociaż może… Nie. Nie może. Skrzywił się lekko i kręcąc głową wrócił do pracy.
Niestety nie zrobił nic. Jego myśli zostały całkowicie opanowane przez lazurowy ocean okolony gęstymi rzęsami i złotymi włosami.

2 komentarze:

  1. Witam,
    och myśli Sasuke cały czas zaprząta Naruto, ten przyozdobił gabinet, ale jak widać na tyle delikatnie, że na pierwszy rzut oka Sasuke nie zauważył nic, ciekawe o co chodzi z jego siostrą...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam :3 Mam nadzieję, że wszystko wyjaśni się już wkrótce. Dziękuję za miłe słowa.
      Pozdrawiam, Aoi.

      Usuń