piątek, 14 października 2016

List cz.4

W pierwszej chwili cię nie poznałem. Stało się to, dopiero, gdy podszedłem bliżej i zobaczyłem Twoją twarz otoczoną istną burzą jasnych włosów, oczy o głębokim odcieniu niebieskiego i subtelny uśmiech błąkający się na wargach. Nigdy nie widziałem tak intensywnie niebieskich oczu, byłem gotowy zaryzykować stwierdzenie, że nosisz soczewki. Nie mogłem oderwać od nich wzroku - zostało mi tak do teraz. Muszę szczerze przyznać, oczarowałeś mnie już przy drugim spotkaniu. Wtedy nie wierzyłem w legendarną „ miłość od pierwszego wejrzenia”, od początku zakładałem zauroczenie, chwilową fascynację. Jednak z upływem czasu zrozumiałem, że trafiła mnie legenda. Za cholerę nie mogłem wyrzucić cię z mojej głowy, opanowałeś wszystko. Nawet chwile, w których człowiek z reguły nie myśli o niczym innym niż o sobie. Tobie udało się opanować całą moją przestrzeń myślową. Nieustannie miałem przed oczami Twoją twarz z łagodnie uwydatnioną szczęką, lekko zadartym nosem, bladymi - wtedy zaróżowionymi od mrozu - policzkami, oczami o kolorze, którego mógł pozazdrościć sam ocean. Właśnie takim Cię widziałem, teraz mam do dyspozycji jedynie Twoje zdjęcie i własną wyobraźnię.

            Poczułem się tak, jakbym dostał od losu kolejną szanse, o którą skrycie prosiłem. Nie sposób nie uśmiechnąć się, gdy wracają takie wspomnienia. Słowa, które niemal wykrzyczałem Ci prosto w twarz wciąż mnie rozbawiają. Musiałem brzmieć dość desperacko. Po raz kolejny nie udało mi się zapanować nad emocjami. Kulturalnie pominę fakt, że odkąd Cię poznałem ani razu nie udało mi się zachować opanowania. Przynajmniej nie w kwestiach dotyczących Twojej Osoby. No cóż, nie pohamowałem emocji w odpowiednim momencie, wydarłem się na całą ulicę, przy okazji informując kilku przechodniów, że pragnę się z Tobą umówić. Starsza pani spojrzała na mnie zgorszona. Młoda kobieta przyspieszyła kroku, a nastolatka prowadząca psa uśmiechnęła się szeroko. Tak, ja to mam szczęście nie? Jedna z bardziej żenujących sytuacji w moim życiu.
            Cisza, która nastąpiła później była dla mnie niewyobrażalną torturą. Z trwogą oczekiwałem Twojej reakcji. Zaciskałem i rozluźniałem palce dłoni. Zaczynałem odczuwać namacalne skutki swojego wyskoku, a brak reakcji z Twojej strony sprawiał, że zupełnie wariowałem. Najpierw zobaczyłem autentyczne zdziwienie, szok. Następnie iskierki rozbawienia igrające w błękicie. Usłyszałem chichot, a kilka sekund później zasłaniałeś usta tłumiąc śmiech. Poczułem się okropnie. Zostałem wyśmiany, odrzucony nim zdążyłem zrobić cokolwiek więcej. Już miałem odwrócić się i odejść, ale podszedłeś bliżej, złapałeś mnie za ramię zatrzymując na miejscu. Zgodziłeś się na obiecaną kawę a ja w tamtym momencie myślałem, że lepiej być już nie może. Oczywiście tuż po tym jak dotarło do mnie, że nie żartujesz. Teraz już wiem, śmiałeś się z radości. Wymieniliśmy się numerami. Poznałem Twoje imię. Ukyo. Pasuje idealnie. W późniejszym czasie nie było dnia by to imię nie krążyło po mojej głowie, co również zostało mi do dzisiaj.
            Pamiętam jak bardzo przejmowałem się każdym drobnym szczegółem: od wyprasowania ubrań przez fryzurę po dopasowane buty. Chyba jednak miałeś rację. Jestem perfekcjonistą i pedantem. Co dziwniejsze przyznałem się przed samy sobą dopiero teraz. Pewnie się uśmiechasz. Widzę oczami wyobraźni jak delikatnie unosisz kącik ust, odgarniając grzywkę z oczu, przygryzasz dolną wargę. Wiedz, że chciałbym to zobaczyć na własne oczy.
            Praktycznie miałem napisać Ci jak minęły mi ostatnie dni. Standardowo, wszystko jest w należytym porządku. Wciąż chodzę do pracy, wychodzę na bankiety i uroczystości. Z dnia na dzień zakopuje się w większej ilości roboty. Wiem, że jeśli mam zajęcie, nie myślę o tym, jak do Ciebie uciec. Wiem, że na razie nie mogę, mówiłeś to już chyba sto raz, ale wiesz, jaki jestem. Pamiętaj, któregoś dnia przyjadę. Ostatnio dostałem propozycję zmiany stanowiska. Zastanawiam się nad tym, może mi doradzisz? Prezes chce awansować mnie na swojego zastępcę. Mam dylemat. Niby będę miał lepszą posadę, a jednak przyzwyczaiłem się do roli szefa działu wykonawczego. Zastanawiam się, kogo weźmie na moje zastępstwo. Nie ważne. Powiedz mi lepiej, co słychać u Ciebie? Na pewno więcej niż u mnie. Tam pewnie też masz dużo pracy. W końcu firma, która cię zatrudniła ma swoje wymagania, choć moim zdaniem to ogromna przesada, że oczekują od Ciebie tak wielkiego poświęcenia. Przecież Tobie prawie nic tam nie wolno, żyjesz prawie jak tania siłę robocza. Kierowniczka jest zbyt surowa dla pracowników serwując tak rygorystyczne szkolenia, jednak to tylko moje zdanie.
 Znalazłeś jakąś dorywczą pracę? Pamiętam, że ostatnio wspominałeś coś o tym. Takie wyrwanie się z rezydencji pomoże Ci nie zwariować z tymi ludźmi. Kiedy ich poznałem zastanawiałem się jak to możliwe, że jesteście spokrewnieni. Jesteś zupełnie niż oni. Nie jesteś tak zakłamany, fałszywy i łasy na pieniądze. W niewielkim stopniu, ale jednak. Nie rozumiem ludzi, przedkładających dobro rodzinne nad sukces i zdobycie pieniędzy. Co Ci z pieniędzy, kiedy jesteś zupełnie sam, a każdy tylko czyha na twoją fortunę? Nie można nikomu zaufać, to musi być okropne.
            Z tego, co dzieje się u mnie, mogę powiedzieć jeszcze, że zdałem ostatni egzamin i teraz jestem zupełnie wolnym od wszelakich kursów - przynajmniej na jakiś rok - pracownikiem. Jak już wspomniałem, szef planuje mój awans, jednak czeka na moje zdanie, a ja nie wiem, co z tym zrobić. Chyba się zgodzę. Pewnie sądzisz, że nie mogę zmarnować takiej szansy. Tak, gdybyś tu był, na pewno bym to usłyszał. Cieszę się, że możemy porozmawiać, chociaż przez listy.
Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym teraz siedzieć obok Ciebie. Móc cię objąć, pogłaskać, przytulić... Cokolwiek. Czuję palące pragnienie dotknięcia Cię, porozmawiania twarzą w twarz. Co noc myślę tylko o tym, by móc na własne oczy ujrzeć Twój uśmiech , twarz. Usłyszeć śmiech i poczuć dotyk smukłych palców na swoim policzku... Ah, życie bez Ciebie obok jest strasznie uciążliwe. I ciężkie. Ale jakoś się trzymam, czekam. Bardzo za Tobą tęsknię, ale Ty to wiesz prawda? Choć obiecałem sobie, że wytrzymam ten okres rozłąki, coraz częściej zastanawiam się ile jeszcze czasu minie, nim pęknę. Wtedy rzucę wszystko, spakuję się i niezależnie od sytuacji, przyjadę do Ciebie. Na razie będę jeszcze cierpliwy, więc proszę, nie przejmuj się tym, dobrze?
Mam nadzieję, że wciąż planujesz wrócić, kiedy nadarzy się okazja. Dobrze byłoby Cię zobaczyć, choć przez dwa czy trzy dni. Na dzisiaj kończę. Oby wiadomość dotarła szybko. Nie chciałbym byś musiał czekać na prezent, który dołączyłem. Mam nadzieję, że Ci się spodoba. Ah i oczywiście z niecierpliwością czekam na odpowiedź.

Twój Aidan.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz