czwartek, 2 lutego 2017

Resurrected, rozdział III

Witam!
Jestem miło zaskoczona waszą aktywnością pod tą serią. Dziękuję za Wasze opinie oraz za to, że odważyliście się nimi podzielić ze mną i pozostałymi czytelnikami!
Moi drodzy, to już trzeci rozdział!
Zapraszam i miłej lektury,
~ Aoi ~


Przerażony i jednocześnie ciekawy rozwoju sytuacji.

Nic się nie stało, pewnie otworzyłem je przez swoją nieuwagę, kiedy oglądałem tatuaż albo jak kołysałem się, wtulony w jego plecy.
Sam siebie złajałem, za tę niepotrzebną panikę, jednak strach pozostawił napięcie i w sumie to został podsycając wyobraźnię. Delikatnie zamknąłem jego powieki, a kiedy nie stawiały oporu odetchnąłem z ulgą. Po chwili jednak znowu się otworzyły! Krzyknąłem i chcąc się cofnąć upadłem na tyłek. Usłyszałem trzask drewna, pewnie trumna pękła…
Teraz to już wydawało mi się, że on się rusza! Zaczyna się powoli poruszać, delikatnie jakby wybudzał się ze snu…
Zerwałem się na równe nogi, próbowałem wyskoczyć z dołu, było ciężko. Za trzecim razem się udało. W pierwszym atak paniki uciekłem od dół. Z bezpiecznej odległości obserwowałem, co będzie dalej, każdy szmer, szum i powiew wiatru napawały mnie przerażeniem. Nie wiedziałem, czy to się dzieje naprawdę, czy może rozpacz odebrała mi zmysły?
Po kilku minutach, które dla mnie były wiecznością, wróciłem tam. Uklęknąłem nad grobem i ostrożnie poświeciłem tam latarką… A to, co zobaczyłem przeszło moje najśmielsze oczekiwania i najdziwniejsze wizje.
    Gdzie… gdzie ja… - Sasuke mówił. Siedział tam, w dole i mówił!  - Gdzie jestem?
Zdębiałem po raz kolejny. Jednak tym razem nie potrafiłem zmusić się do ruchu. Absolutnie żadnego ruchu. Potrafiłem tylko patrzeć, na tę scenę z przerażeniem i rozdziawionymi ustami.
    Kim jesteś? – wykrztusiłem po dłuższej chwili.
    Nie pamiętam… - odparł tamten. – Na imię mi Sasuke. Chyba. Marznę…
Rozejrzał się dookoła i… Zaczął wrzeszczeć.
***
            Dużo czasu minęło nim udało mi się go uciszyć, jeszcze więcej nim odzyskałem władze nad moim ciałem i udał mi się wyciągnąć go z dołu. Miał problemy z chodzeniem, pewnie przez to, że od dawna tego nie robił.
Szybko sprawdziłem funkcje życiowe: miał podwyższone tętno i był przemarznięty, jednak wyglądało na to, że jest człowiekiem, którego ktoś uznał za martwego.
Ale przecież ja sam widziałem jak go reanimują, jak podają coś w strzykawce, jak przestaje żyć!
Byłem zbyt zszokowany, nic nie było logiczne, nie wiedziałem czy to sen czy jawa, czy cud. Bo jeśli pochowali go żywcem, to albo to był spisek albo cud, że się obudził. Kolejny cud, że ktoś – mam na myśli siebie - był w pobliżu, żeby mu pomóc. Dałem mu swoją kurtkę i postanowiłem posprzątać, żeby nikt nie znalazł pustej trumny po nieboszczyku… Jutro przyjdą dokończyć grób, nikt się nie zorientuje.
Najdziwniejsze jest to, że mimo niemożliwości sytuacji, nadal myślę w miarę racjonalnie. Aczkolwiek, moje reakcje są godne zastanowienia, czy ja jestem normalny, skoro w tej sytuacji potrafię myśleć o zacieraniu śladów i o tym, że Sasuke jest ze mną żywy? Ktoś mi go zwrócił, nie ważne kto, ale liczy się teraz to, że trzeba mu pomóc.
Strach odsunął się na dalszy plan, jednak mimo wszystko nadal byłem zaskoczony, a raczej głęboko zszokowany.
Zaprowadziłem go do krypty, służącej mi za dom, tam oddałem mu swoje miejsce. Ten materac przyda mu się dużo bardziej, niż mi. Kiedy zasnął, usiadłem obok i opierając się o ścianę próbowałem wytrwać całą noc. Pozwoliłem myślom swobodnie krążyć, z nadzieja, że to pozwoli mi się odprężyć.
Obudziłem się, jeszcze zanim słońce ukazało się na niebie. Dręczony koszmarami, nie byłem w stanie zamknąć oczu ponownie z obawy przed tym, co może pokazać mi umysł.
Śniło mi się, że chodzimy razem do sierocińca, że wróciliśmy do czasów naszej młodości. Wszystko wyglądało całkiem przyjaźnie, ciepło i znajomo. Było przytulne i cieple bo on tam był. Gdyby nie to, byłoby tam szaro i smutno. Zaraz po tym jak zasiadaliśmy do wspólnej kolacji rozlegał się alarm, opiekunowie krzyczeli, że mamy uciekać do schronów jak najszybciej. Wołali, że rozpoczęły się naloty, bombardowania, a my nie wierzyliśmy własnym oczom. Przecież to historia, to przeszłość, nikt w XXI wielu nie robi nalotów bombowych, przecież u nas panuje pokój!
Jednak posłusznie uciekamy, starając się nie rozdzielić, a kiedy już schodzimy do bezpiecznego miejsca, okazuje się, że każdy z nas ma przydzielone kilka krzesełek, niczym w autobusie. Schron wygląda jak hala sportowa, do której wstawiono siedzenia z autokaru. Potem idziemy na kolacje ale pokój w którym chcemy zjeść, przecina na pół ogromny kawał betonu, spadający z sufitu. Wtedy widzę, że i jego przygniótł ten kloc, podobnie jak pozostałych, a ja znowu zostaje sam.
W tym momencie się obudziłem, cieszyłem się, że nie było mi dane dowiedzieć się co, wydarzy się dalej. Nie chce tego wiedzieć.
Ten koszmar sprawił, że tylko bardziej obawiam się tego, co zgotował dla nas los.
Postanowiłem poszukać w Internecie informacji, które pomogą mi ustalić kim jest Sasuke i dlaczego zapadł w śpiączkę. Zostawienie czarnowłosego samego w krypcie nie wchodziło w grę, zadzwoniłem więc, z budki telefonicznej do starej znajomej. Zgodziła się poszukać za mnie wszystkich informacji o Sasuke jakie tylko znajdzie, zaproponowała też, że na jakiś czas może „ użyczyć” mi swoje drugie mieszkanie, które planowała komuś  wynająć. To ułatwiało sprawę, mieszkanie w krypcie zaczynało być uciążliwe, może nawet znajdę uczciwą prace, tak jak czasem marzyłam, i będę w stanie sam wyjąć mieszkanie za jakiś czas?
Teraz jednak umówiłem się z nią około południa. Musi dać nam klucze do mieszkania. Obiecałem, że kiedyś odpracuje u niej ten ogromny dług wdzięczności.
     Sasuke? – kiedy wróciłem, zastałem go pól leżącego na materacu. Podnosił raz jedna, a raz drugą nogę. – Co robisz?
    Kim jesteś? – mrukną w odpowiedzi. – Próbuję przypomnieć nogom, do czego służą.
     Naruto. Pomogę – krótko i na temat.
I tak bez dalszej rozmowy  pomogłem mu unosić i opuszczać nogi, a także je zginać. Wyraźnie protestował przed moją pomocą. Nieustannie warczał i się wściekał, jednak to wcale mnie nie zrażało. Zaciskałem zęby i robiłem, co mogłem żeby pomóc.
***
            Mieszkanie… było mieszkaniem. Rozejrzałem się szybko dookoła, tak by nie pokazać niezadowolenia. Miejsce to, nie różniło się niczym od opuszczonej przed laty rezydencji z koszmaru. Oczywiście przesadzam, wystarczy tu odrobinę posprzątać i przynieść kilka rzecz i… Oh, dosyć. Wszystko lepsze niż cmentarna krypta.
Podziękowałem, pożegnałem się i nie dając Sasuke większego wyboru, wcisnąłem mu w dłonie rękawiczki, informując, że musi mi jakoś pomóc. Sam się nie wyrobię w jeden dzień za żadne skarby świata. Biorąc pod uwagę jego stan, nie dawałem mu trudnych zadań jedyne te, przy których mógł siedzieć.
            Kiedy skończyliśmy, za oknem było już ciemno. Wyszedłem z domu tylko raz, po zakupy, a potem przygotowałem posiłek.
Pierwszy tydzień minął nam w dosyć napiętej atmosferze, walczyliśmy z brakiem pamięci Sasuke, udało nam się „odzyskać” szczątkowe informacje, jednak to było za mało, by wszystko ułożyło się w logiczną całość.
***
     Sasuke? – zawołałem wchodząc do domu.
    Nie krzycz, jestem obok – usłyszałem szept koło ucha i aż drgnąłem. Nie spodziewałem się, że będzie tak blisko.
     Przypomniałeś coś sobie? Moja znajoma mówiła, że jesteś, a raczej byłeś właścicielem dość wpływowej firmy – zacząłem opowiadać, rozbierając się z ciepłej kurtki i butów, które udało mi się dość tanio kupić w sklepie z używaną odzieżą za pieniądze z niedawno wykonanej pracy. – Kiedy wracałeś z bankietu charytatywnego, miałeś wypadek. Na skrzyżowaniu wjechał w ciebie van, kierowca prawdopodobnie myślał, że zdąży nim zmienią się światła. Oficjalnie, zginął na miejscu w wyniku obrażeń doznanych podczas zderzenia, jednak w tajnych aktach, pojawia się wzmianka, że mężczyzna trzymał w dłoni starodawny rewolwer, który powinien być już zabytkiem. Dowody wskazują na to, że sam strzelił sobie w głowę, tuż po wypadku.
    Kawy? – zapytał, słuchając dalej.
     Tak, poproszę. Trafiłeś do szpitala z pogruchotanymi kośćmi. Miałeś także wstrząs mózgu, pękniętą czaszkę i złamaną rękę – na te słowa, Sasuke odruchowo zerknął na prawe przedramię, a zaraz po tym, podał mi kubek z parującym napojem. – Obudziłeś się niemal od razu, po przewiezieniu Cię do szpitala. Pierwsze, co zrobiłeś, kiedy już mogłeś przyjmować gości, to uprawnienie niejakiego Itachiego Uchiha, do wykonywania obowiązków prezesa, na czas twojej absencji. Dzień później, na życzenie tegoż samego Itachiego, wprowadzono cię w stan śpiączki farmakologicznej, rzekomo pod kontrolą lekarzy. Niestety wymknęło się to z pod owej kontroli, przez co „ spałeś” dwa lata, niestety oboje wiemy, jak o się skończyło. Co jakiś czas, mieli odwiedzać cię rehabilitanci, aby dbać o sprawność ruchową i zapobiec zanikom mięśni. Na dzisiaj tyle udało mi się dowiedzieć, więcej nie wyciągnąłem. Z tego, co zauważyłem, byłeś znanym przedsiębiorcą, swego czasu, pisały o tobie wszystkie gazety,. O  utraconym przez ród Uchiha najmłodszym synu.
Skończywszy, upiłem łyk ciepłej kawy. Nie spuszczałem wzroku z Sasuke, wydawał się skonsternowany i równie zaskoczony jak ja.
     Nie wiem tylko, jakim cudem, wcześniej o tym nie słyszałem, do sierocińca docierała prasa, mieliśmy także kablówkę i Internet – pokręciłem głową, z niedowierzaniem. A przynajmniej tak miało to wyglądać. – Do tego, nadal nie mogę zrozumieć jak trafiłeś do sierocińca, skoro miałeś rodzinę? Dlaczego nikt Cię nie szukał i jak to się stało, że kiedy tylko wyszedłeś, nagle stałeś się prezesem firmy?
Pytania te zadałem właściwie sam sobie. Nie oczekiwałem odpowiedzi, ani monologu podobnego do tego, w którym przedstawiłem nowe fakty. Kiedy tylko uporządkowaliśmy sprawy z nowym mieszkaniem, postanowiłem dowiedzieć się, co dokładnie zdarzyło się w tej rodzinie, że aż rodzony brat posunął się do czegoś takiego.
    Kim jest ta twoja znajoma? – pytanie pojawił się nagle i nieoczekiwanie. W ciągu ostatniego tygodnia niewiele mówił, za to dużo jadł i pił. Nic dziwnego skoro około dwa lata był pozbawiony takich rarytasów. Zdaje mi się, że organizm domaga się o swoje. Do tej pory Sasuke nie pytał również, dlaczego tak bardzo drążę sprawę i usilnie próbuję, znaleźć wszystko na ten temat, co tylko się da.
     Pracuje w policji, jest komendantem.
    Kobieta? – usłyszałam nutkę zaskoczenia przemieszana z pewnego rodzaju niedowierzaniem.
     Tak, kobieta. Zaskoczony?
    Kiedyś to było nie do pomyślenia – zaśmiał się patrząc gdzieś ponad moją głowę. – Pamiętam sierociniec. Kiedy go opuściłem nie pozwolono mi cię odwiedzać, pisywałem listy. Nie odpisałeś na żaden. Dlaczego?
     Listy? Nigdy nie dostałem listu. Od nikogo – zamarłem słuchając uważnie każdego słowa.
    Cholera, musieli je palić… Wyrzucone mógłby ktoś znaleźć – zmarszczył brwi. – Kiedy opuściłem sierociniec nie wiedziałem dokąd się udać. Jednak kiedy znalazłam małe mieszkanko i pracę jako barman, po kilku tygodniach odezwał się do mnie Itachi, mówiąc, że jest moi bratem. Po latach udało mu się trafić na mój ślad, a że ojciec umiera, to ostatnia szansa, żeby się z nim spotkać.
     Od tak uwierzyłeś? Ślepo za nim pobiegłeś? – zapytałem zszokowany.
    Odebrało Ci rozum? – sarknął. – Nie chciałem z nim rozmawiać, dopóki nie udowodnił mi, że naprawdę pochodzę z ich rodziny. Przyniósł mi mój akt urodzenia.
     Wiesz, że takie coś można podrobić? – spojrzałem na niego jak na idiotę. Przecież w tych czasach wszystko można podrobić!
    Nie jestem głupi, ale widziałeś go? Jesteśmy naprawdę bardzo, ale to bardzo podobni, a jeszcze ojciec... – westchnął. - Gdybyś tylko ich widział – w jego głosie pojawił się smutek. – Zaproponowali bym z nimi zamieszkał. Nie od razu, ale się zgodziłem i kilka dni po tym, ojciec zmarł. Okazało się, że w testamencie zapisał mi całą swoją firmę, jak najmłodszemu dziedzicowi, gdyż mój starszy brat miał już ustatkowane życie i wysokie zarobki. Ponoć nigdy nie interesował się rodzinną firmą – zamilkł na chwilę. -  Cóż, zgodziłem się. Z bratem, wydawało mi się, że utrzymywaliśmy przyjazne stosunki, choć nie ukrywam, odkąd poznał treść testament zaczął dziwnie się zachowywać. Udało mi się prowadzić tę firmę przez kilka lat.
     Myślisz, że Itachi mógł ukartować wypadek, żeby odzyskać firmę?
    Nie wiem. Idę do siebie, zmęczyłem się – wychodząc poklepał mnie po głowie. – Dobra robota, Mały.

     Mały? – zmarszczyłem brwi oglądając się za nim. Nadal miał problemy z chodzeniem, musiał korzystać z kul inwalidzkich, co też nie wychodziło mu jakoś zachwycająco. W końcu mięśnie rąk też miał znacznie osłabione.

1 komentarz:

  1. Strasznie tajemnicze to wszystko.. jednak z czasem pewnie wszystko się wyjaśni. Czekam na jakąś "akcję" pomiędzy Naruto i Sasuke, mam nadzieję, że długo czekać nie będę musiała :)

    OdpowiedzUsuń