czwartek, 27 października 2016

List cz. 6

Witam Serdecznie!
Kolejna część już na Was czeka!
Miłej lektury i udanego weekendu!
~ Aoi~
Niezgrabnie wstał z podłogi, po drodze potrącając łokciem szklankę z wodą, która przewróciła się zalewając podłogę. Aidan nie zwrócił na to uwagi. Chciał jak najszybciej dostać się do laptopa.
Musiał sprawdzić te informacje, musi mieć pewność, że są prawdziwe. Im więcej czytał artykułów tym więcej sobie przypominał. Wracały wspomnienia sprzed pół roku. Ale mężczyzna wciąż nie mógł w to wierzyć. Przecież Ukyo jest na wyjeździe służbowym. To niemożliwe żeby... Był... Żeby nie żył. Aidan spędził resztę nocy na szukaniu informacji o wypadku, niestety nie znalazł niczego nowego. W pewnym momencie przypomniał sobie, że przecież cały czas pisał z nim listy. W jednym z pierwszych opisał dzień, w którym się poznali. Pisali o różnych rzeczach. Od prozaicznych czynności domowych do obowiązków i zadań z pracy. Na tyle szybko na ile pozwoliły mu jego zdrętwiałe nogi dotarł do swojego domowego biura i otworzył ostatnią szufladę, w której trzymał listy. Była przepełniona po brzegi kopertami. Wyciągnął jedną z nich. Była zaadresowana przez niego do Ukyo. Złapał następną i następną i następną... Każda była zaadresowana do Ukyo, ale żadna do Aidan. Zaczął wyjmować kolejne koperty, z każdą następną coraz szybciej. Panikował. Czuł, że traci grunt pod stopami. Na żaden list nie znalazł odpowiedzi, a przecież wiedział o nim wszystko. Wiedział jak się miewa, co mówił, opowiadali sobie różne historie, obiecywali, że już za niedługo się zobaczą... Ukyo miał przyjechać.
Ostatnią nadzieją, że to wszystko jest chorym żartem, był telefon do pracy jego ukochanego. Modlił się by kobieta, która odbierze podała słuchawkę chłopakowi. Na próżno. Kiedy zadzwonił i poprosił Ukyo do telefonu, kobieta zamilkła na długą chwilę, a później szlochając wyjaśniła mu, że mężczyzna nie wrócił z urlopu. Powiedziano jej, o jego nagłej śmierci. Złożyła mu kondolencje, przeprosiła, że wyciąga takie przykre sprawy i to jeszcze przez telefon. Aidan już nic nie rozumiał. Wciąż liczył na to, że zaraz się obudzi z krzykiem we własnym łóżku, przytulając do siebie Ukyo. Uszczypnął się w ramię. Nic. Ukłuł się pinezką myśląc, że uszczypnięcie było zbyt lekkie, ale kiedy zobaczył krew na palcu, zrozumiał, że to nie jest sen. Powoli docierało do niego, że jego ukochany nie żyje. Ostatnią deską ratunku był telefon do zarządu cmentarza. Zapytał czy w ostatnich miesiącach pochowano Ukyo Malesa. Deska złamała się wpół, a on zaczął tonąć wraz z nią, kiedy usłyszał, że tak, pochowano taką osobę. Trzy miesiące temu. Dokładnie tyle samo ile Ukyo jet na wyjeździe służbowym. Tyle samo czasu ile on pisze do niego listy. Opadł na podłogę głośno zawodząc. W jego głowie zaczęły pojawiać się pojedyncze sceny z koszmaru. Niektórych nie widział, inne znał na pamięć. Zaczynał rozumieć, że sny, wcale nie były snami. Każdy z nich był wspomnieniem z dnia, o którym zapomniał. Dnia najgorszego w jego życiu, jak wtedy sądził. Dzięki temu, że wyparł to ze swojego umysłu był w stanie żyć tak długo bez niego. Wstał z podłogi usiadł przy biurku, chowając głowę w dłoniach. Płakał. Nie wiedział, co zrobić. Teraz, kiedy wróciły wspomnienia wrócił też ból. Tęsknota. Rozpacz. Żal. Wszystko to, uderzyło w niego ze zdwojoną siłą. I ta świadomość, że już nigdy więcej go nie zobaczy, że Ukyo wcale nie wyjechał. On... On... Stało się coś gorszego. Ona umarł. Nie ma go. I już nigdy więcej nie będzie.
            Siedział tak jeszcze długi czas. Aidan nie wiedział, czy minęła godzina, dwie, czy może więcej. Nic się dla niego nie liczyło. Wpatrywał się w zdjęcie, stojące przed nim. Opuszkami palców gładził podobiznę ukochanego. W końcu postanowił zrobić jedyne, co przyszło mu do głowy w tej chwili. Jedyne, co mu pozostało, co wciąż mógł zrobić. Wyjął blok biurowy, kilka kopert, pióro i naboje z atramentem. Odetchnął głęboko i zaczął pisać, ignorując łzy moczące kartkę.

„ Ukyo.
            Nie wiem czy otrzymałeś mój ostatni list, chyba wciąż za wcześnie bym oczekiwał odpowiedzi. Chciałem poczekać dłużej, ale nie mogę. Nie umiem z Tobą nie rozmawiać. Pół roku. Bardzo długie sześć miesięcy, podczas których jedynie możemy pisać do siebie listy. Cieszę się, że w ogóle mogę się z Tobą skontaktować. Gdyby nie to... Nie wytrzymałbym nawet godziny bez Ciebie obok.
            Dzisiaj nie byłem w pracy. Wczoraj zresztą też nie. Postanowiłem zrobić sobie przerwę, przemyśleć kilka bardzo ważnych spraw. Ostatnio coraz częściej zdarza mi się bujać w obłokach. Wyłączam się, zupełnie nie zwracam uwagi na otoczenie i choćby się waliło i paliło, nie reaguję, kiedy ktoś coś do mnie mówi dopóki mną nie potrząśnie albo nie trąci mnie w ramię. Po prostu przestaję dostrzegać otoczenie. Ludzi. Obowiązki. To wszystko zaczyna tracić dla mnie sens. Nie widzę żadnego celu w całodniowym zajmowaniu się firmą. Któregoś dnia i tak będę musiał zrezygnować, kolejna osoba przyjdzie na moje miejsce, zmienią się pracownicy i nikt nie będzie nawet pamiętał, że ktoś taki jak ja, kiedykolwiek tam pracował. Więc, po, co się starać? Właściwie, dlaczego miałbym robić cokolwiek dla tych zupełnie obcych mi ludzi, skoro oni nie przejmują się mną? Pewnie byś się sprzeczał. Wiem jak uwielbiasz wolontariat. Ale to nie to samo, kochanie. Tutaj jest inaczej.
Czy wokół Ciebie są dobrzy ludzie? Możesz im zaufać i choć na chwilę się odprężyć, odpocząć? Mam nadzieję, że tak. Napisz mi o tym proszę. Nie ma mnie teraz przy tobie, więc chcę wiedzieć jak najwięcej. I nie porównuj mnie do nad opiekuńczego rodzica! Już słyszę sarkazm, kiedy czytasz to zdanie. Tak, bywam nad opiekuńczy. Taki mój urok.
            Jutro przyjeżdża mój brat William. Ponoć ma przyjechać ze swoją przyjaciółką czy tam asystentką, ale nie wierzę w te historyjki. Znam, go i wiem, że jeżeli wiezie do mnie dziewczynę to musi być coś poważniejszego. Pamiętasz jak przyprowadził nam Saki? Myślałem wtedy, że naprawdę coś z tego wyjdzie, wydawało się, ze dziewczynie na nim zależy, ale jak zawsze odgadłeś jej prawdziwe intencje i w końcu się rozstali. Chyba chodziło jej tylko o pieniądze mojego brata, dobrze pamiętam? Tak, chyba tak. Z resztą, nie ważne. Teraz liczy się to, by był z nią szczęśliwy. Mają zatrzymać się u nas, nie ma sensu żeby wydawali pieniądze na hotel, skoro mam wolne dwa pokoje. Oczywiście dostaną ten większy, bo w mniejszym raz, że się nie pomieszczą, a dwa: przecież tam śpi Kuro. Wiesz, że urósł? Nie spodziewałem się, że będzie tak szybko rósł. Pamiętam jego pierwsze zdjęcie. Taka maleńka czarna kulka z białymi uszami i ogonem. Swoją drogą, odkąd Cię nie ma zawsze wpakowuje się do naszego pokoju i kładzie się na Twoich rzeczach. Tych, które specjalnie dla niego wyciągnąłem na wierzch. Często też śpi właśnie w mniejszym pokoju, ale to pewnie, dlatego, że w nim niezależnie od pory roku zawsze jest bardzo ciepło. Pamiętasz to wszystko jeszcze? Co ja wygaduję? Na pewno pamiętasz, przecież przez kilka miesięcy człowiek nie straci pamięci.
            W każdym razie zostaną u nas kilka dni. Chciałbym żebyście mogli się zobaczyć. Miło by było spędzić weekend we czwórkę. Może podwójna randka? Co o tym sądzisz? Później każdy zająłby się sobą... Ah, to by było piękne. Wracaj jak najszybciej! Mam masę pomysłów i planów, aczkolwiek dla mnie najważniejsze jest to byś był blisko mnie.
            Pewnie zastanawiasz się, dlaczego opisuję Ci te wszystkie rzeczy, które znasz równie dobrze, co ja. Otóż, uznałem, że czasami warto wrócić do wspomnień. Szczególnie tych pierwszych. Zawsze wydawały mi się w pewnym sensie magiczne. Wiesz, takie kolorowe wesołe, wręcz przepełnione urokiem i miłością. Pomijam fakt, że niepewność, niezdecydowanie i brak wiary w siebie też znajduje tam swoje miejsce. To nie jest aż tak ważne, ważne natomiast są nasze uczucia, zarówno z tamtych czasów, jaki z teraz. Powiedz... Nadal mnie pragniesz? Chcesz bym był u twego boku do końca i jeszcze dłużej? Moje zdanie w tym temacie się nie zmieniło i zmieni. Przysiągłem. Wiem, co to oznacza i zrobiłem to właśnie, dlatego, że zdaję sobie sprawę z siły i niepodważalności swojego uczucia do Ciebie. Wiem, że nigdy nie zniknie, nie wydali się czy nie zgaśnie. Na zawsze pozostanie równie silne, jak na początku.

            Kiedy opisywałem Ci jak czułem się kiedy zaczynaliśmy się poznawać, pierwsze poważniejsze spotkanie, dzień naszego poznania... Chciałem jak najdokładniej przedstawić Ci to wszystko. Nigdy nie powiedziałem tego tak dokładnie i szczegółowo jak w tym liście, a powinienem był to zrobić już dawno, dawno temu. Zawsze pomijałem kwestie moich uczuć, ograniczając się jedynie do tego, co uznawałem za najbardziej konieczne. No cóż, taki mam charakter, chyba już tego nie zmienię. Ale ty to akceptujesz prawda? Na pewno, skoro znając mnie tak dobrze, wciąż ze mną jesteś. Mam nadzieję, że udało mi się jasno przekazać Ci moje uczucia. Wiedz, że wciąż kocham cię tak samo mocno, o ile nie mocniej. Mam wrażenie, że z każdym dniem coraz bardziej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz