wtorek, 13 maja 2014

Historia Pewnej Miłości II

Tytuł: Historia Pewnej Miłości
Rozdział: II / V

  " O tym jak z mleka i mąki rodzi się miłość. "
 

Beta: Tak
Paring: SasuNaru
  



Nadchodził bardzo ważny dzień w roku. To było mniej więcej wtedy, gdy nasze relacje powoli zmierzały w konkretnym kierunku, ale żaden nie robił nic, by nazwać to, co nas łączyło. Jedna z tych okazji, kiedy człowiek nie ma pojęcia, co zrobić, ale chce by wyszło dobrze i ewentualnie smacznie. Prezent urodzinowy dla Sasuke. Przyznam szczerze, że wcześniej nie miałem problemów ze znalezieniem odpowiedniego drobiazgu. Zdarzało się nawet tak, że chwilę przed pójściem do niego znajdowałem coś, a teraz?
Kompletnie nie wiedziałem, co mógłbym mu kupić, czy dać. Nie miałem pomysłu - pomijam fakt, że później okazało się, że tak naprawdę miałem pod nosem kilkanaście dobrych pomysłów, ale, po, co je zauważać? - więc postanowiłem upiec mój pierwszy w życiu tort. Szczególne podziękowania powinienem złożyć w tej chwili mojej mamie, która zupełnie nieświadomie podrzuciła mi ten pomysł. Piekła okrągłe ciasto, dla naszej ciotki. Miała przyjechać w odwiedziny z dziećmi, więc przygotowywała poczęstunek. Nie robiłem takich rzeczy, w domu ona zawsze gotowała, moje umiejętności kulinarne ograniczały się do kanapek i jajecznicy. Oczywiście jak odgrzać jedzenie też wiem, ale to już zupełnie inna bajka. Im bardziej mi zależało na znalezieniu czegoś idealnego, tym mniej rzeczy mi się podobało, czy pasowało do tych kryteriów. Czasami niestety tak jest. Gdy ktoś jest ci naprawdę bliski, nie wiesz, co może go uszczęśliwić, nie chcesz popełnić błędu by choć na chwilę zobaczyć smutek... Nie. Nie chcę stać się źródłem jego smutku, nawet jeżeli tylko kilkusekundowego i nawet jeżeli to będzie wina ulotnego drobiazgu, małej ledwo uchwytnej rzeczy, czy też dużej, rzucającej się w oczy. Zależało mi na czymś, od serca, prosto ode mnie, by wiedział ile dla mnie znaczy i jak bardzo zależy mi na jego uśmiechu. Chyba nie umiałbym wypowiedzieć tych wszystkich myśli na głos. Właśnie dlatego, chciałbym wręczyć mu idealny prezent.
    Dogadałem się z Itachim, że kiedy Drań wybierze się na trening, przyjadę do nich i w przeciągu trzech godzin upiekę tort, ładnie ozdobię - co w moim języku oznacza polanie czekoladą - postawię mu na stole w pokoju, a później odśpiewam standardowe „ Sto lat”. Oczywiście odczekam, aż wykąpie się i przebierze po treningu. Sasuke grał w drużynie koszykarskiej, a mimo iż nie należał do najwyższych zawodników zdobywał najwięcej punktów. Jak to robił? Nie mam pojęcia. Wiem, za to, że trener szkolnej drużyny był z niego bardzo zadowolony. Nie dziwię się, sam byłem z niego dumny. Dumny, że mogę być na blisko, żeby ze mną dzielił się radością z takich drobnych rzeczy.
Trener nawet mianował go kapitanem drużyny. Jego to ponoć dziwiło, mnie nie koniecznie. Zawsze uważałem, że jest zdolny do wszystkiego i we wszystkim najlepszy. Och, gdyby to wiedział... Obrósłby mi w piórka jeszcze.
Składniki przyniosłem ze sobą, by przypadkiem nie domyślił się czegoś zaglądając do lodówki. Niestety posiadał umiejętność szybkiego łączenia faktów, co wtedy było mi nie na rękę. Wszystko było przygotowane, wystarczyło poczekać aż ten wyjdzie z domu. Kręciłem się po okolicy czekając na sygnał od Itachiego. Zadeklarował się, że mi pomoże, co było nie tyle dziwne, co niebezpieczne. Jednak miło, że chciał coś zrobić. Miło, że się tym przejął, cieszyłem się, że nie tylko mi zależy na uśmiechu tego wrednego bruneta. A wiem, że sam bym sobie nie poradził. Zawsze mogłem upiec u siebie i przynieść... Ale to nie byłoby to samo.
    Itachi Uchiha, starszy brat Sasuke, niestety myśleniem zatrzymał się mniej więcej w początkowej fazie wieku nastoletniego. I takie przypadki się zdarzają, natura miewa poczucie humoru. Nie raz można powiedzieć, że " czarny humor", jednak akurat do niego, idealnie to pasowało. Z wyglądu byli niemal identyczni, tylko, że starszy miał dłuższe włosy i dwie, lekko skośne blizny pod oczami. Owszem, jego dziecinność bywa fajna i zabawne, jednak nie zawsze. Nie da się go przymusić do traktowania czegoś poważnie. Nie mam pojęcia jak zdał studia, założył własną firmę i jeszcze nią kieruje! Najwyraźniej należy do wąskiej grupy geniuszy, którzy i bez wysiłku osiągają sukces. Którzy bez powagi i z frywolnością, niemal kompletnie się nie starając, zdobywają to, o czym marzą.
    Kiedy w końcu doczekałem umówionego sygnału, czym prędzej ruszyłem do jego domu. Nie miałem chwili do stracenia, w końcu chciałem skończyć tort przed jego powrotem, prawda?
Prawie wpadłem na solenizanta. Że też akurat dzisiaj musiał wybrać drogę na około... Serce omal nie wyskoczyło mi z piersi, kiedy zauważyłem go, z torbą na ramieniu idącego wprost na mnie. Zdążyłem w ostatniej chwili schować się za jednym z samochodów, mianowicie za busem. W sam raz by mnie ukrył. Później się okazało, że i tak nic nie zauważył. Na szczęście… Odczekawszy chwilę, opuściłem prowizoryczną kryjówkę i skierowałem się w stronę domu. Itachi już na mnie czekał z przygotowanym sprzętem. Miał na sobie zabawny fartuszek, przez co od razu wybuchnąłem śmiechem. Kręcąc głową wpakowałem się do środka i bez zbędnych uprzejmości przeszedłem do kuchni. Wypakowaliśmy składniki, mój współ - kucharz ubrał mnie w podobny fartuszek. Nie omieszkał zrobić kilku zdjęć dla Sasuke... Nie powiem żebym nie był odrobinę zażenowany, jednak grzecznie pozowałem. Czego nie robi się dla kogoś, ważnego w naszym życiu? No właśnie. Jedno czy dwa zdjęcie mnie nie zabiją, a po za tym, uważałem, że jestem fotogeniczny, wiec tym bardziej nie widziałem problemu.
    Wspólnymi siłami zabraliśmy się za tort. Oczywiście przed nami leżało kilka książek kucharskich, bo inaczej nic by nie wyszło. Postanowiłem zrobić tort czekoladowy, przekładany śmietankową masą. Jak już wspomniałem wcześniej, będzie polany mleczną czekoladą. Cóż... Jak to często bywa, gdy dwie nie mające pojęcia o kuchni osoby zabiorą się za gotowanie, a pieczenie to już w ogóle, nic nam nie wychodziło. Od wbijania jajek, przez wsypywanie mąki, dodawanie mleka i pozostałych składników po samo wlanie powstałego dzieła do formy. Wyglądało całkiem dobrze, o dziwo zupełnie jak na rysunku. Pytanie czy będzie zjadliwe i czy nie okaże się, że czegoś zapomnieliśmy...
Niestety spaliliśmy pierwsze ciasto. I zmarnowaliśmy około dwie godziny. Byłem trochę załamany, została nam niecała godzina, a nic nie było gotowe. Wkurzony rzuciłem w drugiego winnego do połowy pełnym opakowaniem mąki. Akurat było pod ręką, więc czemu by nie? On z szerokim uśmiechem oblał mnie mlekiem. Momentalnie poczułem chłód płynu zalegającego moje ciało i sklejającego włosy umazane mąką. Od tego zaczęła się wojna. Wygłupiając się nie zauważyliśmy wchodzącego do kuchni Sasuke. A, że stanął na pierwszej linii ognia... Dostał całą garścią mąki w twarz. Cóż, lepsze to niż karton mleka na głowie… Nic nie widząc, w najlepsze rzucaliśmy się mąką, kakaem, mlekiem... Woda i jakieś przyprawy też chyba się trafiły.
Po chwili dotarło do nas, że to, co chcieliśmy ukryć właśnie się wydało. Itachi zaczął tarzać się ze śmiechu po i tak już brudnej podłodze. Dodatkowo bardziej się umazał, a na podłodze tonącej w mące, zostały ślady po jego turlaniu. Ja zacząłem tłumaczyć się nieskładnie wymachując rękami i jeszcze bardziej rozrzucając dookoła grudki, które powstały z mleka i mąki. Zmieszanie starałem się ukryć się za śmiechem. Przecież, nie powiem mu, że... Że... Właściwie, że co?
Stał tak kilka minut obserwując pomieszczenie, odkaszlnął i wyszedł. Był taki moment, że zaczynałem obmyślać różne plany jak go udobruchać... Szczerze mówiąc, nie wiedzieliśmy z Itacim co w tamtej chwili zrobić. Choć on wyraźnie tłumił kolejne ataki wesołości.
Po jakimś czasie wrócił do nas, czysty i przebrany. Sam ubrał fartuszek i nic nie mówiąc zajrzał do książek rozłożonych na blacie. Zdmuchnął z nich mąkę, po czym roześmiał się serdecznie. Podszedł do mnie i nic nie mówiąc pocałował mnie w czoło. Spodziewałem się krzyku, ochrzanu, wygonienia, czegokolwiek... Rzecz jasna wcale tego nie chciałem, jedynie spekulowałem w myślach.
Zdziwiony patrzyłem jak zabiera się za robienie ciasta. Z początku byłem zawiedziony, że nie udało mi się zrobić mu niespodzianki, a w dodatku pomaga mi przy własnym prezencie… Ale Oczywiście nie zostawiłem tak tego,  pomogłem mu, wcześniej starszego Uchiha wyganiając na górę. Cały czas mnie instruował, co i jak powinienem zrobić. Jakoś nigdy wcześniej nie zastanawiałem się, czy Drań umie piec. To, że gotuje to wiedziałem, ale pieczenie? Kilka razy zbliżył się do mnie bardziej brudząc mnie mąką lub strzepując poszczególne składniki ze mnie. Nie wiedziałem, czy bardziej mnie brudzi, czy może czyści?
Kiedy ja wykonywałem wszystkie polecenia, on posprzątał bałagan. W międzyczasie przynajmniej trzy razy zaznaczył, że to wszystko przez moje dziwne pomysły. Na drugie ciasto zostało nam w sam raz tyle składników ile potrzebowaliśmy. Ładnie wlałem je do formy - nie obyło się bez pomocy - i ostrożnie wstawiłem do piekarnika. Razem przygotowaliśmy masę, którą podjadałem, przez co kilka razy dostałem łyżką po palcach... Ale była taka pyszna! Nie mogłem się powstrzymać. Apetyt zaostrzał fakt, że zrobił ją Sasuke, przynajmniej na mnie to działało niezwykle przyciągająco.
- Naruto - powiedział spokojnie, kiedy już przełożyliśmy tort masą. wyciągnął mi z włosów grudkę sklejonej mąki. - Powiesz mi w końcu, dlaczego poprosiłeś o pomoc tego barana, zamiast mnie?
- To cię męczyło cały czas? - Zdziwiłem się kończąc polewać ciasto czekoladą. Widziałem, że jest za cichy, jednak przypisywałem winę bałaganowi i złości na mnie... Że ten bałagan zrobiłem.
- Yhym.
Tym razem to ja się roześmiałem stając na przeciwko niego. Widzieć wyraz zdumienia na jego twarzy... Bezcenne. Później dużo trudniej było go zaskoczyć. Z roku na rok muszę się bardziej wysilać i ewentualnie ukrywać z prezentami. Co za ciekawski człowiek!
- Dlatego, że ten tort miał być twoim prezentem urodzinowym. W zasadzie to jest twój prezent urodzinowy - uśmiechnąłem się szeroko z nadzieją, że nie mam elementów ciasta gdzieś na zębach.- Wyjątkowo w tym roku, nie wiedziałem, co ci dać, a że jakoś tak... Ktoś mi podpowiedział, że tort jest dobrym pomysłem... - Zmarszczyłem brwi przybliżając się do niego. - Wszystkiego najlepszego Sasuke - mruknąłem i cmoknąłem go krótko w usta.
Stał chwilę z jeszcze bardziej zszokowaną miną, po czym bez ostrzeżenia objął mnie w pasie wpijając się w moje usta. Zaskoczony nie od razu odpowiedziałem na pocałunek, lecz nie musiał długo czekać na odzew. Przesunął się tak, że pośladkami opierałem się o blat, a ja w tym czasie objąłem go i przytuliłem się. Nie martwiłem się, że go ubrudzę. Da się umyć, nie umrzemy. A wspólny prysznic... Ah, nie wolno myśleć o takich rzeczach! Aż się musiałem skarcić.
Po chwili oderwał się ode mnie, obaj oddychaliśmy szybciej. Odczekał chwilę patrząc mi w oczy, po czym powiedział cicho:
- Nawet nie wiesz jak bardzo cię kocham - uśmiechnął się delikatnie. - Dziękuję.
I to był pierwszy raz, kiedy powiedział mi coś takiego. Pierwszy raz, kiedy otwarcie przyznał się do swoich uczuć. Nie spodziewałem się tego, pewnie, że nie! Mimo iż to wydawało się być tuż przed moim nosem. Serce mi przyspieszyło, oddech stał się jeszcze bardziej płytki. Jednak nie zwątpiłem w jego słowa, gdzieżbym śmiał!
Oczywiście ja odpowiedziałem mu tym samym, chociaż nie powiem, chwilę trwało nim pełny sens tych słów dotarł do mojej głowy. Byłem zupełnie otumaniony, upojony szczęściem, jakie wtedy poczułem. Jakie czuję do dnia dzisiejszego.
Od tamtego dnia, oficjalnie byliśmy parą. Nasza rocznica, przypada na dzień jego urodzin, mamy podwójne święto. Choć przeważnie obchodzimy to osobno. Kto przepuściły wspaniałą okazję do zrobienia kolejnej imprezy?
Później znów mnie pocałował. A ciasto sobie stało. Stało i ładnie pachniało, jednak żaden z nas nie zawracał sobie nim głowy. Zbyt zajęci byliśmy sobą.
- Mam! - Zawołał  w pewnym momencie Itachi przerywając nam. Kiedy zauważył, że mu się przyglądamy zaczął wymachiwać kamerą, którą trzymał w jednej ręce i aparatem w drugiej. - Mam nagrane wasze wyznanie miłosne i kilka zdjęć... Będzie na pamiątkę! Och, jesteście tacy uroczy! - krzyknął uradowany. Wyszło na to, że był w kuchni od dłuższego czasu... Choć nie dziwi mnie, że tego nie zauważyłem. Mój chłopak, jeżeli chce, potrafi zająć cały świat. Mój świat.
    Sasuke zmarszczył gniewnie brwi i z udawaną złością rzucił się za bratem w pogoń. Bardziej dla zasady niż z faktycznej złości. Widziałem radość w jego oczach. Tą chęć do życia, do tworzenia, do grania, do bycia ze mną i przy mnie. Ostatecznie go nie złapał, ponieważ zwiał do swojego pokoju by, czym prędzej porobić kopie zapasowe. Z jakiegoś powodu obawiał się, że to wykasujemy. Chociaż pewnie gdyby go złapał… Kto wie. Ubolewałbym, nie powiem. Jednak zawsze można nagrać kolejny film. Może ukryta kamera? Zachichotałem do własnych myśli.
Tort zjedliśmy wszyscy razem, "Sto lat" też zostało odśpiewane. Pominę fakt, że fałszowaliśmy… To jest nieważne.W końcu liczą się chęci prawda? Zostałem u niego na noc. Z czasem zostawałem częściej i na dłużej. Wszystko skończyliśmy koło północy, a ja nie chciałem wracać do domu. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że wszystko udało się nawet lepiej niż początkowo zakładałem. W końcu teraz, już całym sercem należałem do Sasuke a on do mnie. Dostał prezent ważniejszy i lepszy od tortu. Można powiedzieć, że dostał wtedy mnie.
Jak tak teraz to oglądam naprawdę ładnie wyglądaliśmy… Szczególnie, że całą twarz miałem wymazaną mąką… A włosy z każdej strony posklejane mąką. Przez moje palce wplątujące się w czarne włosy, wyglądał jakby miał pasemka.
- Ale czego się nie robi z miłości? Dla miłości? - westchnąłem z zadowoleniem i dalej oglądałem, co to my wymyślaliśmy jeszcze za brzdąca.

3 komentarze:

  1. Hej ;)

    Widze i kolekna część, którą uwielbiam, się pojawiła. Szkoda tylko, że nie ma komentarzy.. Ech, jak o nas fani szybko zapominają... ;(
    Pozdrawiam i czekam na odpowiedź mailową ;*
    I. S.

    OdpowiedzUsuń
  2. Serdecznie zapraszamy na nowo powstałą ocenialnię opowiadań o tematyce m&a Naruto: http://ocenialnia-rinnegan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam,
    wspaniałe, Naruto i jego prezent, och może nie wyszedł, ale liczą się przecież chęci, i tak cudnie wszystko wyszło, Sasuke był zadowolony...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń