środa, 11 grudnia 2013

Pomarańczowy Płomyczek VIII

Tytuł: Pomarańczowy Płomyczek
Rozdział: 8/ ?
Beta: Nie.
Uwagi / Informacje:  

Rozdział miał być dużo wcześniej, jednak szkolne życie, że tak to ładnie ujmę, przeszkodziło mi w dokończeniu. Nie przedłużając, zapraszam na część ósmą! :) 

    Sasuke siedział na ławce obserwując przechodniów. Każdy gdzieś się spieszył, nie zwracali uwagi na samotnego młodzieńca, dzięki czemu mógł spokojnie pomyśleć. Po rozmowie z Saiem w jego głowie zrodziło się mnóstwo pytań i skomplikowanych teorii. Nie mógł przestać myśleć o jego słowach, nawet jeżeli bardzo się starał.
Wbrew sobie przejął się całą sytuacją. Bardziej niż by tego chciał. Już wcześniej został odseparowany od Naruto, ponieważ zdaniem jego ojca, poświęcał blondynowi za dużo uwagi. Zaczynał się przywiązywać, troszczyć o drugą osobą, a to było kategorycznie zabronione. Był to wymóg, dzięki któremu w przyszłości miał stać się kolejnym przywódcą podziemnego odłamu Mafii Minato. Aczkolwiek, on sam uważał, że do tej roli bardziej nadaje się Itachi, ukochany syn - złote dziecko, które tak naprawdę wcale nie jest takie wspaniałe.   
Sasuke prychną cicho. Myślenie o rodzinie wprawiało go w irytację i wywoływało niepożądane emocje. Nie mógł zrozumieć dlaczego, Fugaku, tak bardzo się stara, by mienić go w maszynę, wojownika spełniającego każdy rozkaz bez zastanowienia. Broń ostateczną podziemia. Jak miał stać się dobrym przywódcą nie posiadając własnego zdania? Nie miał ochoty nad tym myśleć. Odsunął to na dalszy plan, zakopał pod stertą innych myśli, mówiąc sobie, że kiedyś do tego wróci. Teraz ważniejsza była rozmowa sprzed kilku godzin. Dlaczego Saiowi tak bardzo zależało na Naruto? Co planuje? Po co to robi? I najważniejsze z pytań: kto zlecił mu tą pracę? Szczerze wątpił by chłopak robił to dla zabicia czasu czy od tak, bo ma ochotę. O nie... Za tym musi kryć się coś więcej. Nie bez powodu obiecywał, że blondyn będzie błagał o litość. Przed jego oczami przewinęły się różne obrazy. Naruto schwytany, przypięty pasami do metalowego stołu, a tuż przy nim mężczyzna z obleśnym uśmieszkiem na ustach.
Naruto cały we krwi, blady niczym duch, umierający. Masa narzędzi używanych do tortur, strzykawki, dodatkowe pasy ograniczające ruchy... Setki różnych, możliwych scenariuszy przeleciało mu przed oczami, a każdy kolejny gorszy od poprzedniego. Ciężko mu było wyobrazić sobie, jak blondyn się broni i walczy. Niby widział go na treningach, a nawet sam był jego partnerem raz czy dwa. Wie, że jest silny, ale jednak... Nie wyobrażał go sobie z surowym wyrazem twarzy i groźnym spojrzeniem. Do niego pasowała zabawa i wygłupy, nie porachunki między mafiami.
    Zastanawiało go dlaczego Naruto został wybrany na następce swojego ojca przez zgromadzenie. Fakt faktem, bycie ukochanym synem Minato i Kushiny coś znaczy, jednak mimo to, był dzieckiem, kiedy zginęli jego rodzice, nie wie o tym świecie nic. Wychowano go w bezpiecznych warunkach, z dala od tego syfu. Nie uczono go zasad panujących tutaj, czy nawet postępowania z czymś takim. Nie wiedział nic. A przynajmniej tak wydawało się Sasuke. Bo czy wiedząc o tym wszystkim, byłby w stanie uśmiechać się tak radośnie, czy być tak beztroskim? Czy mając świadomość, że na każdym kroku towarzyszy mu niebezpieczeństwo związanie z jego rolą, mógłby być tak spokojny i odprężony? Niczym się nie przejmować? Nie ważne ile czasu myślał, nie mógł znaleźć logicznej odpowiedzi na te pytania. Słyszał od ojca, że chrzestny wyszkolił go jak na szanującego się szefa przystało, jednak bez jego wiedzy. Chłopak pewnie myślał, że wuj dba o niego, posyłając go na niezliczone zajęcia dodatkowe by się rozwijał. A wszyscy wiedzą, że siła fizyczna i umiejętności to nie wszystko. Potrzebne było również przygotowanie psychiczne, odpowiednie nastawienie.
    Dlaczego to właśnie jego kazano mu pilnować? Przecież ojciec był przeciwny jakimkolwiek kontaktom ich dwóch, twierdząc, że głupie mrzonki o przyjaźni w niczym nie pomogą, a jedynie pokażą słabość i odsłonią cię przed przeciwnikiem.
    To co usłyszał od Saia, tylko potwierdzało jego najgorsze obawy. Ktoś dowiedział się o starannie ukrywanym pochodzeniu blondyna i teraz chciał to wykorzystać do własnych celów. Do tego dochodzi jeszcze jedna wielka tajemnica. Plotki mówią, że Naruto odziedziczył tajną broń swojego ojca. Broń zdolną zniszczyć całe miasto w ciągu kilku sekund i oczywiście tylko on był w stanie jej używać.
    Jakie to oklepane i takie... Takie beznadziejne. Zupełnie jak w kiepskim filmie, gdzie jedyny w swoim rodzaju superbohater - niegdyś beznadziejny i poniewierany przez społeczeństwo, teraz kochany i uwielbiany - ratuje świat przed złem. Och, jakie to piękne... Wzdrygnął się.
Koniecznie musiał dowiedzieć się więcej o tym Saiu. Na razie zakres jego wiedzy na ten temat był bardzo uszczuplony. Żeby dowiedzieć się więcej, musi wrócić do rezydencji i dostać się do komputera ojca, a to nie będzie łatwe. Praca Fugaku - oficjalna praca - polega tylko i włącznie na przeglądaniu, analizowaniu i poprawianiu projektów, umów i innych dokumentów podesłanych mu przez szefa, bądź przyniesionych osobiście. Dzięki temu mógł pracować w domu, co i tak nie sprzyjało tworzeniu atmosfery rodzinnej, ale pomagało w prowadzeniu podwójnych interesów i w wykorzystywaniu firmy do własnych niekoniecznie szczytnych celów.
Sasuke skrzywił się. Jakiekolwiek więzi rodzinne u nich, nie istniały. Ewentualnie między nim a bratem, jednak to nie było to samo, co normalne związki rodzinne.
    W każdym razie, kiedy już dowie się więcej o Saiu będzie musiał opracować szczegółowy plan pozbycia się jego osoby. Jeżeli nie uda się całkowicie wymazać go z tego świata, to może pozbędzie się go na dłuższy czas ze szkoły, ewentualnie z miasta. Jedno jest pewne: nie mogą dopuścić, do tego, by Naruto dostał się w ich łapy. Był zbyt ważny dla podziemia. Zbyt ważny dla całej organizacji. Większość osób zapatrzyła się w niego do tego stopnia, że poszliby za nim w ogień bez zastanowienia. Poświęciliby wszystko dla zupełnie obcej osoby, wierząc, że jest jedyną osobą zdolną - i co najważniejsze, godną - kontynuować wizję i plany Minato. Była też i dość spora grupa jego przeciwników, tak jak wszędzie, gdzie pojawia się osoba rządząca. Niestety ci przeciwnicy nie należeli do cierpliwych, spieszyli się by pozbawić blondyna przywilejów i funkcji oraz osobiście przejąć władzę.
    Sasuke westchnął kładąc brodę na splecionych dłoniach, które wcześniej oparł o kolana. Najważniejsze pytanie: kto i po co? W ostateczności zostaje mu rozmowa z Kakashim. Ale to tylko z konieczności. Nie wcześniej. Jeszcze dzisiaj musi zadzwonić do paru osób.

***

    Po tym jak Sasuke opuścił pokój, chłopak siedział dobre pół godziny pod ścianą, po której nie tak dawno zsunął się na ziemię, dusząc się z braku tlenu. Domyślał się, że nie chodzi tylko o oprowadzanie Saia czy jak to określił " niańczenie" go. Treningami też się nie przejmował, znał Kakashiego od dawna i wiedział, że w razie problemów z wuefistą, wychowawca mu pomoże, nie wnikając w szczegóły. Zawsze jest jeszcze Jiraya.
    Zastanawiało go zachowanie Sasuke, to jak na niego naskoczył. Z tego, co pamiętał, brunet nigdy nie był zbyt wylewny. Zarówno, kiedy się cieszył, ale i kiedy był wściekły. Chociaż nie, wtedy warczał na wszystko co żyje i oddycha, prawdopodobnie wyładowując napięcie.
    Zebrał się z podłogi i zaczął sprzątać pokój. Zebrał porozrzucane książki i zeszyty, położył je na biurku należącym do współlokatora. Po za stłuczonym wazonem nie zauważył większych szkód i miał nadzieję, że tak zostanie.
    Sasuke wyszedł szybko i długo nie wracał. Po dwóch godzinach Naruto zaczął zastanawiać się, czy przypadkiem nic się nie stało, ale doszedł do wniosku, że chłopak po prostu potrzebuje chwili dla siebie. Korzystając ze spokoju odłożył czytaną akurat książkę i usiadł do lekcji z niechęcią zabierając się za pamięciówki. Jednocześnie bezustannie zerkał w stronę telefonu i łóżka przyjaciela. Czy to może mieć związek z wymuszonym pocałunkiem Saia? Raczej obie sprawy nie są powiązane. To tylko zbieg okoliczności. Z drugiej strony dość podejrzany zbieg okoliczności. Ale czy jeżeli chodziłoby o to, Sasuke wspominałby o trenerze i zajęciach? Uh, teraz już sam nie wiedział. Może to tylko wymówki? Ten Uchiha jest zupełnie inny od tego, którego znał kiedyś. Owszem, nadal jest Sasuke, jego przyjacielem z dzieciństwa, bliską mu osobą tylko że... Troszeczkę się zmienił. Na razie nie poznał jeszcze wszystkich zmian, jakie w nim zaszły, jednak widział, że było tego dużo. Przede wszystkim teraz nie są tak smarkaci jak kiedyś. Nadal są dziećmi, ale to nie to samo. Teraz wymaga się od nich dużo, dużo więcej niż kiedyś. A do tego dochodzą sprawy mafii... Nie. Nie powinien zajmować swoich myśli problemami, które go nie dotyczą. Przynajmniej na razie. Niech wszystko toczy się własnym torem. Właśnie takie postanowienie przyjął po przeczytaniu dziennika Minato. Interesował go cały ten świat, chciał go poznać i do niego należeć, ale wszystko po kolei. Jeszcze nie do końca oswoił się z myślą, że to wszystko wciąż funkcjonuje, a do tego są w to zamieszane ważne dla niego osoby, a nawet szkoła, w której jest. Wiedzieć, że rodzice należeli do organizacji mafijnej, a widzieć na własne oczy działania tejże organizacji to dwie różne sprawy.
    Eh, dlaczego oni zawsze musieli się kłócić? Praktycznie o wszystko. Żaden z nich nie umiał ustąpić. Na samym początku znajomości, kiedy to rywalizowali praktycznie we wszystkim, często lądowali w gabinecie dyrektora, za bójki i wprowadzanie niepotrzebnego zamieszania. Dyrektor powtarzał to samo kazanie. Chyba nawet nauczyli się go na pamięć i później śmiali się do łez, naśladując sędziwego nauczyciela. Stało się to pewnego rodzaju sposobem na rozluźnianie napięcia między nimi. Z czasem Naruto zrozumiał, że to miedzy innymi dzięki temu zakopali topór wojenny i stali się przyjaciółmi. I dalej by nimi byli gdyby nie ten rok... Chociaż, skoro rok był w stanie zmienić ich więź do tego stopnia, że momentami wydawali się sobie obcy, czy nadal mógł myśleć o nich jak o prawdziwych przyjaciołach? Przymknął oczy odchylając głowę do tyłu. Myślenie o tym było męczące i nie prowadziło do żadnych sensownych wniosków, a jedynie rodziło kolejne wątpliwości, pytania, na które nie mógł znaleźć odpowiedzi. Wielokrotnie zastanawiał się czy miało na to wpływ to, że nie opowiedział o swojej rodzinie brunetowi. Czy to świadomość, że Naruto w przyszłości powinien objąć władze nad wpływową mafią, sprawiłaby, że Sasuke zamknąłby się na niego? Oddalił i stworzył dystans? A może właśnie stałby się inny, łatwiej by się zbliżyli? Nie wiedział. Z jednej strony bardzo chciał coś powiedzieć, samotne dźwiganie takiego brzemienia zaczynało mu już doskwierać ale z drugiej strony... Bał się. Bał się, że gdyby coś powiedział, ich sytuacja pogorszyłaby się jeszcze bardziej. Bo skoro teraz, czasami wydawali się sobie obcy czy byłoby inaczej po poznaniu takiego sekretu? Może... Może powinien go o tym poinformować... Może gdyby wiedział wcześniej nie wyjechałby na rok, bez żadnego pożegnania czy chociaż pisania raz na miesiąc. Ale czy wtedy mógłby świadomie i z czystym sumieniem powiedzieć, że mu ufa i jest przy nim nie z poczucia obowiązku, a dlatego, że chce? Mógłby patrzeć mu w oczy obawiając się, że pewnego dnia, Sasuke odwróci się od niego, przez obowiązek, którym został obdarzony  w dniu śmierci rodziców? Teraz nie było już nikogo, kto by nie zgodził się na objęcie władzy przez Naruto. Jedynie Minato zarzekał się, że jego syn nigdy nie będzie wplątany w życie gangstera. Niestety zginął i teraz nikt nie mógł powstrzymać obecnego zarządu przed mianowaniem go następcą, którym z resztą był od samego początku. Niezależnie od jego woli, będzie musiał objąć to stanowisko. Tak nakazuje prawo i jego własny honor. Gdyby się nie zgodził usłyszałby, że się boi. Nie. Nie pozwoli by ktokolwiek tak myślał. A z Sasuke... Z Sasuke musi porozmawiać. Nim to wszystko nastąpi, musi być pewny jego stanowiska. Chciał, aby Sasuke wszystko zrozumiał, by został przy nim, dodawał mu otuchy i siły. W tej chwili nie może jednoznacznie określić, czy brunet darzy go jakąkolwiek sympatią. Raz jest miły, traktuje go jak przyjaciela, innym razem zupełnie go ignoruje, warczy i fuka. Naruto nie może go zrozumieć. Ciężko mu odczytać z jego zachowania cokolwiek. Jednego dnia bez wahania nazwałby ich znajomość przyjaźnią. Innego, przyjaźnią tylko jednostronną.
    Wziął głęboki oddech i odłożył książkę na swoje miejsce. I tak niczego się nie o nauczy. Sasuke zajmuje wszystkie jego myśli, skutecznie odwracając uwagę od podręcznika. Po za tym jest jeszcze Sai... Sai, który wydaje się być miłym człowiekiem, jednak ten dzisiejszy wyskok... Ale czy przez jeden epizod ma prawo go skreślać i powiedzieć, że nie chce go znać? Nie wiedział. Sumienie podpowiadało mu, że to zbyt surowe. Jednak... Nie wyobraża sobie przebywania z nim gdziekolwiek, wiedząc jednocześnie, że w ten sposób daje mu nadzieję na coś więcej, co nigdy nie zaistnieje. I on o tym wie.
    Wziął potrzebne rzeczy z szafki i udał się do łazienki. Kiedy wszedł pod strumień ciepłej wody od razu poczuł się lepiej. Wiedział, że to tylko chwilowa ulga, ale jednak. W takich momentach - zwątpienia, analizowania - przychodzą mu do głowy wspomnienia wspólnie spędzonych z Sasuke chwil. Bo czy gdyby go nie lubił, przytulałby go wtedy w nocy, kiedy śnił mu się jeden z tych gorszych koszmarów? To dowodzi, że w jakimś stopniu troszczy się o niego... Zacisnął powieki i potrząsną głową. Nie chciał dłużej roztrząsać tego tematu. Jak na jeden dzień miał już dosyć. Wystarczy rozmyślania nad ich relacjami, lepiej zostawić to tak jak jest. Na razie.
Uśmiechnął się lekko. Niespiesznie dokończył prysznic, starannie zmywając brud z ciała i próbując skupić całą uwagę na wykonywanej czynności. Niestety nie do końca mu się udało.
    Kiedy  wyszedł z łazienki bruneta wciąż nie było w pokoju. Naruto zacisnął usta widząc puste łóżko współlokatora. Minęło już dość dużo czasu odkąd wyszedł, więc to naturalne, że zaczynał się o niego martwić. W końcu tak to jest, gdy zależy nam na drugiej osobie. Przykrywając się kołdrą wciąż myślał o przyjacielu. Nawet jeśli usilnie starał się wyrzucić go z głowy, nie mógł. Przed oczy, jak bumerang wracał do niego obraz twarzy Sasuke, gdy zobaczył go, siedzącego na łóżku pośród bałaganu. Wściekły, zbolały, zmartwiony...? Nie umiał jednoznacznie określić. Ostatnim, co zapamiętał nim zasnął było wciąż powtarzające się zdanie: " Sasuke, gdzie się podziewasz?".

***

    Gdy wrócił do pokoju było już bardzo późno. Siedząc na ławce nieopodal głównego centrum handlowego miasta kompletnie nie zwracał uwagi na czas. Zupełnie jakby go nie dotyczył. Siedział rozmyślając, tak długo, aż do momentu gdzy poczuł, że palce stóp i dłoni drętwieją mu z zimna, a policzki nieznośnie szczypią. Kiedy dotarł do dworca okazało się, że autobus odjechał kilka minut wcześniej, przez co musiał czekać kolejną godzinę na następny.
    Widząc wyłaniający się z za zakrętu pojazd wstał i przygotował pieniądze. Mocno tupnął nogami zupełnie jakby to mogło pomóc w pozbyciu się " mrówek". Chwilę później poirytowany i zmarznięty zajął pierwsze wolne siedzenie i ponownie nałożył słuchawki, które musiał zdjąć by kupić bilet. Gdyby tego nie zrobił, możnaby uznać to za brak szacunku, a nie miał ochoty wysłuchiwać umoralniających kazań starszego pana, siedzącego za kierownicą. Chciał jak najszybciej wrócić do pokoju, położyć się pod ciepłą kołdrą i zasnąć. Był naprawdę zmęczony. Do tego ta kłótnia z Naruto... Ciekawe czy domyślił się, że Sasuke również jest wplątany w sprawy mafii?
    Sasuke zastanawiał się czy powinien powiedzieć o Saiu Kakashiemu. Z jednej strony powinien wiedzieć, jako główna ochrona blondyna, z drugiej jednak... Brunet czuł, że na razie bezpieczniej milczeć w tej kwestii. Gdyby teraz coś się wydażyło, ludzie Saia mogliby wykonać ruch, chcąc go bronić, tymsamym pogarszając obecną sytuację. Zanim pójdzie z tym gdzieś dalej musi sam, dowiedzieć się z kim trzyma ciemnowłosy, czego chce i co planuje, innaczej wszystko może się spieprzyć. Nie byłoby kolorowy gdyby któregoś pięknego dnia okazało się, że Naruto zaginął bez wieści, a do Zarządu przysłanoby list z serii: " Zróbcie co chcemy, bo wasz szef będzie martwy." Taaa... Cudowny scenariusz na niedzielne popołoudnie. Skrzywił się uświadamiajac sobie, że cały czas był przygotowywany właśnie na tego typu sytuacje. Znał dokładne procedury, schematy działania... Wszystko to zostało mu wpojone na rocznym szkoleniu. Ale do czego przydadzą mu się owe procedury w chwili realnego zagrożenia? No właśnie. Odpowiedź nasówa się sama: do niczego. Jeżeli dojdzie do czegoś takiego - a na pewno nie - ważniejsze od wiedzy będzie doświadczenie. Tylko zastanawiające, dlaczego Sasuke posiada go tak mało, skoro brał udział w ponad połowie misji i zadań, zlecanych podziemu przez tymczasowy Zarząd Mafii Minato. O tak, Sasuke był w tym od początku. Brutlnie odebrano mu dzieciństwo już w wieku lat siedmiu ucząc go historii rodu i podstawowych metod zabijania. Mordercze treningi, godziny spędzone w siłowni, na polach walki czy w ciemnych lasach, tylko po to by teraz doszedł do wniosku, że brak mu doświadczenia. Jak ma kogokolwiek ochronić? Czy jest w stanie cokolwiek zdziałać w obliczu prawdziwej wojny? Nie wiedział. Miał tylko nadzieję, że kiedy nadejdzie odpowiednia chwila będzie wiedził, jak postępować by obronić ważne dla niego osoby, bo niewątpliwie Uzumaki do takich należał.
    Kiedy autobus zatrzymał się, a Sasuke rozpoznał swój przystanek wysiadł z ulgą, myślami będąc przy ciepłym łóżku. Cieszył się, że szkoła znajdowała się na takim pustkowiu. Dzięku temu miał jeszcze chwilę na zebranie myśli nim wejdzie do pokoju.
     Dookoła było już ciemno. Na niebie zauważył kilka samotnych chmur, odcieniem jaśniejszych od nieba upstrzonego migoczącymi gwiazdkami. Westchnął przyspieszając. Wydawało mu się, że coś słyszał niedaleko. Może to tylko zwierze? Wolałby aby nauczyciele nie przyłapali go o tej godzinie na zewnątrz. Mimo wszystko jako uczeń miał sporo ograniczeń, nawet w szkole dla dzieci mafii. No tak, muszą poznać wymogi dyscypliny... Bla, bla, bla... Przewrócił oczami. Słyszał to setki razy, kiedy okazywało się, że w ciągu tygodnia ominął kilka godzin - jego zdaniem - bardzo nudnych lekcji. W momencie gdy nacisnął klamkę w ciszy rozległo się przeraźliwe skomlenie, prawdopodobnie psie, choć bardzo możliwe też, że kocie, a po nim pojedynczy strzał. Sasuke poczuł jak zjeżyły się wszystkie włoski na jego ciele, które wyczuwało potencjalne zagrożenie. Wzdrygnął się i zaciskając usta, włożył klucz do zamka, przekręcił. Mocno szarpnął drzwi wejściowe i od razu kierując się do swojego pokoju w duchu dziękował bratu za zapasowy kluczyk do budynku. Nie chciał sprawdzać, co się stało. Nie chciał o tym myśleć. Chciał już znaleźć się w pokoju, zobaczyć blondyna, upewnić się, że nic mu nie grozi i położyć się spać. Przyzwyczajał się do roli współpracownika tego młotka.
    Wszedł do pomieszczenia najciszej jak umiał i zapalił małą lampkę. Zdjął płaszcz i buty, po czym od razu podszedł do łóżka. Przebrał się w dresy i zbliżył się do łóżka Naruto, chcąc upewnić się, że wszystko jest  w porządku. A przynajmniej tak to sobie tłumaczył. Pochylił się lekko nasłuchując czy chłopak oddycha spokojnie. Oddech miał równy, cichy. Brunet uśmiechnął się łagodnie, czując pewnego rodzaju spokój. Odsunął się, zgasił światło i wrócił do swojego łóżka. Szczelnie okrył się kołdrą i z radością zamknął oczy oddając się w ręce błogiego snu
    Następnego dnia, jak zawsze obudził się zgodnie z pierwszym sygnałem budzika. Tego również wyuczono go na szkoleniu. Przetarł dłonią oczy, wstał i zabrał się za poranną toaletę. Tak jak każdego ranka, Naruto obudził dopiero, kiedy wszystko zrobił i już miał wchodzić.
- Dlaczego zawsze budzisz mnie tak późno? -  marudził zaspanym głosem. Ledwo trzymał otwarte oczy.
- Ciesz się, że w ogóle cię budzę - mruknął. - Powinieneś sam wstawać.
- Yhym, oczywiście. A świnki latały po niebie. Od czegoś mam współlokatora nie? - uśmiechnął się szeroko, co w połączeniu z zaspaną twarzą i prawie zamkniętymi oczami wyglądało komicznie. Na tyle komicznie, że Sasuke z ogromnym trudem powstrzymał parsknięcie.
- A nie czekaj! - coś mu się przypomniało. - Przecież jesteś na mnie obrażony! - uderzył pięścią w otwartą dłoń na co Sasuke tylko wzruszył ramionami, pakując do plecaka odpowiednie książki.
- Radziłbym Ci się pospieszyć. Masz niecałe pół godziny, a przy twoim tempie... - udał, że się zastanawia. - To minie jak... Pięć minut?
- Jesteś wredny - skwitował rzucając w niego poduszką.
- Ktoś musi być.
Sasuke zarzucił plecak na ramię i podszedł do drzwi. Trzymając klamkę obejrzał się przez ramię i rzucił Naruto kolejne, ponaglające spojrzenie, a następnie odwrócił się i otworzył drzwi. Ale nie ruszył się z miejsca. Zamarł wpatrując się w coś, co miał przed twarzą szeroko otwartymi oczami. W głowie usłyszał słowa Saia:  
" Osobiście wysączę z niego całą... krew. Odbiorę mu moc. Zrobię z nim co tylko będę chciał."
Przełknął zalegającą mu w ustach ślinę.
- Sasuke? - usłyszał zbliżające się kroki Naruto. - Nie wychodzisz? Coś się stało? - podszedł bliżej bruneta i dotykając jego ramienia wyjrzał za drzwi. Kiedy zobaczył, to samo, co jego towarzysz, zbladł i aż wstrzymał oddech. Przyłożył dłoń do ust cudem powstrzymując gwałtowną falę mdłości.
- Niech cię szlag Sai! - warknął Sasuke, odzyskując rezon. Sam ledwo, co zepchnął na dalszy plan uczucie szarpania w żołądku i silne mdłości. Szybko odwrócił Naruto od drzwi i popchnął niezbyt uprzejmie w stronę łóżka, siłą go na nim sadzając. Zamknął drzwi, otworzył okno i spojrzał na bladego Naruto.
Sai nie żartował. Zaczęła  się niebezpieczna gra, a był dopiero początek.

5 komentarzy:

  1. Hej! Ostatnio zaczęła czytać twojego bloga. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Historia "Książę Ciemności" naprawdę mi się podoba. Również ta. Fragment, który umieściłaś na "Lamperdium Narutowskie" jest genialny. Właściwie mam do niego pytanko. Pracuję nad opowiadaniem, nie z kategorii FanFiction, lecz coś własnego to jest. Czy mogłabym dostać pozwolenie, od ciebie, Autorki tego fragmentu, na umieszczenie tego w moim opo jako cytat. Oczywiście będzie odnośnik do twojego bloga. Czy mogę o coś takiego poprosić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :3 Cieszę się, że opowiadania Ci się podobają, zawsze miło słyszeć słowa pochwały :)
      Tak, możesz wykorzystać fragment jako cytat :) Właściwie to jestem mile zaskoczona tym, że stał się taką trochę inspiracją dla Ciebie.

      Usuń
    2. Dziękuję! :*
      Niezmiernie się cieszę.
      Zapraszam zatem do siebie, gdzie ukaże się opo.
      http://genjitsu-no-yume.blogspot.com/

      Usuń
  2. No, to jestem pod wrażeniem ;-) bardzo podoba mi się to opowiadanie.

    Telefon pada, wiec Do nastepnej notki :-P

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam,
    Narito całkowicie zdaje sobie sprawę z tego kim jest i jakie miałby obowiązki jako szef, ale jak widać nie wie, że Sasuke jest też w to zamieszany...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń