sobota, 2 listopada 2013

Pomarańczowy Płomyczek II

Tytuł: Pomarańczowy Płomyczek
Rozdział: 2/ ?
Beta: Nie
Paring: SasuNaru

- Jak tu pięknie!
Naruto zachwycał się swoim nowym miejscem zamieszkania. Jak się okazało pokój był duży, wystarczająco duży, by chłopcy czuli się w nim swobodnie.

Ściany pomalowane były na pomarańczowo, sufit na granatowo z plamkami złotej farby, przez co wyglądał jak rozgwieżdżone nocne niebo. Meble wykonano z ciemnego mahoniu. Na środku pokoju stał stolik, a przy nim dwa fotele. Pokój wyglądał jak podzielony na dwie części wyglądające tak samo. Obie strony miały łóżka - całkiem duże jak na jednoosobowe -  szafki nocne z lampkami, po dwie duże szafy najwyraźniej na ubrania i półki na książki lub coś innego. Do tego jeszcze ich pokój był wyjątkowy gdyż- jak zauważyli wychodząc na niego- jako jedyni mieli balkon, z którego rozpościerał się widok na piękne jezioro, znajdujące się niedaleko szkoły. Naruto nie trudząc się rozpakowaniem walizek, zostawił je na środku pokoju i rzucił się na łóżko, które już wchodząc do pomieszczenia ochrzcił jako swoje. Wyciągną się na nim podkładając ręce pod głowę i obserwował bruneta rozpakowującego swoje rzeczy. Zastanawiał się jak zacząć rozmowę. Przecież po tylu latach przyjaźni powinni rozmawiać ze sobą bez przeszkód, a tu proszę. Od kiedy zabrali klucze nie zamienili ze sobą nawet jednego słowa, nie licząc tego, że gdy ten pochwalił pokój, ciemnowłosy przytakną mu.
- Ej. Sasuke.
- Czego?- Burkną niezbyt przyjaźnie.
- Czemu… zresztą, nieważne.- powiedział speszony nastawieniem chłopaka.
- Co czemu? Dokończ jak zacząłeś.
- Nieważne.
- Dokończ.
- Powiedziałem, że już nieważne.- wbrew swoim słowom uśmiechnął się lekko.
- A ja powiedziałem dokończ.
- Skoro nalegasz… Czemu tyle czasu się nie odzywałeś? Półtora roku cię nie widziałem. Trzy lata nie rozmawialiśmy, a tu nagle bum. Jesteśmy w jednej szkole, w jednej klasie i w jednym pokoju. Cud, że w ogóle pamiętasz moje imię.
- Łał. Jaka spostrzegawczość. Nigdy nie wpadłbym na to, iż mieszkamy od teraz w jednym pokoju.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
Blondyn miał racje, jednak Sasuke nie zamierzał ustąpić i powiedzieć, co robił. Wbrew wszystkiemu w dalszym ciągu lubił kłócić się z Uzumakim.
- Nie widzę potrzeby, by ci odpowiadać.
- Może na przykład… hm. Co robiłeś przez trzy lata?- powiedział niezrażony z lekką ironią, co nie uszło uwadze czarnowłosego.
- Hm. Może to nie twoja sprawa?- odpowiedział w ten sam sposób.
- Sasukeeeeee no. Powiedział ci ktoś, że bywasz wredny i męczący?- jęknął siadając na miękkim łóżku.
- To ze mną nie rozmawiaj.- wzruszył ramionami.
- Kiedy ja chce się dowiedzieć czemu mój najlepszy przyjaciel miał mnie gdzieś przez trzy lata. I czemu, jak próbowałem, w jakikolwiek sposób się z tobą skontaktować rozpłynąłeś się i nigdzie cię nie było. I czemu teraz zachowujesz się jakbyś był na mnie obrażony?
Na słowo przyjaciel Sasuke drgną. Wstał i usiadła na swoim łóżku. Nie sądził, że po tylu latach ten młotek dalej będzie uważał go za przyjaciela. Nie sądził nawet, że kiedykolwiek się jeszcze zobaczą, przecież jego ojciec dołożył wszelkich starań, aby odizolować go od jego przyjaciół, a w szczególności od Uzumakiego, który zdaniem ojca źle wpływał na jego najmłodszego syna.
Naruto przyglądał się jak ciemnowłosy siada na swoim łóżku, podpiera brodę na dłoniach jak zawsze, kiedy o czymś myślał i patrzy w dal.
- Przez półtora roku chodziłem do gimnazjum po za Tokio, a potem ojciec wywiózł mnie za granice twierdząc, że musi odizolować mnie od przyjaciół, a w szczególności od jednego, z którym i tak żadko się widywałem.
Kiedy zdał sobie sprawę z tego, że troszeczkę za dużo powiedział ponownie zabrał się za rozpakowywanie swoich rzeczy. Naruto siedział na łóżku po turecku analizując to, co właśnie usłyszał.
- Ale… dzwoniłem do ciebie. Chciałem się spotkać albo cokolwiek. A ty nawet nie raczyłeś odebrać.
- Zmieniłem numer.
- Po co?
- Nie chce o tym rozmawiać.- powiedział mając nadzieje, że Naruto odpuści.
- Przyznaj się, twoje wielbicielki dorwały twój numer i nie dawały ci spać! – powiedział z triumfalnym uśmiechem i palcem uniesionym w jego kierunku. Wbrew sobie Sasuke zachichotał cicho.
- Ha! Zgadłem! Zgadłem prawda? Śmiejesz się więc zgadłem!- wykrzyknął radośnie.
- Nie młotku.
- Wiec czemu się śmiejesz?
- Z twojej głupoty.
- Coś ty powiedział?- w jednej chwili podniósł się i już stał na łóżku z poduszką w ręku.
- Nic.- powiedział z miną niewiniątka, jednocześnie biorąc poduszkę w dłoń. Wiedział, że ten młotek tak łatwo nie usiądzie.
- Ja ci zaraz pokaże draniu jeden!- wrzasnął z szerokim uśmiechem i rzucił się na przyjaciela wymachując na oślep poduszką. Czarnooki uśmiechną się słysząc przezwisko. Dawno tego nie słyszał, a teraz poczuł, że wszystko wraca do normy. Nikomu nie pozwalał tak do siebie mówić tylko jemu. Zresztą tylko on odważył się nazywać go draniem.
- Kto, komu pokaże to pokaże.- odskoczył w bok, zgrabnie unikając poduszkowego ataku blondyna, po czym sam zaatakował. Jasnowłosy wylądował twarzą na łóżku bruneta. Po chwili wstał wpatrując się w niego zmrużonymi oczami. Rzucił się na niego lecz znowu nie trafił i tym razem wylądował na ścianie. I tak kilka razy. Pokój wypełniały ich wesołe śmiechy. Sami nie wiedzieli ile czasu tak się bawili. Nagle Naruto potknął się o walizkę Sasuke i upadł na ziemię ciągnąc go za sobą. Ostatecznie brunet wylądował na Naruto. Korzystając z okazji usiadł na nim okrakiem i zaczął uderzać poduszką w jego twarz z szerokim uśmiechem, a kiedy ten się zasłonił swoją poduszką błagając o koniec zaprzestał tej czynności próbując odciągnąć ręce przyjaciela od jego głowy. Kiedy w końcu udało mu się to zrobić, jedną ręką przytrzymał mu ręce nad głową po czym pochylił się nad nim, żeby sięgnąć po poduszkę nad jego głową. Poduszka leżała całkiem daleko więc musiał pochylić się bardzo nisko. Niemal się na nim położył. Serce Naruto zaczęło dziko galopować. Sam nie wiedział dlaczego. Obserwował czarnowłosego, gdy ten pochylał się coraz niżej sięgając po poduszkę. Ich nosy niemal się stykały, kiedy ciemnowłosy chwycił poduszkę. Jednak nie podniósł się od razu, żeby zadać ostateczny cios w tej małej bitwie. Chwile trwali w tej pozycji patrząc sobie w oczy. Kiedy Naruto lekko się zarumienił Sasuke ocknął się i uderzył poduszką prosto w twarz blondyna, jednak nie tak mocno jak chciał na początku. Jakiś wewnętrzny głos go powstrzymał. Znowu nachylił się tak, że jego usta znajdowały się na wysokości ucha jasnowłosego.
- Wygrałem.- szepnął i w tej samej chwili usłyszał głośne chrząknięcie dochodzące od drzwi. Natychmiast odwrócił głowę w tamtym kierunku, a Naruto ściągną poduszkę pozostawioną przez Sasuke z twarzy również parząc w stronę drzwi.
- Ups. Chyba w czymś przeszkadzam.- powiedział z rozbawieniem ich nowy wychowawca Kakashi Hatake.- Naruto, Jiraja przysłał mnie po ciebie. Poczekam chwile na korytarzu, a wy…- spojrzał na ich pozycje i machną ręką po czym wyszedł z pokoju. Chłopcy przez chwile patrzyli na drzwi po czym spojrzeli na siebie i obaj wypuścili powietrze z płuc, a na policzki Naruto wpłyną krwisty rumieniec. Sasuke na chwile oparł czoło o klatę piersiową blondyna. Leżeli tak kilka sekund po czym brunet spokojnie wstał z ziemi i wrócił do rozpakowywania bagażu i sprzątania bałaganu po ich zabawie. Naruto wstał przeczesał włosy dłonią i poprawił ubranie. Spojrzał jeszcze do lustra i już chciał wychodzić, gdy zatrzymała go dłoń bruneta.
- Czekaj.- wyciągną rękę i strzepał z niego kilka piór z poduszek, które zaplątały się w jego włosy.
- Em. Dzięki. – powiedział zmieszany.- Pewnie wrócę wieczorem.- uśmiechnął się i wyszedł z pokoju zostawiając Sasuke z jego własnymi myślami. Nie wiedział, czemu dodał, kiedy wróci. Po prostu miał ochotę go poinformować, że późno przyjdzie. Jirajia pewnie będzie chciał gdzieś wyskoczyć czy coś. Zawsze ma dużo różnych dziwnych pomysłów.
- Kakashi- sensei… długo stałeś w tych drzwiach?- zapytał zakłopotany całą sytuacją, a zwłaszcza tym jak się czuł kiedy Sasuke się nad nim pochylał. Dobrze, że ludzie nie czytają w myślach.
- No cóż. Na tyle długo by zobaczyć interesującą scenę. – odchrząknął z rozbawieniem. Naruto jęknął.- Ale nie musicie się martwić. Nikomu nie powiem. Tylko na przyszłość zamykajcie drzwi.
- Sensei! To nie tak! – wykrzyknął, ale natychmiast się uspokoił.
- Ja i tak swoje wiem. – uśmiechną się przebiegle, potargał włosy chłopaka i ruszył przed siebie gestem nakazując blondynowi by ruszył za nim.
Przez całą drogę do gabinetu swojego wuja Naruto myślał o tej sytuacji w ich pokoju. Nie wiedząc, dlaczego, kiedy Sasuke się nad nim pochylił jego serce zaczęło bić szybciej i mocniej, policzki zaróżowiły się, a on sam chciał… chciał, żeby Sasuke nigdy się już nie odsuwał od niego. Chciał tak leżeć i nie wstawać. Potrząsną głową. O czym on myśli? Przecież są przyjaciółmi. Nie chce stracić przyjaźni z nim przez takie głupoty. Przecież dopiero, co zaczęli ze sobą znowu rozmawiać. Po chwili, Kakashi otworzył jakieś drzwi i lekko popchną tam Naruto, a sam dyskretnie się ulotnił.
- Cześć dzieciaku!- usłyszał już od progu.
- Nie jestem dzieciakiem. Pomijając to, po co mnie wołałeś?- uśmiechną się lekko.
- Jak ci się podoba szkoła? Jesteś z kimś fajnym w pokoju?
- Z Sasuke.- na chwile zapadła cisza.
- Tym Sasuke?
- Tak, z tym Sasuke.- Odpowiedział z lekkim uśmiechem.
- I jak? Dogadujecie się ?
- Jest dobrze.
- Oby jego ojciec się o tym nie dowiedział. Musze iść do Tsunande.- powiedział bardzo cicho. Jednak zapomniał, że Naruto ma doskonały słuch.
- Dlaczego? Czy to źle, że jestem w pokoju z przyjacielem z dawnych lat?
- Nie. Oczywiście, że nie, ale… uważaj na niego dobrze?
- Nie wiem o co ci chodzi.
- Będziesz uważał?
- Tak.- mrukną niechętnie.- Mogę już iść?
- Myślałem, że wyskoczymy do miasta, ale mam kilka spraw do załatwienia. Do miasta pojedziemy jutro dobra?
- Tak, tak. To ja już pójdę. Miłej pracy.- wyszczerzył ząbki w uśmiech i wyszedł na podwórko. Siedział w parku szkolnym na ławce jakiś czas. Wstał i poszedł do biblioteki, która mimo iż to pierwszy dzień szkoły już była czynna. Jak się okazało w bibliotece pracuje bardzo miła starsza pani, która kiedyś była nauczycielką. Od razu wydała mu się bardzo sympatyczna. Uśmiechała się przyjaźnie i objaśniła mu, co gdzie jest. Nawet nie musiał pytać. Sama wszystko mu powiedziała. Dowiedział się, że biblioteka w tej szkole jest czynna cały czas, bo niektórzy uczniowie do późna pracują w czytelni nad projektami. Nawet już nie zamyka drzwi na noc, tylko zamyka dokumenty w szafce, żeby ktoś przypadkiem ich nie pomylił ze swoim referatem czy inną rzeczą. Biblioteka jest bardzo duża i połączona z czytelnią, dlatego łatwiej pracować tutaj niż w pokoju. Ściany pomalowane na pistacjowo zielony kolor i kremowe firanki w pewnym sensie uspokajały i wyciszały. Dodatkowym plusem było to, że w czasie przerw nic tu nie było słychać. Tylko zamontowano specjalny przyciszony dzwonek, żeby uczniowie wiedzieli, kiedy zaczynają się lekcje. Blondynowi od razu się tam spodobało. Zabrał kilka książek i usiadł w najdalszej części czytali pod oknem. Pokręcił się szukając wygodniejszej pozycji. Wziął do ręki pierwszą książkę i zaczął czytać. Jednak nie mógł się dostatecznie skupić. Wstał więc, odłożył książki, a jedną wypożyczył aby mieć coś do pokoju. Z półki wziął jedną z kronik szkolnych ze zdjęciami zeszłorocznych uczniów. Przeglądał stronę za stroną nie zauważając żadnych znajomych twarzy. W pewnym momencie po prostu zasnął z głową ułożoną na kronice.

3 komentarze:

  1. Tak, zdecydowanie zaczyna mi sie podobać, bez dwóch zdań :)

    Najlepszy Kaszalot i jego podsłuchiwanie. Fajnie też, że akcja tak się rozwija :D

    Ta mini walka na poduchy przypominała mi babskie wygłupy ! :d

    Hmm, ale mamy tu ten sam z ‘ł‘, co mnie osobiście drażni, a do tego nie piszemy ‘żadko‘, tylko *rzadko*.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kdknndkjgn * chowa głowę pod kołdrę i się wstydzi* Jaki błąd... T.T o nie. to sie więcej nie powtórzy! :D Na pewno!
      Walka na poduchy? Trochę tak :D
      Kakashi zawsze ma wejścia w najodpowiedniejszych chwilach xd przynajmniej u mnie ;p

      Usuń
  2. Witam,
    więc to przez ojca Sasuke się urwała ich przyjaźń, bo ten nic chciał, aby jego syn kolegował się z Naruto, i jak widzę to Jiraya coś o tym wiedział...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń