czwartek, 18 sierpnia 2016

Historia Pewnej Miłości 5

Hej, hej!
Jak widać wena dopisuje. Oby jak najdłużej.
Co sądzicie o " Historii Pewnej Miłości" ? 
Aoi.

O tym jak wszystko się zaczęło.


Sasuke nie zawsze był taki miły jaki jest teraz, kiedyś ludzie unikali go jak ognia, z reguły woleli trzymać się z dala, mimo iż budził nie lada fascynacje. Nie można było odmówić mu urody, oj nie. Prawdopodobnie był najbardziej pożądanym mężczyzna w całej szkole, a na pewno najczęściej spotykał się z wyznaniami miłosnymi, które kompletnie ignorował. Szczerze mówiąc trochę mu zazdrościłem takiego powodzenia. Wszystko działo się na początku roku, a ja jeszcze nawet nie zdążyłem zapoznać się do końca z moja klasa, właściwie w ogóle ich nie poznałem, zapamiętałem jedynie kilka imion, ale to właśnie on, najbardziej się wyróżniał z całej społeczności uczniowskiej.
Z perspektywy czasu widzę, ze nie tyle on się wyróżniał, ile ja patrzyłem na niego w szczególny sposób. Wiecie, zdolny, przystojny, mógłby mieć każdą i każdego, a jednak nie tego chciał,  zajmował się swoimi sprawami, prawdziwy indywidualista.  Imponowało mi jego… Wszystko. Cóż, nie chciałem się przyznać… ale tak właśnie było.
Przyglądałem się, obserwowałem Sasuke, a chociaż czasem miałem ochotę podejść i powiedzieć „hej, może wyskoczymy gdzieś po szkole?” powstrzymywało mnie jego zachowanie względem każdego, kto śmiał odezwać się do niego. Sasuke miał naprawdę potworny zwyczaj warczenia na każdego, a w szczególności, kiedy się do niego odzywali. Odstraszał tym większość potencjalnych znajomych.
Mam w głowie taki obraz: Sasuke siedzący sam podczas przerwy na ławce na boisku, z książką w dłoni. Nie wiem czemu, zawsze wyobrażam go sobie w golfiku i marynarce, albo i bez marynarki. Chodzi mi o golfik jako główny element jego stroju. Elegancki, nienaganny, schludny i dobrze uczesany. Taki właśnie obraz Sasuke pojawia się w mojej głowie, kiedy myślę o nim. Cóż, w porównaniu ze mną, chaotycznym, głośnym, żywiołowym… Nie ma nawet, co porównywać.
Pochodził z dobrej, zamożnej rodzony, chodził do dobrych szkol etc. Było to widać w sposobie bycia. Często się wywyższał i pokazywał ludziom, że jest lepszy. Chyba nawet sprawiało mu to przyjemność. Jeśli kiedykolwiek to przeczyta, na prawdę się na mnie pogniewa, nie są to jego ulubione tematy. Natomiast ja zawsze powtarzam, że to kim był, nie ma teraz znaczenia, ponieważ zmienił się, a tamten Sasuke odszedł dawno temu. Takie wspomniana wywołują uśmiech na mojej twarzy, nawet jeśli nie wszystkie są pozytywne.
Czy jestem, wobec tego masochistą?
To źle, że chcę zapamiętać każdą chwilę, spędzoną z nim lub na myśleniu o nim, nie ważne, jaka to by była chwila?
Zawsze najlepiej pamiętać same dobre rzeczy, w końcu przyjmujemy dobrą energie, pozytywne wibracje i tak dalej… ale zapominanie o tym co było, tylko dlatego że nam to nie do końca odpowiada, to tak jakbyśmy ukrywali kim jesteśmy tylko dlatego, a może aż dlatego, że nie podoba nam się na przykład nasze imię? To część nas, naszej historii. Warto pamiętać, lecz nie warto rozpamiętywać.
W każdym razie, Sasu kiedyś naprawdę potrafił dać człowiekowi w kość. Oh. Ile to razy lądował u dyrektora za niewyparzony język! To akurat zawsze mnie bawiło, jego arogancja naprawdę nie znała granic! Wbrew pozorom, to on miał problemy z opanowaniem nadmiaru emocji, choć wyglądał na spokojnego.
Kiedy pierwszy raz z nim rozmawiałem, zdawało mi się, ze wybuchnę z gniewu. Już na wstępnie obrzucił mnie pogardliwy spojrzeniem, zaznaczając, że nie zamierza zadawać się z kimś, kto wygląda jakby dopiero wstał z lóżka, a w dodatku robi tyle hałasu jakby cała gromada dzieci wpadła do pomieszczenia.
Zdenerwowałem się, coś tam burknąłem i uciekłem. Nie odzywałem się do niego przez przynajmniej miesiąc, aż nadarzyła się okazja do skopania mu tyłka w zawodach miedzy klasowych. Cóż, kiedy wygrałem wyścig chyba zyskałem nieco szacunku z jego strony, zaczął ze mną rozmawiać, pogratulował. On oczywiście miał drugie miejsce.
I tak było zawsze. Wygrywaliśmy, przegrywaliśmy, ale zawsze rywalizowaliśmy, nawet o najgłupsze rzeczy, jak dla mnie to był inny rodzaj „końskich zalotów”, ale jak tam uważacie.
W drugiej klasie przepisałem się do jego klasy żeby być bliżej i od tej pory zawsze, ale to zawsze łączono nas w parę, żeby inni uczniowie sami myśleli. Właśnie tak, nawiązała się nasza przyjaźń.
Szkoda tylko, że wcale nie zmieniło się jego podejścia do mnie, nadal traktował mnie jak pozostałych, chociaż tolerował moja obecność i spędzał ze mną większość czasu. Próbowałem go nawet poznać z moimi znajomymi. Nie udało się, szczególnie po tym, jak każdemu wygarną, co o nich myśli, już przy pierwszym spotkaniu!
Arogancki dupek. Byłem wtedy zły, że tak potraktował moich przyjaciół ale to nie sprawiło, że się od niego odwróciłem, po prostu oni nie chcieli się z nim spotykać i mi też odradzali. Jak widać nie posłuchałem.
Długo męczyłem się z wyrzutami sumienia, że nie dogadujemy się, że jestem nikim dla niego, ale nie mogłem się od niego oddalić, już było za późno. Tak wiec jeśli pytacie kto pierwszy się zakochał powiem, że ja. Jednakże jeśli zapytacie jego, z pewnością powie, że on. Zdania są podzielone.
Wszystko zmieniło się pewnego dnia, kiedy przemęczony przyszedł do szkoły. Z nikim nie rozmawiał, ze mną też nie chciał mieć nic wspólnego. Siedział cały dzień w jednym miejscu. Nawet na lekcje się nie ruszył, choć zawsze był pilnym uczniem. Siedział tam i tylko patrzył przed siebie, czasem drzemał, odchylając głowę na oparcie ławki. Każdego przeganiał, zbywał, przecież nikt nie zrozumie wielkiego „Pana Doskonałego Uchihy”… Idiota.
W końcu po wielu próbach, zaakceptował moją obecność obok, mogłem z nim siedzieć i milczeć.
- Sasuke – cóż, nie umiałem długo milczeć.
Odwrócił głowę w  moją stronę, uznałem to za przyzwolenie do kotynuacji.
- Jeśli chcesz pogadać, chętnie Cię wysłucham.
Prychną w odpowiedzi
- Kiedy człowiek się wygada, czuje mu lepiej – ponowiłem próbę. – Nie mów, że się wstydzisz!
Chciałem go rozbawić, ale w zamian za dobre chęci, otrzymałem mordercze spojrzenie. Eh, dlaczego to ja muszę starać się poprawić mu humor, czemu ja muszę się o niego martwić? Miłość naprawdę jest ślepa. Ślepa na wszystko.
Zaraz po tej myśli, pojawiła się następna, to nie jest tak,  że muszę, ja po prostu chcę.
Wpatrywał się we mnie chwile, jakby oceniając, czy może mi powiedzieć to, co go meczy dzisiejszego dnia. Czarne oczy, głębokie jak studnia, do której chętnie bym wpadł, błyszczące od emocji. Wyraźnie widziałem, że coś się w nim miota, chce wyjść. A on, walczy sam ze sobą, nie wiedząc, czy aby na pewno może mi powiedzieć, może mi zaufać. Postanowiłem wtedy, że lekko go ośmielę. Pożyłem dłoń na jego ramieniu i zajrzałem mu w oczy, z nadzieją, że to coś da.
- Śmiało, wyrzuć to z siebie.
Sasuke zerknął na moją dłoń, na swoim ramieniu, później na moją twarz. Kilka sekund tak trwaliśmy, aż w końcu westchnął przeciągle i uśmiechną się.
Olśniło mnie. Pierwszy raz widziałem tak łagodny uśmiech, który sięgał nawet tych ciemnych oczu! Kiedy zapytałem później, jaką miałem minę powiedział, że cały czas miałem otwarte usta. Nie wierzę mu, przecież bym to czuł. Prawda?
Patrzył tak jeszcze chwile, a ja miałem nadzieję, że ten moment nigdy się nie skończy, że będzie trwał  już wiecznie. Wtedy Sasuke powiedział bardzo powoli i dobitnie:
- Zakochałem się.
Zmarszczyłem brwi zastanawiając się, dlaczego wiec, cały dzień spędził na tej ławce z grobową miną, warcząc na każdego, kto się zbliżył? To chyba powód do radości? Czekałem cierpliwie na jakiś ciąg dalszy, musiało przecież coś być.
- Zakochałem się. I nie wiem, co dalej z tym zrobić – powiedział tonem, którego jeszcze nie słyszałem.
- Walczyć o ukochaną osobę? – szepnąłem zaskoczony. Ja bym walczył.
- Zakochałem się w tobie.
Nic więcej nie dodał. Wstał i sobie poszedł, zostawiając mnie oniemiałego na ławce. Chwilę później skakałem z radości i darłem się na cały hol. A niecałą minutę później, już za nim biegłem!
Od tamtego dnia, Sasuke wyraźnie starał się być dla mnie milszy, co z czasem zaczęło mu naprawdę świetnie wychodzić, a potem nawet nie musiał się już starać. Po prostu bycie razem, było dla nas tak naturalne, jak oddychanie. I choć ludzie nadal go unikali, my byliśmy ze sobą naprawdę szczęśliwi.
I nadal jesteśmy.


3 komentarze:

  1. To było takie urocze, źe aź aww~ ( od razu napiszę, źe nie chcę Cię obrazić pisząc "urocze", po prostu tak dla mnie jest~) Końcówka strasznie mi się podobała. Sasu taki mrrr...
    Nie wiem co więcej dodać... Po prostu to opowiadanie to cudo~
    Źyczę DUŻO weny i bay~
    PS: Przepraszam, iż dopiero teraz piszę kom i wg to przeczytałam ale no... coś mnie zatrzymało~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Jak zawsze cieszę się jeśli komuś podobają się moje dzieła! :3

      Usuń
  2. Hej,
    uroczo, to ich spotkanie, to jak Naruto próbował a potem to wyznanie...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń