sobota, 28 maja 2016

Najwyższy czas.


 Hej ho, oto, kolejny oneshot! Moim zdaniem niezwykle spokojny i przyjemny. Miłego czytania.
~ Aoi ~

Poznaliśmy się na zaręczynach mojej ciotki. Pierwszy raz widziałem ją na oczy, ale mama mówiła, że to jej bliska rodzina. Cóż, najwyraźniej nie aż tak bliska, skoro nigdy nas nie odwiedzała, a przynajmniej naprawdę nie mogę sobie przypomnieć bym kiedykolwiek, ale to naprawdę kiedykolwiek ją widziała.

                Jej wiek wydawał się idealny do za mąż pójścia, była po czterdziestce i to były już czwarte zaręczyny. Z tego co się orientuję, tylko jedne doszły do skutku, po czym świeżo upieczony małżonek zmarł z nieznanej nam przyczyny. Nikt nigdy o tym nie informował, nikt o tym nie mówił. Ot po prostu owiana tajemnicą rodzinna tragedia.
Z resztą to nie moja sprawa, nie będę się wtrącał. Przyszedłem tu tylko dlatego, że rodzice mnie ze sobą przyciągnęli, a że i tak nie miałem co robić w domu… Cóż, samo tak wyszło.
                Postanowiłem nie rzucać się w oczy, pozostać w ukryciu, zatem usiadłem na uboczu, na bujanej ławce. Mało osób tędy chodziło, głównie dzieci albo palacze, więc czułem się bezpiecznie. Nie miałem ochoty z nikim rozmawiać, dlaczego miałbym mieć?
Byłem odludkiem od zawsze, ciężko było mi się odnaleźć w grupie. Żadna z poznanych osób nie wydawała mi się szczera, ani dobra. Nikomu nie byłem w stanie zaufać na tyle, by się zaprzyjaźnić. Zawsze mówiłem, że są tylko moimi znajomymi, unikałem mówienia o sobie. To takie męczące. Patrzę z boku na tych uśmiechniętych ludzi i zastanawiam się jak to możliwe, że tak dobrze żyją z innymi? Nie boją się zdrady? Nie boją się plotek? Nie boją się… Bliskości z innymi?
                Najwidoczniej to ze mną jest coś nie tak, nie z nimi. Albo to oni są doszczętnie zepsuci, a ja jeden na całym świecie dobry i wspaniały…
Prychnąłem na samą myśl o tym. Prędzej to pierwsze.
Siedziałem na ławce kiwając się lekko w przód i w tył, huśtawka posłusznie się poruszała jak jej nakazałem. Nudziłem się nieprzeciętnie, w końcu nie miałem tam żadnych kolegów, nawet z kuzynami rozmawiałem tylko przez chwilę, po czym kiedy wyczerpały się podstawowe tematy, ulotniłem się dyskretnie, nie chcąc  ciągnąć tej farsy.
- Cześć – odezwał się jakiś głos za mną. Niechętnie zerknąłem przez ramię i uśmiechnąłem się kącikiem ust. Był to ciemnowłosy chłopak, poznany jakąś godzinę temu. Prawdopodobnie gość od strony przyszłego Pana Młodego.
- Daruj sobie, nie mam ochoty rozmawiać – chciałem go spławić jak najszybciej.
- Spokojnie, nie będę przeszkadzał. Mogę dołączyć? – wskazał dłonią wolne miejsce obok mnie.
Wzruszyłem ramionami. Był przystojny, nienagannie ubrany, elegancko uczesany i miał boski głos. Mógłbym odmówić?
- Jasne – mruknąłem, z nadzieją, że nie zostanie na długo.
- Jak ci się podoba?
Oh, na pogaduchy mu się zebrało…
- Nie jest źle, biorąc pod uwagę, że to już czwarte zaręczyny… Ciotka doszła do wprawy.
Sasuke, ponieważ chyba tak brzmiało jego imię, parsknął urywanym śmiechem, chyba chciał udawać, że to kaszel.
- Hm, dla niego to chyba piąte. Poprzednie żony go zostawiły. Właściwie nie znam tej historii. To jakiś daleki kuzyn mojego ojczyma.
- Mama wyszła ponownie za mąż? – jakże odkrywcze pytanie. Sto punktów do umiejętności gawędzenia.
- Tak.
Na tym koniec naszej konwersacji. Siedzieliśmy tak w ciszy, nic nie mówiąc, tylko huśtaliśmy się na ławce. Nic więcej, a jednak czułem się dobrze. Zadziwiająco dobrze jak na spędzanie czasu z kimś, kogo widzę pierwszy – dobra, drugi – raz w życiu.
- Mieszkasz tu? – zapytał wygodniej się układając.
- Yhym. Całkiem niedaleko, jakieś dwadzieścia minut drogi samochodem. Mieszkam w centrum.
- Ja wynajmuję tam mieszkanie. Niedawno skończyłem studnia.
- Zatem, gratuluję – podejrzewam, że podobnej odpowiedzi się spodziewał.
- Nie ma czego, wierz mi… Może spotkamy się kiedyś? Wyskoczymy do baru czy coś?
Zastanowiłem się chwilę, od dłuższego czasu nigdzie nie bywałem, a skoro nadarza się okazja, czemu by nie. Może będzie fajnie. Może…
Z przyjęcia wyszedłem z numerem tego Sasuke, adresem kawiarni, w której mieliśmy spotkać się na kawie gdyż ja nie pije alkoholu, zatem odwiedzanie baru mijało się z celem.
                Długo zastanawiałem się nad tym, czy warto ryzykować, ale jak nie teraz to kiedy? Kiedy będzie czas na szaleństwa? Kiedy pozwolę sobie na romanse i flirty? Nie wiem, chyba najwyższy czas, podobnie jak w przypadku mojej nieszczęsnej ciotki. Zarówno jej, jaki i mi, najeży się coś od życia! I właśnie zamierzam to coś,  do siebie przyciągnąć oraz chwytać pełnymi garściami. Oj, bardzo pełnymi. Takie przypadki trafiają się raz na… W moim mniemaniu milion lat.
                Spotkaliśmy się na kawie, później na kolejne i na kolejnej. Aż doszło do tego, że spotkania stały się regularne. Rezerwowałem każdą wolną chwilę właśnie dla niego, po to by wspólnie robić cokolwiek. Czasem pracowałem do późna w domu, a on siedział obok mnie czytając książkę. W inne dni spędzałem w jego biurze, długie godziny nudząc się i obserwując go za biurkiem.
Niespodziewanie odnalazłem to, czego nieświadomie długo szukałem. Stał się moim przyjacielem, lubiłem tak o nim myśleć. Oto nadszedł dzień, w którym miałem z kim pogadać, gdzie wyjść i z kim się nudzić. Spełniły się moje skryte marzenia.
Tak minął nam rok i zdecydowaliśmy, że między nami jest coś więcej, niż tylko przyjaźń. Postanowiliśmy spróbować być razem, być parą.
Wcześniej jedynie przeżywałem przelotne związki, mało jaki mężczyzna oczekiwał poważnych związków z innym mężczyzną. Dla większości liczyło się tylko łóżko. Ja jednak chciałem czegoś stałego.
Czy to też było dziwne?
Patrząc na szczęście moich rodziców miałem nadzieję, że kiedyś i mnie spotka podobne.
                Z Sasuke… Z Sasuke życie było inne. Piękne ale i trudne. Miał bardzo ciężki charakter, powiedziałbym: wręcz nieustępliwy. Były chwile, kiedy naprawdę ciężko było mi z nim wytrzymać, podejrzewam, że jemu ze mną również. Mimo to, mam same wesołe wspomnienia, same dobre wspomnienia. Każda kłótnia kończyła się dobrze, a potem o tym zapominaliśmy. Przeważnie wychodziło na to, że sami nie wiedzieliśmy o co się kłócimy, więc wszystko szło w zapomnienie…
                Spędziliśmy ze sobą długie, szczęśliwe lata.
Chciałbym to napisać, ale te długie szczęśliwe lata są dopiero przed nami!
Dziś się przeprowadzamy, wyjeżdżamy i sądzę, że wrócimy tylko na święta, albo aż na święta. Sam nie wiem. Wszystko przed nami.
                Zdecydowanie to był najwyższy czas na tamto spotkanie.
Do dziś dziękuje… Nie wiem, chyba swojej intuicji za to, że tamtego dnia z nim porozmawiałem i zgodziłem się na spotkanie w kawiarni. Tak, prawdziwe  zrządzenie losu. Z tego wszystkiego aż się uśmiechnąłem, ale to już chyba sam do siebie. Sasuke jest w innym pokoju, pakuje ostatnie pudła.



5 komentarzy:

  1. Cześć!
    Twój blog został pomyślnie zareklamowany na naszym spisie. Dziękuję za zgłoszenie się :) Zapraszam do informowania nas o nowych rozdziałach w przeznaczonej do tego zakładce.

    Pozdrawiam,
    Shiroi z Narutomanii

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam! Zapraszam do mnie na life-of-shinigami.blogspot.com
    Jest to opowiadanie autorskie oparte na pewnym anime, lecz nawiązań do niego jest tak mało, że spokojnie można go zakwalifikować jako zwykłe fantasy. Zresztą, co ja ci będę pisać. Wejdź i sam sprawdź :)
    Pozdrawiam,
    Heques

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej,
    Chętnie zajrzę jak będę miała chwilkę, dziękuję. :)
    Pozdrawiam,
    Aoi.

    OdpowiedzUsuń
  4. Naruto aspołeczny? podoba mi się... i co zrządzenie losu, spróbował i się opłacało...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń