sobota, 2 listopada 2013

Pierwsza Kłótnia

Tytuł: Pierwsza Kłótnia
Rozdział: 1/ 1
Beta: Nie
Paring: SasuNaru


Siedziałem z przyjaciółmi na ławce. Przepychali się i szturchali nad moją głową. Kiba próbował wrzucić Nejiemu za koszulkę żołędzia, a jego pies Akamaru, który mu zawsze towarzyszył skakał wokół naszych nóg domagając się pieszczot. Pochyliłem się zanurzając dłoń w jego futerku. Zwierzak szczeknął zadowolony, że ktoś zwrócił na niego uwagę.

Kiba; niski szatyn, z charakteru wylewny i dość rozrywkowy chłopak, wszędzie zabierał ze sobą swojego psa. Nie mam pojęcia, jak udaje mu się ukryć zwierzaka przed nauczycielami w czasie lekcji. Najśmieszniejsze jest to, że jego rodzice nawet nie zauważają zniknięcia psa na 6-8 godzin w czasie, których jesteśmy na lekcjach. Natomiast Nejii jest przeciwieństwem mnie i Kiby. Przeważnie spokojny i zrównoważony, ale jak ktoś go wkurzy potrafi nieźle dołożyć, zwłaszcza, kiedy obraża się któregoś z nas albo jego kuzynkę Hinate. Nie żebyśmy z Kibą nie umieli się bić, po prostu ja jestem bardzo impulsywny, a Kiba… zależy od humoru.
    Nagle poczułem jak coś zimnego wpada mi za koszulkę. Zerwałem się z ławki próbując wytrzepać to coś zza ubrania. Minęła chwila zanim zorientowałem się, że to żołądź.
- Ej.! Co to jest?
- Żołądź! Naruto to żołądź! Hahaha… Nejii jednak trafiłeś!- wykrzyknął zginając się w pół ze śmiechu.
- A nie mówiłem? Zawsze trafiam!
- Zawsze trafiam! - przedrzeźniałem go. Chwyciłem pierwszy lepszy owoc dębu z ziemi i rzuciłem w niego. Zaczęła się wojna na żołędzie i patyki.
- Haha mam cię!
- Kiba wracaj tu tchórzu! - wrzasnęliśmy jednocześnie widząc jak nasz przyjaciel ucieka przed deszczem patyczków, liści i nie wiadomo czego. Puściliśmy się biegiem przyspieszając z każdą sekundą. Wiatr targał moje i tak rozczochrane włosy, a na dodatek Nejii przyspieszył jeszcze bardziej najwyraźniej próbując się ze mną ścigać. Kiba miał nad nami przewagę 20 sekund, widzieliśmy jego postać dość daleko przed nami. Już prawie go dogoniliśmy, kiedy nagle kątem oka dostrzegłem czarny błysk po lewej. Zatrzymałem się zupełnie odruchowo. Tak jak jeszcze niedawno robiłem za każdym razem. Odwróciłem głowę w tamtym kierunku i zobaczyłem go.
Szedł w tą stronę obejmując ramieniem jakąś różowo-włosą dziewczynę. Znałem ją z widzenia. Chodziliśmy do jednej klasy, ale nigdy nie czułem potrzeby rozmawiania z nią. Kolejna z tych, które zrobią wszystko, żeby być z jakimś chłopakiem dla jego popularności. Tylko, że tym razem to nie był zwyczajny chłopak.
Westchnąłem. Ona w ogóle do niego nie pasowała. Obejmujący Sakure- bo tak miała na imię- to Sasuke Uchiha. Przyjrzałem mu się dokładnie, mimo iż znałem każdy jego, gest czy krok niemalże na pamięć.
Czarne włosy z przydługą grzywką, blada cera, cyniczny uśmiech, bezdennie czarne cudowne oczy. Czarna koszulka i granatowe spodnie idealnie dopasowane do jego sylwetki. Na nadgarstku miał skórzaną bransoletkę, a na szyi wisiorek z herbem rodzinnym, który dostał od matki na piąte urodziny.
Jeszcze raz zlustrowałem wzrokiem jego postać. Widziałem, że robi to samo. Ciekawi mnie czy widzi tylko niewysokiego blondyna z rozwichrzonymi włosami i intensywnie niebieskimi oczami, policzkami rumianymi od biegu, ubranego całkiem zwyczajnie? Czy może coś więcej? Przechodząc obok mnie szepnął coś do ucha rozchichotanej Sakurze, a kiedy już mnie minęli odwrócił głowę w moją stronę. Nasze spojrzenia skrzyżowały się, a on mając pewność, że patrzę przesuną rękę z ramienia na pupę dziewczyny uśmiechając się przy tym z wyższością. Zacisnąłem usta, modląc się żeby łzy, które zbierały mi się w oczach nie wypłynęły na światło dzienne. Jeszcze nie w tej chwili.
- Naru, wszystko dobrze? - Nejii zawrócił widząc, że stanąłem. Nie odpowiadając odwróciłem się na pięcie, szybkim krokiem zmierzając do łazienki.
- Naruto... – Kiba zawrócił i teraz dobiegał do Nejiego. - Idioto! Nie widzisz, że chce być sam? Przecież to był S-a-s-u-k-e. - przeliterował wyraźnie akcentując każdą literę.
- Myślałem, że już mu przeszło.
- To źle myślałeś - nic więcej nie usłyszałem gdyż byłem już daleko od nich.
Wszedłem do łazienki i stanąłem przed umywalką. Oparłem na niej ręce wpatrując się w swoje odbicie. Było już po dzwonku, więc nikogo tu nie było. Zamknąłem oczy i pozwoliłem łzom płynąć po policzkach.
Kiedyś byliśmy parą. Teraz nikt by nie powiedział, że kiedykolwiek łączyło nas coś innego po za rywalizacją i złośliwościami. Oczywiście nie żywię do niego żadnej urazy. Pokłóciliśmy się o taką głupotę… Wszystko, dlatego, że przyznałem jego bratu rację. Itachi powiedział, że skoro jesteśmy razem od dwóch lat i prawie mieszkamy razem możemy spokojnie powiedzieć otoczeniu, a nie tylko najbliższym przyjaciołom, że jesteśmy razem. Zgodziłem się z nim. Sasuke tak bardzo się wkurzył, że przez kilka dni się do nas nie odzywał- ani do mnie ani do niego- aż w końcu przyszedł i powiedział mi, że on dłużej tak nie może. Że musimy zakończyć nasz związek. Powiedział, że to nie chodzi tylko o to, ale i o całokształt, o rzeczy, o których doskonale wiem, mimo iż nie miałem pojęcia, o czym mówi. Wtedy nie wiedziałem. Teraz zresztą też kompletnie nie rozumiem, o co mu chodzi.
To było miesiąc temu. Od tamtej pory, co chwile ma inną dziewczynę, na każdym kroku mizdrzy się z nią. Najbardziej, kiedy jestem obok. Nawet teraz po miesiącu widok jego z inną boli. Tak bardzo boli…
- Sasuke…
Zacisnąłem powieki czując, że moje wnętrzności zaciskają się i kurczą. Od kiedy to się stało nie mogę prawidłowo funkcjonować. Pierwsze dwa tygodnie przeleżałem w łóżku. Nie chciałem nikogo widzieć, z nikim rozmawiać. Jakimś cudem otrząsnąwszy się z tego odrobinę poszedłem do szkoły. No i teraz, kiedy mija miesiąc ja nadal… nadal tak bardzo go kocham. A Sasuke najwyraźniej już o mnie zapomniał. Pokazuje to przy każdej okazji.
Westchnąłem. No nic. Muszę żyć dalej. Opłukałem twarz zimną wodą. Popatrzyłem w lustro na swoją twarz. Zaczerwienione oczy, bledsza cera, podkrążone oczy… Moje blizny były widoczne jeszcze bardziej niż kiedykolwiek. Przesunąłem po nich dłonią.
Odetchnąłem jeszcze kilka razy i skierowałem się do wyjścia. Na lekcji i tak nie będzie ze mnie pożytku. Sięgnąłem po komórkę. Zobaczyłem sms-a od Kiby. Napisał, że tuż przed lekcją Sasuke zerwał z Sakurą przy całej klasie, a nauczyciel wyszedł informując, że wróci za dwadzieścia minut. Uśmiechnąłem się lekko. Mogłem na chwilę zajrzeć do klasy. Zakradłem się mając nadzieję, że nikt mnie nie zauważy.
- Kiba. Nie zostaje. Nie dam rady.
- Ale jak to? Co z wypadem na miasto?
- Wiem. Przepraszam. Pójdę z wami innym razem.
- Ale…
- Cześć Kiba - pomachałem mu podnosząc z ziemi swoją torbę. Wychodząc czułem na sobie spojrzenie czarnych oczu. Zawsze czułem, kiedy patrzył. Dla upewnienia zamykając drzwi zerknąłem za siebie. Tak, jak sądziłem świdrował mnie wzrokiem.
Nie zatrzymywałem się dłużej niż to konieczne. Nie chciałem wpaść na nauczyciela. Musiałbym wracać na lekcje, a tego bym nie zniósł. Nie w tej chwili. Chociaż przyznam szczerze informacja, że Sasuke już nie jest z tą różową wywłoką, jak ją jeszcze miesiąc temu nazywaliśmy sprawiła mi ulgę.
W połowie drogi do domu dostałem kolejnego sms-a od Kiby. Tym razem napisał, że Sasuke przed chwilą zwolnił się z lekcji pod pretekstem choroby. Powiedział, że boli go głowa i idzie położyć się do domu. Jak twierdzi Kiba, wybiegł ze szkoły.
- No i po co mi to piszesz? - skierowałem pytanie do ekranu mojej komórki. Nie trudziłem się odpisywaniem mu z nadzieją, że nie będzie za chwilę dzwonił z kolejnymi „newsami”. Poprawiłem plecak na ramieniu i ruszyłem dalej. Kilka minut potem byłem już przed domem.
Przeszukałem kieszenie i plecak, a nie znalazłszy kluczy użyłem klucza zapasowego ukrytego pod ręcznie zdobioną doniczką.
     Wszedłem do mojego pokoju plecak zostawiając w salonie. Nie widziałem potrzeby targania go w tej chwili na górę. Położyłem się na łóżku wpatrując w zdjęcie, które wciąż trzymałem na jednej z półek. Zdjęcie przedstawiało mnie i Sasuke. Obejmowaliśmy się, uśmiechałem się szeroko, a on całował mnie w policzek. Powstrzymałem łzy cisnące mi się do oczu.
- Dlaczego… Sasuke…
W tym momencie usłyszałem trzask zamykanych drzwi wejściowych, a potem kroki kierujące się na górę. Nie ruszyłem się z łóżka myśląc, że to tata albo mama. Kroki zatrzymały się przed drzwiami mojego pokoju jakby ktoś zastanawiał się czy powinien wejść, czy jednak zrezygnować. Podniosłem się do siadu czekając. Ktoś cichutko zapukał. Otarłem oczy rękawem.
- Proszę.
Kiedy tylko to powiedziałem drzwi delikatnie uchyliły się, a do środka wsunęła się kruczoczarna czupryna mojego Sasuke. Patrzyłem jak wchodzi i staje przy półce, na której wciąż stoi nasze zdjęcie.
- Nadal je masz - wyciągną rękę i przesuną nią po szkle chroniącym zdjęcie. Czy mi się zdaje czy on się uśmiechnął? - myślałem, że je wyrzuciłeś.
- Nie mógłbym! Ty tak zrobiłeś ze swoim? - oburzyłem się.
- Nie! Mam je. Przy łóżku - odparł ciszej odwracając się w moją stronę.
- Po, co przyszedłeś?
- Pogadać.
- Nie mamy, o czym - obym tylko ja usłyszał drżenie własnego głosu.
- Naruto… proszę cię. Tylko kilka minut. Naruto.
Słysząc miękką nutę, którą otoczył moje imię, z wahaniem skinąłem głową. Gestem pokazałem mu żeby gdzieś usiadł. Jak zawsze wybrał miejsce naprzeciw mnie, na łóżku.
- Chciałem cię przeprosić. Widzisz… wtedy z Itachim… To ja zawiniłem. Obaj mieliście racje. Ja… po prostu bałem się. Już nawet nie wiem, czego się bałem. Może utraty reputacji i ciebie? A może szydzenia z nas? Nie wiem…
Nic nie powiedziałem. Po prostu patrzyłem na niego. Serce biło mi szybciej, a ja poczułem jak zapala się we mnie iskierka nadziei, że może jednak nie wszystko stracone. Słuchałem uważnie każdego jego słowa.
- Zrozumiem jak nie będziesz chciał mnie znać…
- Sasuke…
- Ćśś. Daj mi skończyć. Robiłem podłe rzeczy. Ale tak naprawdę cały czas chciałem, żebyś był zazdrosny, żebyś zrobił mi awanturę… ja… ja bym cię przeprosił i wszystko by było po staremu. Widziałem twój ból, a jednak nie wiedziałem jak…jak go zmniejszyć. Były momenty, kiedy chciałem po prostu wziąć cię w ramiona, tak jak dzisiaj na boisku, ale… ta przeklęta duma mi nie pozwalała… - jęknął chowając twarz w dłoniach. - Jestem beznadziejnym głupkiem.
Przyglądałem mu się jeszcze kilka minut. Widziałem jak po jego szyi spływa niestarta łza. Nie mogłem dłużej czekać. Nie potrafiłem się powstrzymać, mimo iż wiedziałem, że nie powinienem traktować go tak ulgowo.
Przysunąłem się do niego bliżej delikatnie wplatając palce jednej dłoni w jego włosy. Drgną czując mój dotyk na swojej głowie. Pewnie spodziewał się, że go wygonie.
- To prawda. Jesteś strasznym głupkiem… - poczułem jak unosi głowę. - I skończonym idiotą.
Po moich policzkach popłynęły gorące, strumyczki łez. Sasuke zaczął je ścierać, a jedną rękę położył na moim karku. Oparł swoje czoło, o moje.
- Wybaczysz mi? - zapytał szeptem, a w jego oczach zalśniła nadzieja.
- Już dawno to zrobiłem. Tak bardzo cię kocham Sasuke - odszepnąłem, a on przyciągnął mnie do długiego pocałunku. Oh, jak mi tego brakowało! Objął mnie mocno, przyciskając do swojego ciała jak najściślej. Kiedy oderwaliśmy się od siebie na chwilę, pochylił się delikatnie układając mnie na poduszkach.
- Ja ciebie też. Nawet nie wiesz jak bardzo…
Pogłaskałem go po policzku, po czym lekko się uniosłem, żeby połączyć nasze usta. Od razu nachylił się nisko, głęboko mnie całując, a jednocześnie przesuwając dłonią po moim torsie, tak jak robił to zawsze. Mruknąłem wyrażając zadowolenie, ale już odrywał się ode mnie.
- Czemu przerwałeś? - zapytałem zdezorientowany.
- Jesteś zmęczony.
- Wcale nie - zaprzeczyłem, mimo tego, że powieki same mi opadały.
- Wcale tak. Nie dyskutuj ze mną.
- Ale ja wcale…
- Musimy się przespać. Oboje.
Położył się obok, a ja natychmiast do niego przylgnąłem układając głowę na jego klatce. Jedną ręką przytulił mnie do siebie, a drugą przeczesywał włosy przy mojej skroni. Wiedział jak bardzo to lubię. Przymknąłem oczy zadowolony. Wciąż miałem wrażenie, ze to tylko sen. Marzenie, które urzeczywistniło się w mojej świadomości na krótką chwilę, by po obudzeniu torturować mnie niewyobrażalnym bólem straty i odrzucenia. Przez te wszystkie dni widziałem go z innymi dziewczynami. Znam jego charakter na tyle dobrze, że powinienem się domyślić. Albo, chociaż coś podejrzewać.
Oby to nie był tylko sen…
    Obudziło mnie przyjemnie łaskotanie w okolicach szyi. W pierwszej chwili kompletnie nie wiedziałem, co to jest. Po chwili jednak przypomniałem sobie wydarzenia dzisiejszego dnia. Spodziewałem się, że kiedy otworzę oczy zobaczę puste miejsce obok siebie, ale to nie wyjaśniałoby łaskotania przy szyi. Zacisnąłem powieki nie chcąc burzyć spokoju, jaki teraz czułem.
- Czemu tak zaciskasz powieki? Przecież widzę, że się obudziłeś.
Słysząc głos Sasuke otworzyłem oczy, teraz poczułem dłonie obejmujące moje ciało i usta tuż przy moich własnych. Wpatrywałem się w dwa czarne tunele skierowane prosto na mnie.
- Długo spaliśmy?
- Z godzinkę - odgarnął mi krótkie włosy za ucho. - Masz na dzisiaj jakieś plany?
- Nie - mój szept wydał mi się tak cichy, że nie byłem pewien czy mnie usłyszał.
- Teraz już masz.
Pocałował mnie. Z początku delikatny pocałunek pogłębił wsuwając język do moich uchylonych ust i badając ich wnętrze, gdy brakło nam powietrza przesuną wargami po linii szczęki docierając do ucha, które przygryzł, chcąc mnie sprowokować. No cóż udało mu się. Pchnąłem go by położył się na plecach, a sam usiadłem na nim okrakiem. Przeciągnąłem dłonią po jego torsie zaciskając palce przy dekolcie koszulki i wpiłem się w jego usta. Czułem jak moje serce szybko bije, a oddech przyspiesza z każdą minutą. W jego oczach dostrzegłem błysk pożądania, jego klatka unosiła się i opadała równie szybko, co moja.
Wplotłem palce w jego włosy przyciągając go do siebie. Nasze usta znów dzieliło tylko kilka centymetrów. Przylgnąłem do jego warg, a Sasuke splótł palce naszych dłoni tuż obok mojej głowy. Kochaliśmy się bardzo długo, podejrzewam, że dłużej niż kiedykolwiek do tej pory.
Później razem wzięliśmy prysznic. Nie obyło się bez odrobiny pieszczot.
Po prysznicu zeszliśmy na dół zrobić coś do jedzenia. Moich rodziców miało nie być do końca dnia.
Usiadłem na krześle opierając łokcie na stole i obserwowałem krzątającego się po kuchni Sasuke ubranego tylko w bokserki opinające jego pośladki.
- Na co do jedzenia masz ochotę?
- Na naleśniki.
- Naleśniki? Teraz?
- Tak - zerknąłem spod rzęs. - Takie z syropem klonowym - dodałem uśmiechając się słodko.
- Już się robi, sir. Ale najpierw… - obszedł stół kucając przede mną. - Chcę dostać małego całusa - ujął mój podbródek w dwa palce, przybliżając się do mnie, a ja zarzuciłem mu ręce na szyję. Mruknąłem niezadowolony, kiedy się odsunął, on tylko zaśmiał się, jednak już oddalał się w stronę lodówki.
- Naleśniki czy może… - rzucił mi sugestywne spojrzenie. Przebiegła bestia.
- Naleśniki - odparłem wystawiając mu język. - Ale ciebie też chcę!
Wstałem obejmując go w pasie od tyłu, kiedy zaczął wyciągać poszczególne składniki z lodówki i szafek. Uwielbiałem się do niego przytulać, ogólnie go uwielbiałem.
- Może zostaniesz dzisiaj na noc?
- Twoi rodzice się nie zdziwią? Nie rozmawialiśmy od miesiąca.
- Nie przypominaj - burknąłem.
- Przepraszam.
- Co tam rodzice. Zostaniesz, na pewno się zgodzą.
Kuchnię wypełniły nasze śmiechy. Kiedy tylko skończyliśmy posiłek wróciliśmy do mojego pokoju. Leżeliśmy wtuleni w siebie, aż usłyszałam dźwięk sms-a. Sięgnąłem po telefon na szafkę nocną.
- To Kiba.
- Czego chce?
- Napisał: „ Jest u ciebie? Widziałem jego samochód na podjeździe. Czuje, że coś się święci! Odezwij się.”
- Odpisz żeby się odwalił - mruknął wtulając twarz w moją szyję.
- Nie lubisz go, co?
- Aż tak to widać? - pocałował miejsce, które drażnił oddechem. - Odpisz mu coś i zajmiemy się ciekawszymi rzeczami.
- Napisać, że jesteśmy znowu razem?
- Jak chcesz. I tak się dowiedzą. Tym razem wszyscy.
- Jesteś pewien? - zapytałem ostrożnie. - Wcześniej… źle reagowałeś na takie propozycje…
- Miałem sporo czasu do zastanowienia. Wszyscy powinni wiedzieć, że jesteś mój - szepnął przeciągając sylaby. - I odwrotnie - znów pocałował mnie w szyję, najpewniej robiąc malinkę.
- Mmmm… tak. Zwłaszcza to stadko rozwrzeszczanych bab - skrzywiłem się z niesmakiem.
- Naru… napisz to wreszcie. Niecierpliwie się - szepnął wprost do mojego ucha, mocniej zaciskając obejmujące mnie ramiona. Zgodnie z jego prośbą, poinformowałem Kibę - i przy okazji Nejiego bo zapewne byli razem zastanawiając się nad samochodem na podjeździe - że znów jesteśmy parą i wszystko powoli zaczyna wracać do normy.
Pustka, którą czułem została zapełniona, a do mojego życia powróciło szczęście.
- Napisałeś?
- Mhmm…- odszepnąłem wprost w jego usta.

3 komentarze:

  1. No, to znów ja :d

    Ten shot z kolei mnie ujął :* takie to było słodkie i uchihowskie :) bardzo mi się podobało, a szczególnie scena, w której Sasu przyszedł się tłumaczyć :) wspaniałe.

    No, interpunkcja nadal leży, przecinki są tam, gdzie nie powinny i analogicznie nie ma ich tam, gdzie powinny być, ale to szczegół :d lecę dalej.

    Inata - chan z: yaoinaruto-by-inata-chan-nu.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja interpunkcja przeprasza za swoje lenistwo i niechęć do prawidłowego funkcjonowania T.T
      AoiRose


      Usuń
  2. Witam,
    bordzo dobry tekst, Sasuke i ta jego cholerna duma.... a tu Naruto cierpi, jednak moim zdaniem za szybko mu Naruto wybaczył...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń