wtorek, 12 listopada 2013

Pomarańczowy Płomyczek VII

Tytuł: Pomarańczowy Płomyczek
Rozdział: 7/ ?
Beta: Nie
Uwagi:
Powróciła wena na Płomyczka! Rozdział dość krótki. Miałam w planach wstawić dłuższy, ale doszłam do wniosku, że rozbiję go na siedem i osiem :)

Na środku pokoju leżała potłuczona ozdobna waza, która służyła im jako punkt gromadzenia niepotrzebnych papierów i kartek. Kawałek dalej zeszyt i książki. Sprawca całego bałaganu siedział na swoim łóżku mierząc Naruto groźnym spojrzeniem. Obserwował jego poczynania, nic nie mówiąc.

- Sasuke? - odpowiedziała mu cisza. Pozwolił ignorować się z nadzieją, że kiedy chłopak trochę ochłonie zacznie z nim rozmawiać. Chciał się uspokoić po zajściu z Saiem, a jak do tej pory rozmowa z brunetem zawsze mu pomagała.
Rozebrał się, powiesił kurtkę, odstawił buty i z westchnieniem zabrał się za sprzątanie po czarnookim. Słyszał jak brunet podnosi się z łóżka lecz nie przejmując się tym wyrzucił szkło do kosza. Odwracając się zdążył jedynie zarejestrować błysk czerni zanim uderzył plecami o ścianę popchnięty przez bruneta. Sasuke jedną rękę oparł na ścianie tuż nad jego głową, natomiast drugą przytrzymywał szyję jasnowłosego.
- Coś się… Stało Sasuke? - mruknął niepewnie siląc się na spokój.
- Ty się jeszcze pytasz? - warknął. - Nie przychodzisz na treningi, olewasz zajęcia. Do pokoju wracasz nocami.
- Trener jakoś się nie skarży.
- Trener nie jest kapitanem drużyny!
- Ale ma większą władze.
- Nie obchodzi mnie to.
- To dlaczego tak się wściekasz? - uśmiechnął się kącikiem ust. Miał to być przyjazny uśmiech, Sasuke, jednak źle go odebrał. Mocniej przycisnął ramię do jego szyi.
- Za miesiąc eliminacje - powiedział jakby to wszystko wyjaśniało. - Nasza szkoła nie może przegrać.
- Oczywiście, że może - blondyn szarpnął się w uścisku - nie rozumiem do czego zmierza ta rozmowa. Powiedz o co ci chodzi, a nie bawisz się w podchody.
- W nic się nie bawię - syknął - mówię jak jest. Zamiast przychodzić na treningi niańczysz Saia, masz ciekawsze zajęcia!
- Tak? Jakie? - przechylił głowę na bok. Lubił czasem podrażnić bruneta. Powoli zaczynał mu ciążyć uścisk na szyi. - Oświeć mnie.
- Treningi. Lekcje. Szkoła.
- Nie mów mi, że nagle stałeś się przykładnym uczniem, który nie robi nic po za nauką - prychnął krzywiąc się.
- Nawet bez nauki mam lepsze oceny od ciebie - uśmiechnął się wrednie. - Kiedy mówię, że jest trening, widzę cię dziesięć minut przed czasem pod salą - dodał.
- A jak nie?
- Nie ma nie. Jesteś w drużynie - gniewnie zmrużył oczy.
- Nie chcę w niej być!
- Trzeba było pomyśleć na początku - docisnął ramię tak mocno, że Uzumaki nie mógł już złapać powietrza. Złapał go za rękę i spróbował ją odciągnąć, jednocześnie podejmując desperacką próbę wzięcia oddechu. Sasuke, kiedy zdał sobie sprawę z tego, co właśnie zrobił puścił chłopaka i odsunął się kilka kroków w tył. Patrzył jak blondyn osuwa się po ścianie na podłogę i kaszląc nabiera zbawiennego tlenu w płuca.
- Od... Odbiło... Ci? - Wysapał wciąż trzymając się za gardło.
Uchiha zamrugał kilkukrotnie po czym odwrócił się i skierował w stronę wieszaka. Zabrał kurtkę, ubrał buty i kiedy już miał wychodzić, cofnął się i kucnął koło blondyna. W pierwszym odruchu chciał powiedzieć, coś co, mogłoby w jakimś stopniu wynagrodzić niebieskookiemu jego zachowanie, jednak nic takiego nie przychodziło mu do głowy. Po za tym wciąż był na niego wściekły. Kiedy jego oczy napotkały błękitne spojrzenie, zacisnął usta w wąską kreskę, wstał i opuścił pokój głośno trzaskając drzwiami. Zostawił nic nie rozumiejącego blondyna samemu sobie. W tej chwili nie obchodziło go, co zrobi. Chciał po prostu wyjść, wolał nie kontynuować tej rozmowy w swoim obecnym stanie, to mogłoby się źle skończyć. Bardzo źle. Cholerny Naruto!  Silne uderzenie w ramię zmusiło go do powrotu myślami do chwili obecnej. Mimowolnie odwrócił głowę w tamtą stronę, a widząc wredny uśmieszek osoby, która go potrąciła poczuł jak krew w nim wrze, rwąc się do ataku. Co by się stało gdyby tak... ? Przecież, właśnie na takie sytuacje przygotowywał cię trening , usłyszał cichutki szept w swojej głowie. Przymknął na chwilę powieki, stężał w sobie i kiedy otworzył oczy skupił wzrok na przeciwniku.
- Uważaj jak chodzisz - warknął nieprzyjemnie.
- Kłótnia w pokoju? - gwizdnął drugi chłopak. - Nie przypuszczałem, że jesteś taki... zaborczy.
- Sai - wypowiedziane w ten sposób, zabrzmiało jak groźba, ostrzeżenie.
Uśmiech nie schodził z jego ust, kiedy powoli podchodził do Sasuke. Wydawało się, że zupełnie nie przejmuje się napięciem panującym między nimi. Wręcz przeciwnie, cieszył się z tego, napawał chwilą i napuszał niczym dumny paw. Swoistej atmosfery dodawało również dość słabe w tej części korytarza światło.
- Zastanawiam się, jakby to było mieć go u siebie... - Przyłożył palec wskazujący prawej ręki do klatki piersiowej bruneta i przesunął go lekko w dół  - na własność. Codziennie torturować opalone ciało, nacinać je i patrzeć na strumienie krwi, opuszczającej go wraz z życiem i słyszeć jak błaga o litość - oblizał usta wyobrażając sobie tą scenę. Sasuke starał się panować nad sobą, uznał, że może zebrać trochę informacji. Ciekawych informacji. A przynajmniej spróbuje.
- Czego chcesz? - zimny, spokojny głos przeciął powietrze sprawiając, że jego rozmówca zatrzymał powolnie sunący po klatce piersiowej palec i podniósł wzrok na jego oczy.
- Czego chcę? - oblizał usta i zaśmiał się bynajmniej nie wesoło. W tym śmiechu było coś, co kazało Sasuke wytężyć umysł, analizować słowa i zachowanie drugiego chłopaka jeszcze dokładniej. Jednym ruchem odtrącił od siebie jego dłoń i zmrużył oczy, szukając gestu, małego drgnięcia, które powiedziałoby mu cokolwiek, o brunecie stojącym na przeciw niego. Wystarczy malutkie potknięcie, pozornie nieistotny błąd by mógł rozgryźć swojego przeciwnika. Tak, tego również go uczono. Umiejętności analizowania i wyciągania szybkich wniosków na podstawie niewielkiej ilości informacji.
- Czego ja chcę? - powtórzył pytanie uśmiechając się szeroko, uśmiechem, który nie sięgał oczu. One pozostawały nieprzeniknione. Zupełnie jak powierzchnia lustra, odbija wszystko, ale nie pokazuje nic własnego. -  To czego, ja pragnę w tej chwili jest zupełnie nie istotne - lekko odchylił głowę do tyłu. Aż się prosił o złapanie za tą białą szyję i zaciśnięcie na niej palców. O tak, to byłoby ciekawe. - Ważniejsze jest to, co muszę zrobić - znów się zaśmiał. - Niestety w tej chwili jest to niemożliwe - dodał jakby ze smutkiem.
- To znaczy?
- No proszę, ciekawość w tyłek kuje? - uśmiechnął się ironicznie.
- Najwyraźniej tobie takiego kłucia brakuje - odpowiedział mu w ten sam sposób. -  Co chcesz zrobić z Uzumakim?
Sai zacmokał kiwając na niego palcem wskazującym, w geście jakim małym dzieciom pokazuje się, że źle robią. Przechylił głowę w lewo opierając ją na własnym ramieniu.
- Cierpliwości. Wszystkiego się dowiesz.
Kiedy ponownie otwierał usta by coś jeszcze dodać usłyszeli kroki zbliżającej się osoby. Obaj spojrzeli w tamtym kierunku. Sasuke marszcząc brwi, Sai wzdychając ciężko, teatralnie. Spojrzał na zegarek, jakby nagle przypomniał sobie o ważnym spotkaniu, na które spóźni się. Odwrócił się do Sasuke, jednym krokiem pokonał dzielącą ich odległość i złapał go za przód koszulki zaciskając dłonie w pięści. Usta przysunął do jego ucha:
- Będzie błagał o litość, a ty nie będziesz w stanie mu pomóc - wysyczał z satysfakcją. - Osobiście wysączę z niego całą... - przerwał krzywiąc się z bólu. Sasuke złapał za ciemne włosy i mocnym szarpnięciem odciągnął go od siebie. Zapewne pozbawił go kilku włosów. Teraz patrzył z wściekłością w równie czarne co jego własne, oczy przeciwnika.
- Dokończ - powiedział cicho.
- ... krew. Odbiorę mu moc - sapnął próbując dosięgnąć dłoni bruneta. - Zrobię z nim co tylko będę chci...ał... - jęknął kiedy dłoń w jego włosach zacisnęła się mocniej.
- Co tu się dzieje? - Z za rogu wyłonił się Kakashi. Jednym spojrzeniem ocenił sytuację i zmarszczył gniewnie brwi otwierając usta by ich pouczyć.
- Właśnie skończyliśmy rozmawiać - uprzedził go Sasuke. Puścił włosy bruneta, poprawił ubranie i szybkim krokiem oddalił się w kierunku wyjścia z budynku, nie zaszczycając nauczyciela nawet prychnięciem. Sai wzruszył ramionami, odwrócił się i ruszył w kierunku przeciwnym do bruneta. Na jego ustach pojawił się tajemniczy uśmiech.
Czas zacząć zabawę, pomyślał nim otworzył drzwi swojego pokoju.

7 komentarzy:

  1. witaj, jestem administratorką teczowej-ocenialni niestety Zoey odeszła od nas więc, zastanawiam się, czy dalej chcesz być u nas, czy wolisz się jednak przenieść do innej ocenialni , chętnie przyjme twoje zamówienie :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej,
      Chętnie przejdę do twojej kolejki, miło mi, że chcesz się tym zająć :)
      Pozdrawiam, AoiRose

      Usuń
  2. Ciekawy rozdział mam nadzieję iż zabawa Saia będzie długa i sam nie wiem jaka, tak..lubię krew...:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm. czy będzie dużo krwi? Jeszcze nie wiem :D wszystko wyklaruje się po drodze, ale mam nadzieję, ze nie zawiodę oczekiwań względem "zabawy" :)

      Usuń
  3. BARDZO ŁADNE XD ^^ POZDRAWIAM

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam,
    dobry rozdział, mam wrażenie, że Sai ma za zadanie dopaść Naruto jako syna szefa mafii, bo te jego pogróżki...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń