wtorek, 28 czerwca 2016

Pomarańczowy Płomyczek XI

Hej, hej.
W końcu po długim czasie, udało mi się napisać kolejny rozdział " Płomyczka". Choć wydaje mi się, że mógł być dłuższy nie chciałam nic dodawać na siłę.
Miłego czytania, oh, a gdyby ktoś chciał podzielić się swoim zdaniem, śmiało, komentarze są do waszej dyspozycji! 
~ Aoi ~

Sasuke zaklął widząc… a właściwie nic nie widząc. Pierwsze co przyszło mu do głowy, to zrobienie kilku kroków w tył, wycofać się i schować za jedną z pólek. Wydawało mu się, że jeśli to zrobi, nikt go nie znajdzie. A na pewno nie osoba, która prawdopodobnie przed nim stała. Z drugiej strony, jeśli trafi w regał z pudłami… Oj, mogłoby się to bardzo źle skończyć. Nie wiedząc co zrobić zastygł w bezruchu. Wydawało mu się, że wszystko stanęło w miejscu z powodu tej małej anomalii jaką jest brak światła.

- Rusz się! – syknęło tuż przed nim. – Nie stój jak kołek. Zaraz nas znajdą!
Zanim zdążył odpowiedzieć jakaś dłoń złapała go za łokieć i brutalnie szarpnęła. Sasuke potknął się na progu, nie spodziewając się podobnego ruchu.
To była jego jedyna słabość: w całkowitej ciemności tracił orientację mimo wielu treningów.
Bez narzekania dał się wepchnąć do małego wąskiego pomieszczenia, chwilę później poczuł jak przyciska się do niego drugie ciało, drzwi trzasnęły i szczękną zamek. Ktoś odetchnął. Oh, zdecydowanie to był oddech ulgi.
- Co się…
- Cicho! – dłoń zatkała mu usta.
Oczy Sasuke się rozszerzyły w szczerym zdziwieniu, kiedy rozpoznał dłoń, a raczej zapach jaki dopiero po kilku sekundach dotarł do jego nozdrzy. Dobrze znał ten zapach, aż dziwne, że nie wyczuł go wcześniej.
Stali tak chwilę w milczeniu, nic się nie działo, a cała ta maskarada wydała się śmieszna i niepotrzebna. Przecież nikogo tam nie ma! Słyszeliby kroki, trzask drzwi, czy cokolwiek co wskazałoby na obecność innych osób w archiwum. I kiedy Sasuke przymierzał się do tego, aby wyrwać się napastnikowi – bądź wybawicielowi -  aby zdzielić go po głowie lub w inny sposób pokazać, swoje niezadowolenie… usłyszał łupnięci i  zastygł w bezruchu.
Czekał tak długo, aż był pewny, że nikogo już nie ma, wtedy delikatnie odsunął dłoń ze swoich ust i szepnął:
- Co się dzieje?
- Naprawdę nie słyszałeś, że ktoś się zbliża?
- Nie.
- Wyszedłeś z wprawy Panie Idealny – wyraźna nuta ironii w głosie.
Sasuke przewrócił oczami, aż żałował, że i tak tego nie widać.
- Naruto, wyjaśnisz mi co tu robisz?
- Ratuje ci tyłek. Za tobą, na wysokości bioder jest pęknięcie w ścianie, popchnij je.
- Po co?
- Zrób to po prostu, zanim komuś przyjdzie do głowy zajrzeć do schowka. Zostawiłeś tam niezły bałagan.
Sasuke wzruszył ramionami, po czym wykonał polecenie, które bądź co bądź wydawało mu się nieco dziwne. Kiedy naciskał na owo pęknięcie, miał wrażenie, że ściana wykonana jest z tektury, albo innego cienkiego materiału. Zdziwiło go z jaką łatwością może ją przesunąć. Okazało się, że za nim znajduje się niewielkie przejście w ścianie, tworzące drogę między nimi. Jakimś cudem projektant budynku, pozostawił dużo wolnej przestrzeni, tworząc w ten sposób korytarz, w którym z powodzeniem mógł się zmieścić dorosły człowiek.
- Dokąd prowadzi?
- Czekaj, zamieńmy się, będę prowadził – mruknął Naruto przeciskając się obok niego, żeby wyjść na prowadzenie.
- Aż tak dobrze znasz te drogi? – zapytał z zaciekawieniem.
Nie poznawał go, Blondyn zazwyczaj nie był skory do organizowania czy prowadzenia w czymkolwiek. Choć nie można mu odmówić inteligencji i charyzmy, zawsze zostawiał to innym. Częściej to on był tym który potrzebuje pomocy, którego Sasuke ratował z opresji a nie na odwrót, jednak czego się spodziewać, kiedy brunet bardziej niż kiedykolwiek pokazuje swoje zdezorientowanie?
- Często tędy chodzę, kiedy nie mogę spać. Kiedyś Jirayia, zmusił mnie, żebym nauczył się planu tej szkoły na pamięć – zaśmiał się z goryczą. – Nie sądziłem, że kiedykolwiek mi się to przyda! W ogóle nie sądziłem, że będę mógł chodzić do tej szkoły. W końcu trzeba być zaproszonym.
- Żartujesz? Od początku miałeś tu chodzić…
- Tak, tak – zbył go machnięciem ręki. – Kiedyś do tego wrócimy. Lepiej pomóż mi znaleźć odpowiednie wyjście.
Naruto zaczął przesuwać dłońmi po ścianie z lewej stronie, z obrzydzeniem zdmuchnął pajęczynę, którą napotkał na drodze. Zabawne, że mimo wszystko pajęczyna napawa go obrzydzeniem, gdyż właśnie spaceruje korytarzem między ścianami, drogę oświetlając sobie telefonem a tu nagle takie coś! Coś tak naturalnego dla niego, coś tak zwykłego. Jednak nawyki nie łatwo powstrzymać, Sasuke zachichotał widząc jak jego przyjaciel zmaga się z nicią, która po zdmuchnięciu zamiast spaść na ziemię wylądowała na jego nosie.
Pomógł mu delikatnie zdejmując pajęczynę z twarzy chłopaka, po czym na chybił-trafił uderzył ciemną plamę na ścianie. Dziwnym trafem były to drzwi prowadzące na zewnątrz.
Naruto rzucił mu podejrzliwe spojrzenie, po czym wymaszerował, wyraźnie oczekując tego samego od towarzysza. Tajna ścieżka prowadziła do holu internatu. Na szczęście nikogo tam nie było, a przejście znajdowało się za klombem krzaków ozdobnych, więc kamery nie mogły uchwycić ich wyjścia. Teraz tylko trzeba liczyć na to, że nikt aktualnie ich nie obserwuje bo…
- Ej, gdzie idziesz? – złapał go za skrawek koszuli.
- Kamery, tak? –  Naruto uśmiechnął się, rzucając mu przelotne spojrzenie. – Wyłączyłem.
- Co? – zamrugał kilka razy, analizując to, co właśnie usłyszał.
- Włamałem się do twojego laptopa, masz tam wiele cudów. I fajnych programów!
- Naruto…
- Tak? – zatrzymał się na chwilę, jednak wyraźnie spiął mięśnie.
- Naruto…
- Chodź już, chodź – obejrzał się przez ramię ruszając szybkim krokiem w kierunku schodów.
- Naruto! – niemal krzyknął. Poczuł nagły przypływ frustracji, w tej chwili już nie wiedział o co chodzi. Zupełnie.
Czy Naruto właśnie oznajmił mu jak gdyby nigdy nic, że włamał się do jego komputera? Po to żeby wyłączyć kamery w ich internacie? I niby zrobił to ot tak?
Potrząsnął głową, a następnie pobiegł za nim. Postanowił, że porozmawiają za chwilę. Kiedy znaleźli się w pokoju, siedząc naprzeciw siebie, Sasuke nie wiedział od czego zacząć, niby bawiła go abstrakcyjność sytuacji ale… Chciał go chronić, takie miał zadanie, taka była jego misja, a nagle okazuje się, że nie wiadomo czy chłopak potrzebuje ochrony. Może on tak naprawdę udaję słabego, żeby ukryć wszystkie swoje umiejętności i talenty? A podobno nikt nie zna Naruto tak dobrze jak on… Ciekawe.
- Nie poznaje cię – mruknął po chwili namysłu.
- Serio? Przecież jestem taki sam – rozłożył się na łóżku patrząc na niego z boku. Z jego gestów i tonu głosu można było wyczytać targające nim emocje. Blondyn był spięty, zażenowany i niepewny.
- Nie udawaj. Od kiedy wiesz o przejściach?
- Mówiłem już. Kiedyś Jirayia, kazał mi nauczyć się na pamięć mapy budynku. Przypadkiem dotarłem do starych udokumentowań. A co do komputera, musiałem jakoś ci pomóc… Prawie cię znaleźli.
- Miałeś być na lekcjach – słowa te zabrzmiały niemal jak oskarżenie. Czuł się jak rodzic, który karci dziecko za bieganie po ulicy, albo zabawę w niebezpiecznym miejscu. Jednakże był mu wdzięczny za pomoc, niezależnie od tego, w jaki sposób Naruto tego dokonał.
- Ale mnie nie było. Zobaczyłem, że ciebie nie ma i się wymknąłem. Śledziłem cię, a potem… Cóż podsłuchałem rozmowę dyrektorki i twojego ojca. Wybierali się do archiwum. Uznałem, że muszę ci jakoś pomóc… Potem samo tak wyszło, przypadkiem odłączyłem prąd w budynku…
- To ty?
- Tak – podrapał się po głowie udając zakłopotanie. – Jakoś tak wyszło, mówiłem. Musiałem szybko cię ściągnąć z powrotem, zanim tam dotarli, wiec użyłem tajnego przejścia. Wcale nie chodzę tamtędy codziennie, tylko czasami – wzruszył ramionami.
Czarnowłosy wpatrywał się w niego z uwagą ale i z rozbawieniem. W końcu odpuścił trochę i też się położył,  jedynie to przyszło mu do głowy. Kilka minut później Naruto przeniósł się do niego, by zacząć szturchać go w bok z miną obrażonego dziecka.
- Co znowu?
- Siadaj, chcę usiąść obok.
Sasuke westchnął ciężko ale usiadł grzecznie, opierając się plecami o chłodną ścianę. Naruto natychmiast usadowił się koło niego, po czym przykrył ich nogi kołdrą, którą zabrał ze swojego łóżka. Po kilku minutach siedzenia w takiej pozycji, głowa blondyna opadła na ramię Sasuke. Nie trzeba było długo czekać aż chłopak zaśnie, był zadowolony, było mu ciepło i przyjemnie. W sercu czuł ulgę oraz radość, że mimo wszystko udało mu się jakoś pomóc, doskonale wie ile przyjaciel dla niego robi.
Tymczasem Brunet, przypomniał sobie, że przecież zabrał akta z archiwum. Upewniwszy się, że jasnowłosy zasnął, ostrożnie wygrzebał teczkę z pod bluzy i zabrał się za lekturę. Mimo wszystkich wyjaśnień jakich oczekiwał od Naruto, nie padło najważniejsze pytanie: po co Sasuke udał się do archiwum?


7 komentarzy:

  1. Zapraszam na fanpage Naruto na fb
    https://www.facebook.com/NarutoPolskaOfficial/?fref=ts

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej~ Jestem Gobi :D i uroczuście obwieszczam, iż przeczytałam tu WSZYSTKO! (no prawie, ale jeszcze nadrobie xD) Wiedząc, że nie zmieszczę się w kilku zdaniach mówiąc jak bardzo fajnie piszerz i czekam na następne twoje opko, muszę skończyć już tutaj (no nie stety xD, albo i stety x'D)
    Więc życzę DUŻO weny, czekam…
    Bay~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej,
      Cieszę się, że Ci się podoba oraz zachęcam do śledzenia bloga. :)
      ~ Aoi ~

      Usuń
    2. Cały czas jestem na bieżąco~ ;D

      Usuń
  3. Hej,
    bardzo posobał mi się ten rozdział, Naruto pokazał swoją drugą stronę... a ten tekst o włamaniu, to tak jakby opowiadał o włamaniu...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, hej. Miło Cię " widzieć". :) Cieszę się, ze opowiadanie Ci się podoba. :)
      Również pozdrawiam. ;)

      Usuń
  4. Fajnie się to czytało... Naruto z zupełnie innej strony :D

    OdpowiedzUsuń