niedziela, 2 marca 2014

Pomarańczowy Płomyczek IX

Witam wszystkich.
Nie, jeszcze nie zapomniałam o tym blogu. Długa przerwa spowodowana jest feriami, leniem i brakiem Wena, który zrobił sobie wolne :C Myślałam, że uda mi się wszystko ogarnąć w te dwa tygodnie wspaniałego wolnego ale cóż, wszystkie plany szlag trafił. Generalnie co napisałam to zostawiałam nim jeszcze dobrze się rozkręciło xD 

Szczęśliwie wracam do życia, Wen wrócił z urlopu, główka pracuje paluszki śmigają po klawiaturze i mam nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się dużo, dużo szybciej niż ten. 
I przy okazji bardzo dziękuję Inacie, mojej kochanej becie, która cierpliwie walczy z moimi przecinkami i innymi błędami.

Tytuł: Pomarańczowy Płomyczek
Rozdział: 9/ ?
Beta: Tak
Paring: SasuNaru
 



    Poranny incydent wprowadził dziwną, bardzo napiętą atmosferę. Zaraz po tym, jak Sasuke zobaczył „prezent” od Saia, zadzwonił do Kakashiego. Nie zamierza nic mu wyjaśniać ani wdrażać go w obecną sytuację. Jeszcze nie. Ale nie było czasu, aby sam to posprzątał, poza tym nieszczęśliwie nie udało się tego ukryć przed kilkoma innymi uczniami.
Standardowo wezwano również Tsunande, aby obejrzała klasyczny przypadek niesubordynacji własnych uczniów oraz niezwykły przejaw okrucieństwa, nawet jak na wychowanków szkoły przeznaczonej dla dzieci gangsterów. Dwaj chłopcy, którzy przechodzili obok ich pokoju, z krzykiem przebiegli dalszą część korytarza, wpadając po drodze na Kakashiego i Jiraiyę, natomiast Naruto, kiedy minął pierwszy szok, zawisł nad muszlą. Szczęśliwie był wciąż przed śniadaniem, nie miał zbyt wiele do oddania. Sasuke kucał obok niego, odgarniając włosy z jego czoła i pilnując, by nie ubrudził sobie koszuli od mundurka. W końcu miał się nim zająć, prawda? A po wczorajszym i dzisiejszym incydencie nie ulegało wątpliwości, że nie odstąpi go nawet na krok. W obecnej sytuacji nie może pozwolić sobie choćby na chwilę nieuwagi, szczególnie po ostatnich słowach Saia. No cóż teraz ma pewność, że nowy nie rzucał słów na wiatr.
Pozwolili opuścić im dwie pierwsze lekcje, zresztą Naruto nie był w stanie iść na zajęcia.
- Naruto, połóż się - Sasuke lekko szturchnął go w bok widząc, że ledwo utrzymuje otwarte oczy. Najwyraźniej nie spał za dobrze, do tego to wszystko... Pomógł mu się podnieść i ułożyć na łóżku, po czym zamknął otwarte od dłuższego czasu, okno. Nauczyciele byli zbyt zajęci sprzątaniem, by zajrzeć do nich. Chociaż, czy trzy dorosłe osoby powinny mieć problem z martwym szczeniakiem i kałużą krwi?
    Sasuke usiadł na brzegu łóżka, pochylając się lekko. On jako pierwszy otrząsnął się z szoku. Pewnie, dlatego, że podczas treningu instruktorzy raczyli go brutalniejszymi widokami. Kiedy otworzył drzwi, pierwszym co zarejestrowały jego zmysły, był nieprzyjemny zapach, później dopiero wzrok ogarnął, skąd dochodzi. Tuż przed ich drzwiami na smyczy owiniętej wokół szyi, wisiał zastrzelony mały szczeniak. Widać sprawca starał się o czytelny przekaz, przestrzelił psu brzuch, prawdopodobnie również po to, by uzyskać większą ilość krwi. A jeszcze wczoraj wydawało mu się, że słyszy skomlenie... Dokładnie, kiedy wracał do pokoju. Czyżby wtedy...? Nie, usłyszałby, gdyby ktoś zbliżał się do drzwi. Sprawca musiał zrobić to dosyć niedawno, nad ranem, kiedy wszyscy spali tak zwanym kamiennym snem. Nawet on.
    Sasuke zacisnął palce na karteczce, którą zdążył wyciągnąć zza obroży psa, nim Naruto cokolwiek zauważył. Po chwili je rozluźnił i przyjrzał się jej. Miała plamę z krwi, jednak to wcale nie przeszkadzało w odczytaniu treści. Jak zauważył, pismo było równe, ale chaotyczne, jakby autor pisał na szybko i jak gdyby ta wiadomość nie była zaplanowana. Uśmiechnął się pod nosem. „Co jest, Sai? Nie panujesz nad własnymi żądzami? Tak łatwo dajesz się ponieść emocjom?” Przyjrzał się papierkowi jeszcze raz.

„Czas zacząć pierwszą rundę. Zobaczymy, jak długo uda Ci się go chronić? Może mały zakładzik, Uchiha?”

Prychnął po raz kolejny, badając wzrokiem tekst. Nawet włos mu z głowy nie spadnie. Nie, póki on tu jest. Nie skopie tak prostego zadania, o nie. Z Uchiha nikt nie poradzi sobie tak łatwo, a zaczynając wojnę przeciwko Naruto, zaczyna się i przeciw Sasuke. Brunet nie pozwoli by ktokolwiek groził, było nie było, jego przyszłemu szefowi, ale i przyjacielowi. Nie straci go po raz kolejny. Ojciec odebrał mu go na calutki rok, ich relacje znacznie się ochłodziły. Powrót do dawnych stosunków zajmie sporo czasu, w końcu obaj trochę się zmienili przez ten czas.
    Ciche pukanie do drzwi wyrwało go z zamyślenia. Nawet nie zauważył, kiedy ścisnął karteczkę tak mocno, że prawie rozerwał ją miedzy palcami. Wziął głęboki oddech i spojrzał na Uzumakiego. Odgarnął mu włosy z oczu i nosa, po czym chowając skrawek papieru do tylnej kieszeni, wyszedł z pokoju. Zamknął za sobą drzwi i spojrzał prosto w lekko zmrużone oko Kakashiego.
- Jak on się czuje?
- Śpi. Ciężka noc i wymioty trochę go wymęczyły – Kakashi skinął głową.
- A ty?
- Nie takie rzeczy widziałem - skrzywił się nieznacznie.
- Zajęliśmy się tymi chłopakami - powiedział po chwili. - Tymi, którzy widzieli psa przed nami. Tsunande nie będzie organizowała apeli czy pogadanek. Sytuacja jest poważna. Nie wiemy jeszcze, czy to jawne wypowiedzenie wojny czy też ostrzeżenie. W każdym razie wzmacniamy wam ochronę, w szkole pojawił się ktoś, kto zna jego prawdziwe pochodzenie. Znasz swoje zadanie?
- Tak.
- Czy wydarzyło się coś godnego uwagi, czego my nie znaleźliśmy?
- Nie. Tak.
- Na pewno? – Dopytał, widząc jak uczeń zaciska szczęki.
- Nie.
- Bardzo dobrze. Gdyby coś się działo, wiesz gdzie mnie szukać - mrugnął i już chciał się odwrócić, kiedy coś mu się przypomniało.
- Aha, Sasuke?
- Hn?
- Nie spuszczaj go z oka. Nie wolno ci odejść od niego nawet na krok, jest dla nas zbyt cenny. I powiem ci to jako przyjaciel oraz nauczyciel, nie jako instruktor: nie odpuszczaj, w końcu ci się uda.
Nie wyjaśniając nic więcej, zostawił swojego ucznia przed drzwiami pokoju i odszedł w kierunku schodów, nucąc pod nosem zapadającą w pamięć melodię.
    Sasuke wrócił do pokoju i rzucił się na swoje łóżko, podkładając dłonie pod głowę. Mieli jeszcze ponad godzinę. Jirayia stwierdził, że jedna godzina to za mało, dlatego zwolnił ich z dwóch pierwszych lekcji.
    Kiedy wrócą na zajęcia, muszą zachowywać się tak, jakby nic się nie stało. Dużym utrudnieniem jest to, że Sai jest razem z nimi w klasie, co bardzo ogranicza pole manewru. Prawdopodobnie Naruto nie ma pojęcia, co się dzieje, wychodzi na to, że większość osób poza nim zna sytuację. Biorąc pod uwagę to, kto chodzi do ich szkoły plotki szybko się rozejdą i nie minie dużo czasu, nim któryś z rodziców zorientuje się w sytuacji i zapragnie tego samego, co owy zleceniodawca Saia. Kakashi powiedział, że zajęli się chłopakami, ale na ile udało im się ich uciszyć? Czy groźba kary lub dodatkowych zajęć, na pewno jest w stanie zamknąć usta potomków najpotężniejszych organizacji przestępczych świata? O tak. Z takich właśnie ludzi składa się ta przeklęta prywatna szkoła. Prywatne liceum skupiające dzieci największych szych mafijnego świata, z każdej części globu. Nie była to jedyna taka szkoła jednak ta, co roku przyjmowała najwięcej uczniów. Z jakiegoś powodu wykształciła się opinia, że jest to najlepsza placówka edukacyjna, co nie do końca musiało być prawdą. Niezależnie od tego, czy dzieciaki w przyszłości miały zostać wdrożone w tajne życie rodziny, czy też nie, rodzice zgłaszali ich tutaj. Dlatego niektórzy nie mogli spodziewać się zaproszenia, jakie każdy z uczniów dostaje w czasie wakacji. Nim kogoś przyjęto, uważnie sprawdzano, jego powiązanie ze światem przestępczym. W zależności od tego, odpowiedź była pozytywna, bądź negatywna. Wszystko po to, by w swoje szeregi nie wpuszczać szpiegów i zbędnych żołnierzy. Tak nazywano osoby najniżej w hierarchii. Oni mieli swoje szkoły, przygotowujące głownie do walki w obronie szefa czy załatwiania porachunków.
    W drugim semestrze klasy pierwszej, uczniowie zostają podzieleni na grupy według swoich umiejętności bądź tego, kim mają zostać w przyszłości. Starannie wpaja się im wiedzę, dzięki, której w przyszłości będą w stanie przejąć organizacje po rodzicach, lub, w przypadku kobiet, służyć mężowi radą. Niestety, w tym świecie nie było miejsca na delikatne rozpaczające panienki. Każdy, niezależnie od płci, musiał wiedzieć jak sobie radzić. Chyba, że tak, jak Naruto miał silne zaplecze w postaci rodu Uchiha oraz Podziemia Mafii Minato, ale czasami i to nie wystarczało. Dodatkowo, każdy miał przypisane lekcje dodatkowe z prywatnymi nauczycielami, którzy uczą historii danego rodu. W końcu, co to za boss, który nawet nie wie skąd się wzięła jego grupa, z kim ma powiązania i jakie szlaki handlowe do nich należą?
    Sasuke westchnął. Z tego, co dowiedział się do tej pory, w szkole są przedstawiciele trzech najbardziej znaczących mafii. Są to Naruto i Sasuke, Nejii i Hinata, Gaara, bliski znajmy Naruto oraz prawdopodobnie, Sai. Sai, to przebiegły osobnik, posługuje się fałszywym nazwiskiem, nikt nie wie, z kim jest powiązany. To bardzo utrudnia działanie i stawia w niewygodnej pozycji. Ogranicza. Czym prędzej trzeba dowiedzieć się, kim jest tak naprawdę, jeszcze nim śmiertelna gra rozpocznie się na dobre. Kakashi może i tego nie wie, ale początkowo, kiedy jeden dziedzic próbował pokonać drugiego albo, kiedy padało wyzwanie na po pojedynek w taki właśnie sposób to obwieszczano. Wieszano zwierzę z przebitym podbrzuszem. Z czasem tradycja zanikła na rzecz zamachów, intryg i pułapek, jednak najwyraźniej ostał się ktoś przeszkolony równie dobrze, co Sasuke. Posiada nie tylko znajomość nowoczesnych metod, ale także tych starych, tradycyjnych. O ile brunet dobrze pamięta, wieszanie zwierzęcych zwłok może oznaczać też zapowiedź długiej i bolesnej śmierci szefa w ogromnych mękach.
    Zacisnął szczęki. Jednym zgrabnym ruchem wstał z łóżka, wyjął z kieszeni kartkę przedarł ją na kilka części i wrzucił do kosza. Od razu poczuł się odrobinę lepiej. Pozbył się czegoś w rodzaju dowodu, zapowiedzi cierpienia. Powolnym krokiem podszedł do okna i wyjrzał na dziedziniec przed budynkiem. Aż się w nim krew zagotowała. Na środku placu stał Sai, uśmiechnięty od ucha do ucha swobodnie, wymachując wojskowym nożem. Kiedy go dostrzegł, przyłożył narzędzie do skroni, parodiując salutowanie. Pomimo dzielącej ich odległości mógł zobaczyć czerwone palce chłopaka. Nawet nie drgnął. Obserwował, co ten zrobi, jak się zachowa. Po kilku sekundach stania w sztywnej, na pozór oficjalnej pozie, schował nóż do pokrowca przypiętego do pasa, powoli uniósł do twarzy dłoń umazaną krwią i wsunął do buzi pierwszy palec. Sasuke skrzywił się z obrzydzeniem. Sai niewzruszony oblizał do czysta każdy palec po kolei nie odrywając wzroku od twarzy Uchihy. Kiedy skończył, uśmiechnął się ponownie, ukłonił, oblizał usta i oddalił szybkim krokiem. Natomiast Sasuke na pozór spokojnie oddalił się od okna, a kiedy zniknął z pola widzenia Saia, rzucił się do łazienki przyciskając dłoń do ust. Odkręcił zimną wodę i pochylił się nad zlewem oddychając głęboko, by uspokoić szalejący żołądek. Nie spodziewał się czegoś tak obrzydliwego. W ogóle nie spodziewał się, że natrafi akurat na niego. To, co zobaczył, utwierdziło go w przekonaniu, że chłopak rzuca mu wyzwanie. Sprawdza wytrzymałość i nerwy, a może nawet usiłuje go sprowokować i szczerze mówiąc, Sasuke od razu odpowiedziałby na prowokację, gdyby nie pewien blondyn śpiący za drzwiami. Gdyby nie powierzone mu zadanie, gdyby nie oddanie dla tego nieświadomego matoła, byłoby źle. Bardzo źle. Szkoła mogłaby nie przetrwać albo raczej przetrwałaby, ale trochę uszkodzona. Spojrzał w lustro i zazwyczaj czarne oczy spotkały się z głęboką czerwienią tęczówek jego obecnego spojrzenia. Uśmiechnął się pod nosem dotykając dłonią prawego kącika oka.
 - Nawet nie wiesz, w co się wpakowałeś kolego - mruknął do swojego odbicia. - Spróbuj go dotknąć, a nigdy więcej nie zaznasz spokoju.
Tajna broń Uchiha. Coś, co należy tylko do nich, czego nie można podrobić czy skopiować. Sharingan, legendarne oczy śmierci, zabójcza broń, przed którą nie ma ratunku. Od jakiegoś czasu była nieużywana, zapomniana. Nie było sytuacji, wymagających aż takiej interwencji, ale skoro znalazł się głupiec na tyle odważny, by z nimi zadzierać... Nie było powodów, by się powstrzymywać. Przeciwnik prawdopodobnie nie zdaje sobie sprawy z posiadanej przez niego broni. Tym lepiej dla nich. No cóż, nie tylko Uzumaki posiada tajemniczą, zabójczą broń.
- Sasuke? - Usłyszał głos dobiegający zza drzwi. Zamrugał szybko powiekami, żeby przywrócić oczom zwyczajny kolor, wytarł twarz i wyszedł na zewnątrz.
- Wyspany? - Zapytał spokojnie.
- Co się stało?
- Nic wartego uwagi - usiadł na swoim łóżku naprzeciw niego. - Pakuj się. Za niedługo idziemy na lekcje.
Uzumaki zerwał się z łóżka, o mały włos nie spadając z niego, podbiegł do drzwi i gwałtownie je otworzył. Patrzył tam chwile, spojrzał przez ramię na twarz współlokatora i znów na korytarz. Przyjrzał się teraz już czystej podłodze, po czym zamknął drzwi i stanął na środku pokoju.
- Gdzie to jest?
- Gdzie, co jest? - Postanowił grać na zwłokę. Może uda mu się przekonać chłopaka, że to tylko jego wyobraźnia?
- Pies. Martwy szczeniak – powiedział powoli, wyraźnie drążącym głosem.
A jednak się nie uda.
- Nie było żadnego psa. Coś ci się śniło - starał się zachować spokój.
- Nie rób ze mnie idioty, Uchiha! - po wcześniejszym drżeniu nie było śladu. - Gdzie on jest?
Oho, lepiej mu powiedzieć. Nie ma sensu denerwować go niepotrzebnie. Sasuke westchnął po raz koleiny dzisiejszego dnia.
- Nie ma. Posprzątane – odparł, przyglądając się blondynowi.
- Ty sprzątałeś? - Zapytał podejrzliwie.
- Oczywiście, że nie - parsknął. – Naruto, dobrze się czujesz?
- Tak. Czemu pytasz?
- Dziwnie się zachowujesz.
- Co znaczy: dziwnie?
- Eh... Nieważne. Pakuj się. Idziemy na lekcje. I tak odpuścili nam dwie pierwsze.
Zwlekł się z łóżka i podał mu jego plecak. Kiedy mieli wychodzić z pokoju, Naruto złapał go za nadgarstek, zaciskając mocno palce. Uchiha spojrzał na jego dłoń, od razu przenosząc wzrok na oczy.
- Wiesz, kto to zrobił? - Całą uwagę skupiał na czarnych tęczówkach.
- Nie mogę odpowiedzieć - mruknął cicho.
- Dlaczego?
- Po prostu nie mogę.
- Przeklęty Drań - puścił jego dłoń i wyszedł z pokoju, nie czekając na niego. Sasuke przyłożył dłonie do skroni, masując je chwilę, po czym zarzucił plecak na ramię i pobiegł za nim. W końcu nie może zostawiać go samego, prawda?

~*~

- Naruto! Naruto, poczekaj, do cholery! - Złapał go za ramię i odwrócił w swoją stronę. Dogonił go jeszcze, nim opuścili teren internatu. Od wczoraj nazbierało się parę sytuacji, które wymagają wyjaśnienia.
- Czego chcesz?
- Chyba musimy porozmawiać - powiedział stanowczo, nie odwracając wzroku od gniewnego spojrzenia.
- Porozmawiać? Czyś ty na głowę upadł? - warknął. - Najpierw robisz mi awanturę nie wiadomo, o co, dusisz mnie, znikasz na pół nocy, a kiedy rano wstaję, na drzwiach wisi martwy pies, a ty mówisz, że nie możesz mi nic wyjaśnić! Do tego nagle robisz się bardzo miły, zupełnie jakby wczorajsza sytuacja nie miała miejsca - wyrzucił z siebie jednym tchem. - To ja powinienem pytać, czy dobrze się czujesz! Zanim z czymkolwiek do mnie przyjdziesz, zastanów się! - Szarpnął ramieniem chcąc się wyrwać, ale Sasuke mocno go trzymał.
- Przestań się drzeć i posłuchaj mnie przez chwilę.
- Właśnie! Mam słuchać ciebie! Pieprzony egoista - odwrócił głowę w drugą stronę, znowu się szarpiąc. Brunet chwycił go w pasie żeby łatwiej było mu go utrzymać, a drugą dłonią złapał jego szczękę odwracając twarz w swoją stronę.
- Co ty robisz? Puść mnie natychmiast – fuknął, uspokajając się odrobinę.
- Chcę porozmawiać.
Odczekał chwilę, aż oddech Uzumakiego uspokoił się, a on sam przestał się szarpać, po czym nie poluźniając uścisku, wziął głęboki oddech. No, panie Uchiha, duma do kieszeni.
- Przepraszam – powiedział, cały czas patrząc w jego oczy. - Za wczoraj i za dzisiaj też.
- To nie wyjaśnia, dlaczego chciałeś mnie udusić - odparł cicho, wyraźnie zainteresowany.
- Nie chciałem cię udusić, matole! To było niekontrolowane, ale nie chciałem cię udusić! Po prostu... Eh, czemu musisz mi wszystko utrudniać? - puścił go i skierował wzrok w niebo po chwili wracając spojrzeniem do niego. - Po prostu się o ciebie martwiłem.
- Dziwnie to okazujesz.
- Hn - nie stać go było na inną odpowiedź.
- Ale ja też się martwiłem. Zniknąłeś na całą noc.
- Czekałeś na mnie? - Zapytał z niedowierzaniem.
- Chwilę - zmieszał się. - I tak nie mogłem spać.
Oparł czoło na jego ramieniu, oddychając równomiernie. Po chwili Sasuke ponownie objął go ramieniem w pasie, przytulając do siebie. Stali tak chwilę nic nie mówiąc, a jedynie ciesząc się swoją bliskością. W tym momencie brunet pomyślał, że bardzo przyjemnie jest czuć ciepło drugiego ciała przy sobie. Chyba nawet mógłby się do tego przyzwyczaić. Pochylił lekko głowę.
- Są rzeczy, których naprawdę nie mogę ci wyjaśnić. Przynajmniej na razie.
- Tak, tak. Gdybyś mi powiedział, musiałbyś mnie zabić? – Mruknął, próbując żartować. Sasuke parsknął śmiechem.
- Coś w tym rodzaju.
- Między nami w porządku? - Zapytał niepewnie Naruto, wciąż wciskając czoło w jego ramię.
- Tak, chyba tak.
- Cieszę się. Chodźmy już, bo naprawdę się spóźnimy - odsunął się od niego, naciągając czapkę na jasne kosmyki. Poprawił plecak na ramieniu i ruszył przed siebie. Sasuke patrzył chwilę za nim, uśmiechając się, po czym podbiegł kawałek, by go dogonić.

11 komentarzy:

  1. I będę walczyła! ;) I już znalazłam błąd, który musiałam przeoczyć, za co przepraszam. W tej wiadomości od Sai'a, postaw przecinek przed "Uchiha" ;)

    Jak pisałam, mam zamiar skomentować ten rozdział. Więc tak.. Dialogi, jak zawsze, piekielnie mi się podobają. To, jak je prowadzisz, jak dodajesz humor wymiany zdań.. naprawdę dobrze. Zawsze się uśmiechnę.

    Ale, najbardziej jestem pod wrażeniem tego, jak opisujesz siatkę przestępczą. Cholera, czy czasem nie należysz do jakiegoś gangu? xD wiadomo, wszystkiego nie ujęłaś, typowo z takich relacji, ale dla niewtajemniczonego w temat czytelnika, wygląda to tak, jakbyś dużo na ten temat wiedziała.

    Wybacz, mialo być lepiej, ale zostałam pojechana, jakoś wena na pisanie komentarza zniknęła. Niemniej jednak, podobało mi się, jak zawsze!

    Inata S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widziałaś, bo "Uchiha" dopisałam przy ostatniej edycji xd
      Nie, do gangu nie należę. Chyba ;p

      Sądzę, że z czasem pojawi się i pozostałe "wszystko" w ich relacjach, a przynajmniej większa część :d W każdym razie, dobrze, że rozdział się podoba :3

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo, bardzo, bardzo, bardzo... i tak można w nieskończoność, ale do meritum BARDZO PROSZĘ O KONTYNUACJĘ!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obiecuję! Postaram się stworzyć kolejny rozdział. Prawdopodobnie wznowię " Płomyczek" jak tylko skończę, " O tym jak..." :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Witam,
    rozdział naprawdę świetny, więc ta szkoła jest szkołą dla dzieci gangsterów rewelacja, Sai wypowiedział wojnę, oby Sasuke nie spuszczał oka z Naruto...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sai jeszcze pokaze na co go stać podobnie jak pozostali ;)

      Usuń
  5. Bardzo spodobało mi się to opo.
    Czekam na więcej z niecierpliwością ^^
    Życzę weny czasu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się jak najszybciej stworzyć kolejny rozdział, tymczasem bardzo dziękuję za miłe słowa :3

      Usuń
  6. Witaaaaj!
    Ta historia mnie po prostu rozwala. Wciąga etc. Etc... kiedy kolejny rozdział? Trzymam kciuki o jak najszybszą dodawalbie rozdzialika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, mam nadzieję, że dalsza cześć również będzie ci się podobała :)

      Usuń