niedziela, 13 listopada 2016

List cz. 7

            Brat przyjechał, jak się okazało z narzeczoną, ma na imię Sasaki. Planują pobrać się w przyszłym roku. Nie znam jeszcze szczegółów, wczoraj rozmawialiśmy głównie o pracy, rodzinie i sprawach bieżących. Może dzisiaj powiedzą coś więcej? Ta Sasaki wydaje się być całkiem miłą dziewczyną. Będę trzymał za nich kciuki, teraz mogę jedynie życzyć im szczęścia, dużo miłości i wytrwałości. Pewnego dnia na pewno będą ze sobą tak zżyci, jak my.
Właśnie, my...

            Nie wytrzymam dłużej. Teraz już to wiem. Czuję jak każdego dnia znika kolejna część mnie, ogarnięta ciemnością i zepchnięta gdzieś na dno. Próbowałem żyć normalnie, być szczęśliwym czekając na Twój powrót, ale to trwa już za długo. Tak jak pisałem poprzednio, pękam. Mur, który stworzyłem by przetrwać ciężkie chwile, pęka, kruszy się i rozpada. Tęsknota zmieniła mnie do tego stopnia, że nawet rodzony brat mnie nie poznaje. Twierdzi, że bardzo schudłem, zmieniłem się. Ale ja to wiem. Wiem to od dnia, w którym dowiedziałem się o Twoim wyjeździe. Co dnia, ciemnieje jakiś fragment mojej duszy. Czuję jak wypalam się od środka, trawiony przez tęsknotę i ból. I choć wiem, że wrócisz, że to nie koniec czuję się okropnie. Tak bardzo starałem się przez te trzy miesiące ukrywać to przed Tobą, tak bardzo chciałem byś nie wiedział jak mi ciężko... Teraz jestem na granicy wytrzymałości. Nie potrafię dłużej udawać, że nie rusza mnie cała ta beznadziejna sytuacja. Dobrze wiem, że i Tobie jest źle. Też nie musisz już udawać, wiedziałem od początku.
            Ten list nie miał być smutny.
Na pocieszenie mam dobrą wiadomość. Zanim zacząłem pisać, spakowałem część swoich rzeczy. Później dopakuję resztę i wyruszam. Wyruszam w drogę do Ciebie. Czuję, że jeżeli nie zrobię tego teraz nie uda mi się nigdy. Przepraszam, nie dotrzymam obietnicy. Przynajmniej nie w taki sposób, jakbyś sobie tego życzył. Muszę poczekać na brata. Pożegnać się z nim, w końcu wybieram się w długą drogę. Prawdopodobnie, kiedy ten list dotrze będę jeszcze w drodze, ale nie martw się. Znam drogę. Wiele razy myślałem o tej podróży, całą trasę mam w głowie, znam ją na pamięć.
Powiedz... Tęsknisz za mną?
Pragniesz mnie zobaczyć?
Chciałbyś bym już był z Tobą?
            Choć nie wiem czy nie wolałbyś bym najpierw spełnił obietnicę. Proszę, wybacz mi to. Nie umiem inaczej i wiem, że nie dam rady dłużej bezczynnie czekać. Będę najszybciej jak się da. Za niedługo się zobaczymy! Czekaj na mnie. Kiedy już się pojawię, wezmę Cię w ramiona jak dawniej, wszystko wróci na swoje miejsce. Nasz świat odzyska równowagę.
Kocham cię,
Aidan.
***
- Aidan, jesteś tam?
Wysoki brunet po raz kolejny zapukał do drzwi.
- Może wyszedł do sklepu? - powiedziała Sasaki dokładnie oglądając korytarz przed domem Aidana.
- Myślisz, że mógł tak wyjść, skoro nas zaprosił? - spojrzał w jej stronę. - Przecież wiedział, że przyjdziemy.
- Tak, ale jeśli zabrakło mu jakiegoś składnika... - wzruszyła ramionami.
Sasaki była niewysoką, szczupłą blondynką z ładną buzią i wąskimi ustami. Sporadycznie jej włosy zmieniały kolor od różowego po niebieski, ale to już kwestia gustu. Całkiem niedawno zaręczyła się z Williamem. Oświadczył się jej podczas przyjęcia urodzinowego wydanego specjalnie dla niej. Byli parą stosunkowo niedługo, ale dobrze się dogadywali, a co najważniejsze byli zakochani. Will postanowił zabrać ją ze sobą na wizytę u brata, by ta lepiej poznała jego rodzinę. Planował to od jakiegoś czasu, ale nie wiedział, w jakim stanie jest Aidan, nie chciał się narzucać, jednak okazja nadarzyła się bardzo szybko, bowiem brat sam do niego zadzwonił z propozycją odwiedzenia go, zjedzenia wspólnego obiadu. Początkowo miał zatrzymać się u niego, ale doszedł do wniosku, że nie powinien. W końcu Aidan wciąż nie otrząsnął się po tym wypadku, a widok świeżo zaręczonej pary może przywołać masę wspomnień i wywołać dodatkowy ból.
Aidan miał wiele cech wspólnych z Williamem. Zarówno w wyglądzie jak i charakterze. Obaj uparci, niezłomni, wybuchowi i emocjonalni z tą różnicą, że Aidan zawsze był bardziej skryty, spokojniejszy. Być może, dlatego, że jako młodszy brat był nieustannie pilnowany. Obaj byli wysocy, ich włosy były czarne a cera lekko brzoskwiniowa, William miał ostrzejsze rysy twarzy i brązowe oczy, natomiast Aidan, mocno zarysowany podbródek i na tym kończyła się wyrazistość jego twarzy.
William coraz bardziej się denerwował czekając na brata. Kątem oka widział jak Sasaki wygląda przez niewielkie okno na klatce. Doszedł do wniosku, że zadzwoni do Aidana, dzięki temu będzie dużo szybciej niż gdyby czekali w nieskończoność aż ten wróci. Wykręcił numer i odczekał chwilę. Nie odbierał. Zapukał znowu do drzwi z nadzieją, że ten śpi. Jednak i to nie przyrosło żadnego rezultatu. Oparł się plecami o ścianę obok i ponownie zadzwonił. Po kilku sygnałach zorientował się, że za drzwiami słyszy melodyjkę jego komórki.
- Aidan!? - zawołał. - Jesteś tam? Otwórz, to my! William i Sasaki! - zapukał jeszcze raz.
W przypływie nagłego olśnienia złapał za klamkę. Ostrożnie przekręcił gałkę i lekko pchnął drzwi, a te nie stawiając żadnego oporu uchyliły się. Rzucił zdziwione spojrzenie narzeczonej.
- Zostań tu - nakazał jej.
- Ani mi się śni! A jak coś się stało? - odparła głosem pełnym obaw.
William wzdychając z rezygnacją powoli wszedł do środka, z doświadczenia wiedział, że z Sasaki nie ma, co dyskutować. Już na wejściu przywitały go porozrzucane książki i albumy. Widząc to poczuł ukłucie niepokoju. Aidan nigdy nie pozwalał by w jego domu książki leżały na podłodze. Zawsze równo je układał na półkach. Zajrzał najpierw do kuchni, później do salonu. Tam znalazł wycinki z gazet mówiące o wypadku Ukyo i Aidana sprzed sześciu miesięcy. Sam je tu zostawił, w razie gdyby któregoś dnia jego brat zapragnął dowiedzieć się więcej. Na pogrzebie Ukyo, Aidan ledwo się trzymał, był nieprzytomny z rozpaczy i żalu. Wszyscy martwili się, co dalej z nim będzie. Byli tak strasznie zakochani... Jedno bez drugiego nie umiało wytrzymać nawet kilku minut. William pamiętał, jak na pogrzebie, Aidan przyczepił się do trumny i nie puścił, aż dotarli do miejsca pochówku. Kiedy pracownicy zakładu pogrzebowego, opuszczali trumnę w dół, Aidan nagle stracił przytomność. Zemdlał i nie budził się przez kolejne dwa dni. Lekarze tłumaczyli to nie do końca wyleczonymi obrażeniami oraz szokiem wywołanym utratą ważnej osoby. W końcu pogrzeb odbył się tydzień po wypadku, Aidan nie był w stanie samodzielnie się poruszać, potrzebował ciągłej pomocy, a uparł się, że musi być na pogrzebie. W końcu nie może odpuścić ostatniego pożegnania.
            William pamiętał ten dzień bardzo dokładnie. Wtedy Ukyo, który faktycznie był na wyjeździe służbowym, wracał do miasta. Aidan tak bardzo się cieszył z jego powrotu, przygotował dom, zrobił obiad, wszystko. Godzinę wcześniej pojechał na lotnisko. Naprawdę nie mógł się doczekać. Nie wiedzieli się kilka tygodni, co dla nich było limitem wytrzymałości. I tak codziennie godzinami rozmawiali przez telefon, czasami nawet pisali listy. Kiedy mieli wracać, Aidan zadzwonił do Williama, który czekał u niego w domu, by zaczynał grzać obiad, ponieważ już wracają. Później... Później dostał telefon z pogotowia. Dowiedział się o wypadku. Pijany kierowca tira złamał zakaz i wjechał do miasta. Nie zauważył znaków przy skrzyżowaniu i rozpędzony chciał przejechać po prostej. Niefortunnie na jego drodze pojawił się samochód Ukyo i Aidan. Zapewne żaden z nich nie spodziewał się, że coś takiego może się wydarzyć. Bo w końcu, kto zakłada najgorsze? Tir uderzył w samochód od strony pasażera, tam gdzie siedział Ukyo. Chłopak odniósł najcięższe obrażenia. Ratownicy nie mogli go wydostać, musieli rozcinać samochód. Aidan był w odrobinę lepszej sytuacji. Dużo pomogła mu poduszka powietrzna, dzięki, której nie rozbił sobie głowy o kierownicę. Strona kierowcy mocno uderzyła w gruby słup jednego ze znaków.
            Później w wiadomościach mówili tylko tym. Kierowca został skazany na dwadzieścia pięć lat więzienia, za spowodowanie śmierci. William pozbierał wycinki z gazet, chcąc kiedyś pokazać bratu prawdę. Ten wypadek był ogromnym ciosem dla ich rodziny. Z resztą po pogrzebie długo, długo trwała u nich żałoba, a u Aidana trwa do tej pory. Wtedy, kiedy zemdlał na pogrzebie, wszyscy myśleli, że zapadł w śpiączkę. Jednak ten obudził się kilka dni później. Jednak, kiedy to nastąpiło Aidan, nie pamiętał ani wypadku, ani pogrzebu. Był przekonany, że Ukyo wciąż jest na wyjeździe służbowym i że za niedługo wróci. Nikt z nas nie śmiał zmieniać jego zdania na ten temat. Każdy bał się, że jeżeli coś powie, wspomnienia wrócą do niego zbyt gwałtownie, co wywoła jeszcze większy szok i uszkodzi pracę jego mózgu lub serca. Lekarze też twierdzili, że lepiej to przeczekać, wybrać odpowiedni moment i powili zacząć uświadamiać Aidana  w sytuacji. Powiedzieć mu, co się stało by wspomnienia same wróciły. Do tego czasu pozwolono mu prowadzić normalne życie. Oczywiście przez pewien czas był pod nadzorem brata, nie mógł zostawać sam na długo, między innymi z powodu obrażeń. Złamana noga, kilka żeber i lewa ręka. Potrzebował pomocy niemal przy każdej czynności. Kiedy tylko zdjęto mu gips, uparł się, żeby mieszkać samemu, ponieważ nie chce zawracać głowy Willowi, w końcu on ma już narzeczoną, a para powinna mieć swoje mieszkanie, bez dodatkowych członków rodziny. Jednak Will widział, że coś jest nie tak. Pomimo tego, że Aidan nie pamiętał dokładnych przyczyn w nocy często nawiedzały go koszmary senne, cząstkowe wspomnienia tamtych wydarzeń. On sam chodził przybity, często mówił, że czegoś mu brakuje, że coś jest nie tak, ale on sam nie wiedział, co. Tłumaczył to sobie tęsknotą za Ukyo, co w dużej mierze również było prawdą.

            William potrząsnął głową, nie powinien teraz tego wszystkiego rozpamiętywać. Przeszedł nad wycinkami, kierując się do sypialni brata. Spodziewał się, że tam go zastanie, choć obawiał się, że coś się stało. Aidan zawsze pilnował porządku w domu, nigdy nie zostawiał, aż tak porozrzucanych rzeczy, a w szczególności książek. Mając złe przeczucia powoli otworzył drzwi do sypialni brata. To, co tam zobaczył wstrząsnęło nim dogłębnie. Przez chwile, nie był w stanie ruszyć się z miejsca, a głos uwiązł mu w gardle. W pokoju było ciemno, rolety było opuszczone a okna pozamykane. Dookoła panował pozorny porządek, ale nie to wstrząsnęło Williamem. Na łóżku ubrany w garnitur leżał jego brat. Przyciskał dłońmi do klatki piersiowej białą kopertę, oraz ramkę ze zdjęciem. Oczy miał zamknięte, a na ustach delikatny uśmiech. William otrząsnąwszy się z pierwszego szoku doskoczył do niego jednym susem, najpierw dotykając dłoni, a następnie badając puls. Ale znał odpowiedź nim jeszcze to zrobił. Kątem oka zarejestrował duże opakowanie po tabletkach na szafce nocnej. Poznał opakowanie już z daleka, były to leki, które przepisał mu lekarz, gdy okazało się, że rozpacz wyparła z mózgu wiadomości o śmierci i pogrzebie Ukyo. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz