wtorek, 24 listopada 2015

Pomarańczowy Płomyczek X



Witam wszystkich :) Nadaj żyję nic mi nie jest, jak zwykle nie mam kiedy pisać. Klasyczny problem jaki mnie spotyka odkąd pamiętam. Brak czasu, zbyt krótka doba i takie tam :) Niemniej jednak wciąż tworzę, staram się jak mogę, pracuję nad regularnymi notkami ( efekty co prawda są marne jak widzicie, ale walczę!) Nie przedłużając, zapraszam na rozdział dziesiąty. Mile widziane wasza opinia w komentarzach! 
Aoi
            W głowie Sasuke, kłębił się ogrom myśli, których nijak nie mógł się pozbyć, a tym bardziej okiełznać. Gonitwa spowodowana wydarzeniami poprzedniego dnia stawała się coraz gorsza, tym głośniejsza im bardziej starał się ją uspokoić. Miał wrażenie, że ktoś wszedł do jego głowy i dyryguje tym chaosem, widział w tym pewien schemat. Raz pojedyncza myśl rozwijała się długo, przez kilka minut by następnie przerodzić się w kilkanaście innych, przy czym każda z nich zmierzała w zupełnie inną stronę. Jakże by mógł to wszystko zrozumieć? Jak miał to wszystko połączyć ze sobą w jednej chwili? Miał ogromne problemy ze
skupieniem, głowa go już bolała od tych wszystkich myśli wręcz naszpikowanych pesymizmem. Jedna, może dwie myśli niosły ze sobą pozytywne odczucia, reszta jak łatwo się domyślić niekoniecznie. W spodniach wciąż miał zmiętą karteczkę z groźbą, czuł ją ilekroć włożył dłoń do kieszeni, z nadzieją, że to była tylko jego wyobraźnia, w końcu, czemu miałby nosić ze sobą jakąś groźbę? W czym to pomoże? Jeszcze Naruto znajdzie ją przypadkiem, jeśli mu wypadanie, co jeśli znajdzie ją ktoś inny? Sasuke potrząsną głową. Od wczoraj zaczynał już szaleć. Denerwowała go bezradność, nie mógł w tej chwili nic zrobić, nic po za chodzeniem za Naruto. Obawiał się też, że chłopak prędzej czy później powie mu, że ma spadać, nikt nie lubię być całodobowo obserwowany. W takiej sytuacji musiałby go śledzić, jednakże to również nie wchodziło w grę. Jakby nie patrzeć Naruto odebrał odpowiednią edukację, choć nie do końca wiedział, w jakim celu uczono go tego wszystkiego.
            Największe zaskoczenie czekało go w drugim semestrze. Sasuke już nie mógł się doczekać momentu, w którym blondyn zobaczy swój plan lekcji. Oh, ile wtedy będzie pytań, ile zakłopotania! Nowa rozrywka dla Sasuke w tym teatrze.
            Instytucja była przystosowana do zaspokajania wszelkich potrzeb wychowanków, jednak nikt nie był przygotowany na grad pytań, dociekań, ciekawskich spojrzeń Naruto. Wbrew pozorom potrafił człowieka zdenerwować, szczególnie, gdy zadawał jedno pytanie po kilkanaście razy udając, że za pierwszym razem nie usłyszał odpowiedzi, albo że coś jest dla niego niejasne. Chłopak lubił wynajdować niestworzone zajęcia ludziom wokół niego.
            Mniejsza o upodobania rozrywkowe, w tej chwili pojawił się odrobinę, tylko odrobinę większy kłopot do rozwiązania. Sasuke musiał wymyślić, skuteczny sposób na zaabsorbowanie uwagi przyjaciela, tak aby zająć cały jego czas wolny, w którym będzie mógł mieć go na oku. W tej chwili priorytet stanowiło jego bezpieczeństwo.
Mimo że się domyślał, nie był pewien jak zachowa się Sai, teraz jedyne co mu pozostało to czekanie na jego kolejny ruch. Nie mógł przecież przygotować się na wszystko, nie może owinąć Naruto materiałem kuloodpornym i zamknąć w schronie, nie może też zmusić go do unikania kolegi z klasy. Chyba, że by mu wszystko wyznał a na to jest zdecydowanie za wcześnie.
- Sauke?
Skąd może zdobyć informacje… Potrzebuje realnego źródła na temat organizacji, która kieruje Saiem. Ktoś na pewno za tym stoi. Jego brwi marszczyły się coraz bardziej, im bliżej był pomysłu. Czuł, że krąży wokół nie mogąc trafić na skarb, którym w tej chwili jest poszlaka gdzie szukać. Skąd widzieć, kim był Sai? Bo co o nim wiadomo… Hm, zupełnie nic. Jedynie to, że pojawił się po latach, zna historię…
- Sasuke?
… jego rodziny, wie co się wydarzyło kim jest chłopak, dlaczego się tu znalazł…
-Sasuke!
… jakim cudem przeżył taką katastrofę, być może wie nawet kto za tym stoi…
- Au! Kurde, nie wrzeszcz ludziom do ucha, nie jestem głuchy – warknął zatykając ucho, do którego przed chwilą wrzasnął, Naruto.
- Wołam cię i wołam, a ty nic. To pomyślałam, że to pomorze – wzruszył ramionami, jakby zupełnie nie wiedział, co złego zrobił. -  Co się z tobą dzieje? Wszyscy już wyszli.
- Tak, kiedy? – Podejrzliwie zmrużył oczy.
- Jakieś dziesięć minut temu. Odleciałeś czy co? Człowieku, stoję nad tobą już dość długo.
Brunet wstał i zaczął się pakować, następnie spojrzał na Naruto oczekując, że poprowadzi go w kierunku następnej lekcji.
- No, prowadź.
- Wszystko w porządku? Od wczoraj jesteś dość spięty.
- Tak, jasne. Martwe psy, rzeka krwi, groźby… - marudził pod nosem.
- Co tam marudzisz? – nachylił się przykładając dłoń do ucha. – Jestem chyba głuchy.
- Oh, no popatrz, to wiadomo nie od dzisiaj – zdzielił go w bok dla zabawy.
- Rozumiem, później wezmę odwet. Chodź, chce coś jeszcze zjeść, a zaraz minie nam przerwa.
- Co mamy? – Zapytał ziewając.
- A nie wiem, ale chyba gdzieś na dole. Podążaj za tłumem! – Uśmiechnął się rozbawiony.
Przez chwile szli w milczeniu, po chwili Naruto zaczął recytować co chciałby zjeść podczas przerwy. Było tego tak dużo, że postanowił podzielić to na dwa posiłki, a mianowicie drugie i trzecie śniadanie a po nim słodkość po śniadaniowa. Sasuke słysząc to od razu poinformował go, że potem muszą iść poćwiczyć. Nie mogą stracić formy w tak niebezpiecznym momencie.
- No coś ty! Nie po to jem żeby to spalić! – Wykrzyknął. – Chce żeby jedzenie było ze mną cały dzień. -  Przeciągnął sylaby.
- Do czasu aż trafi do toalety! – Zawołał ktoś za nimi, a Naruto tylko pomachał i dalej z szerokim uśmiechem, teraz niemal już truchtał do stołówki.
Jak się okazało stołówka nie była taka zła, jedzenie było dobre, ale niestety drogie. Co dziwniejsze, codziennie przywożono świeże owoce, nawet, jeśli wszystkie nie zeszły, takie było rozporządzenie Tsunande. Absolutnie nikt nie mógł się temu sprzeciwić.
            Kiedy w końcu udało im się dopchać do lady i zamówić upragnione jedzenie Sasuke spostrzegł, ze lada moment zadzwoni dzwonek. Poczekał aż Naruto zje upragniony posiłek, odprowadził go na zajęcia po czym jak najszybciej udał się do piwnic budynku.
            Przyglądając się jak blondyn pałaszuje swoje zamówienie wpadł mu do głowy genialny pomysł. Przecież w szkole są archiwa. Sai wspominał, że wcześniej chodził tu jego brat, do tego wraz z kolegami zapisał się do historii szkoły, nie powinno być trudno znaleźć o nim informacji. Powinno być odnotowane, przynajmniej pochodzenie i rodzina albo ród. Dzięki temu już mógłby znaleźć poszlaki, cokolwiek co pomogłoby mu dociec, kim są prześladowcy młodego Pana Mafii.
            Napisał do Kakashiego, że nie będzie go na lekcjach, jednak nie mógł powiedzieć, dokąd się udaje. Nawet dla niego archiwa były zakazane. Było tam zbyt dużo poufnych informacji, danych zakazanych i chronionych, starannie ukrywanych. Prawdopodobnie archiwum ukrywało nie tylko dane wszystkich uczniów oraz absolwentów, ale i azyle, schrony czy kryjówki, do których należałoby oddelegować uczniów w razie wojny. Przecież szkoła jest zapełniona przedstawicielami trzech mafii, z czego dwóch najbardziej znaczących i niebezpiecznych zarazem.
            Teraz musiał się wysilić. Choć skradanie zawsze przychodziło mu łatwo, system zabezpieczeń szkoły jest naprawdę wyjątkowy. Chronią prawie wszystkiego, jedyne miejsce z pominiętą ochroną to internat. Nie wiedzieć czemu, tam nigdy nic nie działa. Sasuke podejrzewał, że to zasługa któregoś z uczniów, dzięki temu mogli bezkarnie przekradać się między internatami, jak i organizować imprezy w tygodniu. Dopóki nikomu nie działa się krzywda wszyscy przymykali oczy na takie zachowanie, choć regulamin szkoły wyraźnie zabrania podobnych praktyk.
            Czarnowłosy ostrożnie stawiał każdy krok, uważając przy tym by o nic nie zahaczyć. Obawiał się, że nie tylko drzwi prowadzące bezpośrednio do archiwum są wyposażone w alarm ale i inne przedmioty. Mimo iż pomagał w zamontowaniu większości kamer akurat tutaj nie miał wstępu. Tak naprawdę nie wiele mógł zrobić nie wiedząc dokładnie czego szuka, ale warto spróbować. Akta Saia i brata powinny być połączone w jedną teczkę, jeśli faktycznie pochodzą z jednego rodu, a Sai nie oszukuje.
            Korytarzem prowadzącym do piwnic nikt nie chodził toteż Sasuke bez problemu dostał się tak gdzie chciał. Co prawda nie obyło się bez chodzenia na palcach czy przytulania się do ściany za każdym razem gdy słyszał dźwięk podobny do kroków. Teraz przed nim pojawił się kolejny problem. Musiał otworzyć drzwi. Również o tym pomyślał wcześniej i „ pożyczył” od ojca kartę wstępu do archiwum. Chwilę później wchodził już do ogromnego pomieszczenia ze słabą wentylacją, szpitalnymi lampami na wysokim suficie i ogromnymi półkami. W powietrzu unosiła się woń starych książek i stęchlizny, do tego żółtawe światło i szare ściany, sprawiały, że klimat panujący na sali nie należał do najprzyjemniejszych. Skrzywił się czując jak do jego płuc dostaje się wilgotne powietrze. Wzruszył ramionami i zabrał się do poszukiwań.
            Akurat kiedy przeglądał trzeci regał przepaliła się żarówka przez co musiał ściągać pudła z półek i przenosić się z nimi kilka metrów dalej do źródła światła.
Przy pierwszym regale był pełen zapału. Przy drugim zastanawiał się czy aby na pewno szuka w odpowiednim miejscu, trzeci i czwarty jeszcze miał siłę i zapał ale kiedy przyszłą kolej na osmy, zaczynał wątpić w swoje umiejętności poszukiwacza. Zerknął na zegarek, siedzi tu już od ponad dwóch godzin… Może jednak akta czarnowłosego są w innym miejscu, na przykład w gabinecie Tsu…
- Bingo – mruknął do siebie, kiedy trafił na odpowiednią teczkę. Dokładnie w tym samym momencie drzwi zaskrzypiały i ktoś wszedł do pomieszczenia.  Sasuke zamarł w bezruchu  na kilka sekund po czym szybko odłożył pudło na miejsce, akta Saia chowając pod bluzę. Powolnym krokiem ruszył do wyjścia. Był czujny, skupiony, starał się poruszać bezgłośnie. Zrobił jeszcze kilka kroków – słyszał już tą druga osobę – jeszcze chwila – widział cień naprzeciw siebie…
            W chwili gdy już miał się dowiedzieć kto jeszcze zakrada się do archiwum, światła zamrugały i zgasły zupełnie.

6 komentarzy:

  1. Witam,
    ach autorko cieszę się z tego tekstu, nie przeczytałam, sama nie mam kiedy (mam tyle zaległości na blogach) ale Ty dzisiaj zrobiłaś mi niespodziankę bo wchodzę z zamiarem zadania nurtującego mnie pytania „żyjesz jeszcze?, nie zapomniałaś o blogu?” a tutaj rozdział ;] jak będę miała chwilę to przeczytam i się odezwę...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Taaaaaak. Wreszcie doczekałam się płomyczka!
    Epik epik cholerne światła. Wesołego ajjka na nowy rok!
    Ecleette

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam,
    w końcu po dłuższym czasie udało mi się przeczytać rozdział, świetny, ciekawe kto tam zajrzał, może Sai,choć mam nadzieję, że to jednak nie on i toż to wielka zbrodnia kończyć w takim momencie...
    Multum weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj,
      Dziękuję za życzenia i miłe słowa. :)
      Zapraszam do czytania kolejnych rozdziałów.
      Pozdrawiam,
      ~ Aoi ~

      Usuń
  4. Witaj!
    Najpierw zacznę od moich "ale", bo w końcu jakieś muszą być. :P
    1. Zaupełnie jak w "Lazurowym Oceanie" niektóre interakcje między bohaterami dzieją się zdecydowanie za szybko, np. to, że Naruto i Sasuke po tylu latach ot tak sobie normalnie rozmawiają i zachowują się jak gdyby nigdy nic oraz ujawnienie się złych intencji Sai'a - mogłaś to trochę przesunąć w czasie, potrzymać nas w niepewności. ;)
    2. Według mnie zbyt późno wyjaśniłaś, iż jest to szkoła dla dzieci gangsterów. Trochę mnie to zaskoczyło, jednak niezbyt pozytywnie. To samo tyczy się sharingana Sasuke. W mojej opinii, nie bardzo pasuje to do całokształtu tego opowiadania. Mogłaś na początku bardziej przedstawić świat, w którym będzie się rozgrywała akcja opowiadania, bo teraz to mi nieźle namieszałaś, dodając elementy fantastyczne.
    A teraz plusy!
    1. W tym opowiadaniu kreacja Sasuke podoba mi się o wiele bardziej. Widać, że jest draniem i to lubię! (taki fetysz)
    2. Poprawiłaś swoją interpunkcję. Mimo, iż popełniasz gdzieniegdzie błędy, to czyta się to o wiele przyjemniej niż pierwsze rozdziały "Lazurowego Oceanu". :)
    3. Dodajesz bardzo dużo opisów, cenię to. Sama mam często zbyt dużo dialogów w swoich opowiadaniach. Ty natomiast bardzo ładnie równoważysz te dwie rzeczy.
    Życzę weny i czekam na kolejne rozdziały. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,
      Jejku! Tak długiego komentarza daaawno nie widziałam! Jestem bardzo mile zaskoczona.
      Zawsze mówię, że krytyka jest dobra, a konstruktywna i sumiennie przekazana, to już szczególnie! :3
      Niektóre rzeczy pojawiają się nagle, ponieważ równie "nagle" postanowiłam wpleść je w fabułę, choć zdaję sobie sprawę, że to może nieco dezorientować czytelnika. Mam nadzieję, że mimo wszystko, to nie zniechęci do dalszego śledzenia losów Sasuke i Naru w tej historii.
      Co do sharingana, nie jest to jedyna " tajemnica" tego opowiadania, ale reszta wyjdzie w trakcie pisania.
      Kiedy zaczynam pisać jakieś opowiadanie, nie ważne jak skrupulatnie wszystko zaplanuję, zawsze w trakcie pojawiają się nowe pomysły, które po dodaniu,faktycznie czasem dają efekt chaotycznego połączenia i wciskania. Staram się to minimalizować, ale nie zawsze wychodzi.
      Bardzo dziękuję, również za wymienienie plusów. :D Robi mi się ciepło w serduszku, gdy czytam wszystkie komentarze.
      Wzajemnie życzę dużo weny.
      Pozdrawiam,
      ~ Aoi ~

      Usuń