wtorek, 30 września 2014

Historia Pewnej Miłości III

Tytuł: Historia Pewnej Miłości
Rozdział: III/ V
"O tym jak brat, przypływ pieniędzy i laptop mogą zmienić humor. "
Beta: Nie
Paring: SasuNaru


Informacja:
Zatem jestem. Tym razem, jak powiedziałam tak robię, kolejny rozdział w końcu się pojawił! Jak widzicie, w stosunku do ostatniego postu zachowałam się odrobinę niekonsekwentnie, za co przepraszam, niemniej jednak miałam poważne powody. Zawirowania życiowe i takie tam inne. :) Ale najważniejsze jest to, że w końcu się zebrałam w sobie, znowu " żyję". Oby jak najdłużej. Posty pod ostatnią notką, niezwykle mnie zmotywowały, dziękuję.
Aoi.  


Sasuke dostał awans, krótko po rozpoczęciu pracy, a ja do tej pory zastanawiam się jak to zrobił. Mógł pracować na pół etatu, wtedy mieliśmy jeszcze studia. Dopiero początek nauki. Wynajęliśmy wspólne mieszkanie i choć rodziny opłacały naszą naukę, pieniądze na dom oraz pozostałe najpotrzebniejsze rzeczy zarabialiśmy sami. Szło nam całkiem dobrze, chociaż czasami miałem dosyć absolutnie wszystkiego.

            Studiowaliśmy na tej samej uczelni, jednak odmienne kierunki. Były takie dni, gdy jedyne wspólnie spędzone chwile to było śniadanie czy przerwy między zajęciami. Ciężko to znosiliśmy, w każdym razie on dostał awans niecały tydzień po rozpoczęciu nowej pracy, mimo iż na początku było to  pół etatu, po kilku dniach dostał cały.
Ja miałem swoje stanowisko, cały czas to samo i niestety nic nie wskazywało na to, by w najbliższym czasie coś się zmieniło. Sądzę, że ta sprawa jest całkowicie jego winą, a mianowicie jego zniewalającej urody, pociągającego uśmiechu oraz równie pociągającego charakteru... Wielokrotnie, kiedy gdzieś razem wychodzimy muszę dobitnie informować otoczenie, że Sasuke jest mój i koniec, a ten, choć wcale nie musi, akurat w takich chwilach klei się do mnie najbardziej, jakby to było jakimś sygnałem, że czas rozpocząć przedstawienie. Och, jak ja uwielbiam, kiedy te wszystkie kelnerki barmanki i Bóg jeden wie kto jeszcze, z maślanych oczek zmieniają spojrzenie na ciskające pioruny, na kilometr ziejące zazdrością spojrzenia. Chyba nie powinienem, ewentualnie nie powinienem się do tego przyznawać, ale czuję wtedy satysfakcję. Jakbym wygrał nagrodę, na którą ciężko pracowałem długi czas. Jeżeli to uczucie nie jest wynikiem jak najbardziej szczerej i głębokiej miłości, to jak już chyba wariuję. Tak. Po latach nienagannego zdrowia, nagle coś zaczyna szwankować. Eh, starzeję się, pociesza mnie myśl, że każdy z nas się starzeje. Jedni szybciej, drudzy wolniej ale jednak! Nie jestem w tym sam.
            Ale wracając do poprzedniego wątku... Publiczne obściskiwanie zawsze jakoś mnie peszyło, choć teraz czuję się zadowolony gdy to robi. Miło wiedzieć, że chce publicznie zadeklarować swoje uczucia. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku. No nie zawsze ale o tym innym razem.
Tamtego dnia wracałem bardzo zmęczony po pracy. By późny wieczór a miałem przed sobą jeszcze długie godziny mozolnej nauki i nadrabiania zaległości w lekturach, do tego jeszcze nie kupiłem nowego laptopa, musiałem pracować na średniowiecznym gracie który ciągle się zacinał. Obecnie nie mogłem pozwolić sobie na tak duży wydatek jakim jest zakup nowego laptopa. Z dnia na dzień notatek przybywa, kupki kartek na moim biurku rosną, przypominając mi o nieubłaganie zbliżającym się terminie egzaminu.
Szedłem spacerkiem, nie miałem siły na nic więcej, choć bardzo chciałem być już w domu. Niestety obawiam się, że mojego Sasuke albo jeszcze nie będzie albo śpi. Rozumiem, może być zmęczony, też nie ma łatwo, szkoda mi go budzić z drugiej jednak strony mam wielką ochotę z nim porozmawiać. Ale dobrze wiem, że jak już zaśnie nie obudzi go prawie nic. Zatem zazwyczaj pozwalam mu się spokojnie wyspać. Po co ma chłopak później zasypiać na stojąco?
Więc na pewno zrozumiałe jest moje ogromne zdziwienie, gdy zamiast zamkniętych na klucz drzwi i pustego mieszkania, przywitał mnie mój ukochany, z szerokim uśmiechem na ustach. Och jakże się ucieszyłem! Z miejsca padłem mu w ramiona, mamrocząc, że nie mam na nic siły. Torba, którą miałem wówczas na ramieniu wydała mi się równie ciężka, co kilka kilogramów kamieni. Nie odsuwając się od niego zrzuciłem ją z ramienia na podłogę. I tak nie było w niej nic, co mogły się uszkodzić.
Śmiejąc się pod nosem kopnął drzwi, tym samym je zamykając, a później na wpół wlokąc na wpół niosąc, przetransportował mnie do sypialni gdzie delikatnie ułożył mnie na łóżku. Na szczęście było ogromne i bardzo, naprawdę bardzo miękkie. Chwilę później położył się obok, głaskał moje włosy i co jakiś czas całował w skroń. Może liczył na to, że zasnę? Faktycznie byłem senny i zmęczony, ale jakoś teraz nie śpieszyło mi się do krainy snów. Leżałem więc z zamkniętymi oczami delektując się chwilą. Dotyk dłoni Sasuke był tak kojący, przyjemny oraz po prostu usypiający, że mimo upartej walki zasnąłem, jak sądzę na dłuższą chwilę. Obudziłem się jednak, kiedy mój chłopak próbował po cichu opuścić pokój. Nie wiem czy to dlatego, że zniknęła głaszcząca mnie dłoń czy może poczułem brak jego ciepła.
Od razu przytuliłem się do jego pleców, oddając mu cały ciężar mojego ciała i całując lekko w kark.
- Jesteś wcześniej – mruknąłem. Mój głos wciąż był zaspany.
- Yhym – potwierdził, by po chwili wyplątać się z mojego uścisku i złapać mnie za rękę. – Chodź do kuchni.
Jako, że nie byłem jeszcze śpiący pozwoliłem pociągnąć się w tamtym kierunku, posadzić się na krześle przed talerzem z kanapkami i kubkiem parującej herbaty. Przetarłem oczy, ziewnąłem. Tradycyjny rytuał po spaniu, inaczej człowiek nie da rady. Przyjrzałem się stojącemu przede mną posiłkowi, zastanawiałem się, kiedy udało mu się to zrobić. Chyba, że wtedy, kiedy uznałem, że dopiero wychodzi z sypialni. Tak, zapewne zrobił je wcześniej, jak jeszcze spałem a potem zajrzał do mnie. Eh, kochany Sasuke.
            Zjadłem ze smakiem, dopiero wtedy poczułem, że byłem naprawdę głodny. Zmęczenie zakrywało wszystkie inne potrzeby mojego ciała. Patrzyłem na niego, co rusz odpowiadając na te radosne uśmiechy posyłane w moim kierunku. Och, więc dzisiaj ma wyjątkowo dobry humor, cieszyło mnie to. Skoro on przygotował jedzenie, ja czułem się w obowiązku posprzątać. I kiedy tak, stałem przed zlewem myjąc naczynia – nie widziałem sensu czekania do rana aż zmywarka umyje dwa talerze – poczułem jak obejmuje mnie w pasie.
- Mam dla ciebie niespodziankę – szepnął mi do ucha, po czym czmychnął do salonu. Spokojnie dokończyłem swoje, udając , że wcale nie mam ochoty rzucić tego talerza i od razu pobiec za nim. Uwielbiam niespodzianki, sądzę, że w przyszłości też będę je lubił.
            Czym prędzej udałem się za Sasuke, zastałem go rozłożonego na kanapie z uśmiechem satysfakcji na twarzy. Uśmiechem, który mówił „ Ja coś wiem, a ty nie!”. Och, jakie to ekscytujące! Niemal wskoczyłem na miejsce obok niego. Dostałem za to buziaka w policzek i kolejny piękny uśmiech.
- Proszę, prezent dla ciebie – wskazał dłonią pudełko leżące na stoliku.
W pierwszej chwili zupełnie nie domyślałem się, co to może być. Wziąłem w dłonie owy przedmiot, a kiedy dotarło do mnie, co trzymam na kolanach aż wciągnąłem powietrze do płuc, zatrzymując je tam na krótką chwilę. Laptop! Nowiutki laptop! A dopiero narzekałem, że muszę pracować na gruchocie.
- Ale... Sasuke...
- Żadne „ ale”, to prezent.
- Dziękuję – odłożyłem urządzenie by przytulić Sasuke.
- Mówiłeś, że męczy cię już pracowanie na tamtym starym więc... Dostałem awans, mam większą wypłatę... Po za tym chyba mogę cię trochę rozpieszczać – pogłaskał mnie delikatnie po policzku.
- Z jakiej to okazji?
- Bez okazji – zachichotał. – A czy muszę mieć okazję by sprawić radość mojej miłości?
- Gratuluję – odparłem szczerząc się niczym kot z Cheshire.
- Czego? – wydał się szczerze zdumiony.
- Awansu kochanie, awansu! – Śmiejąc się pocałowałem go mocno, niemal od razu wdrapując mu się na kolana.
Całowaliśmy się dłuższą chwilę. Nie wiem, kiedy straciłem koszulkę, wiem, że zdążyłem rozpiąć Sasuke spodnie by dokopać się do jego koszuli elegancko włożonej w spodnie, kiedy oddychając już nieco szybciej powstrzymał mnie z tym swoim błyskiem w oku.
- Czekaj, to jeszcze nie wszystko.
- Masz dla mnie więcej prezentów? – poruszyłem sugestywnie brwiami dając mu do zrozumienia o jakich prezentach myślę. Zachichotał natychmiast, domyślając się, co mam na myśli.
- Rozbestwiłeś się ostatnio – mruknął uwodzicielsko. – Ale nie o tym mówię.
Usiadłem nieco inaczej,dłonie układając na jego karku by masować go delikatnie. Pozwoliłem by takim samym zabiegiem potraktował moje biodra.
- Och, no wyduś to z siebie! Chcę wiedzieć! – jęknąłem po dłuższej chwili, nie mogąc znieść napięcia.
Uśmiechał się przebiegle, nie przerywając masażu.
- Tak bardzo ciekawy? – widziałem, że doskonale się bawi.
- Bardzo, bardzo... – pochyliłem się by móc wymruczeć mu to do ucha.
- Skoro tak... Powiem Ci.
Czekałem kolejną ciągnącą się wieki chwilę by w końcu usłyszeć:
- Itachi dzisiaj dzwonił. Znalazł dla nas świetną ofertę – Oczy mu się błyszczały, cieszył się.
- I co dalej?...
- Musimy się dzisiaj spakować. Lecimy na Karaiby – zastanawiałem się czy od tego uśmiechu nie bolą go policzki?
- Żartujesz – mruknąłem. – Niby, kiedy mamy tam jechać?
- Jutro rano. Na długi weekend, Itachi wszystko załatwił z uczelnią i naszymi pracami – niezrażony wciąż się uśmiechał.
- Naprawdę?
- Naprawdę.
- Ale tak serio, serio? – Wciąż nie dowierzałem.
- Tak, kochanie – ujął moją twarz w obie dłonie. – Jutro lecimy na wyspy.
Nie czekając dłużej wpiłem się gwałtownie w jego wargi, jednak nim zdążył zareagować zerwałem się na równe nogi i łapiąc nowiutkiego laptopa pod pachę czmychnąłem do sypialni. Jego wesoły śmiech towarzyszył mi jeszcze chwilę, gdy rozpakowywałem prezent, a następnie wyrzucałem z szafy wszystko co chcę zabrać.
- Muszę się spakować! Chodź mi pomóż! – Zawołałem, gdy nie przyszedł do mnie od razu. Kilka minut później pojawił się z naszą walizką. Och, to będzie wspaniały weekend!

1 komentarz:

  1. Witam,
    o tak ten rozdział to wspaniały jest, Sasuke dał taki cudny prezent Naruto i jeszcze ten wyjazd...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń