czwartek, 9 lutego 2017

Resurrected, rozdział IV

Hej, hej! 
Tym razem nieco krótszy rozdział od poprzedniego, być może kolejny będzie dłuższy.
Miłej lektury! I miłego weekendu.
~ Aoi ~

            W nocy obudził mnie hałas dobiegający z korytarza, jednak nie wstałem z kanapy, żeby nie przeszkadzać Sasuke w wędrówce do łazienki. Wiem, że źle się czuje z faktem, że nie może wychodzić na dwór ani sam nic załatwić. W tej chwili jest to zbyt niebezpieczne, a im mniej osób wie, że on się obudził, a co więcej, że jednak żyje – tym lepiej. Mamy więcej czasu na rozwiązanie zagadki W najlepszym wypadku na jaw wyjdą knowania Itachiego, a Sasuke odzyska, to co utracił.

            Ku mojemu zaskoczeniu Sasuke staną nad kanapą, ubrany w spodnie od dresu i koszulkę na długi rękaw. Przyglądał mi się przez chwilę, po czym pochylił się. Chwilę mi się przyglądał, chyba chciał ocenić czy śpię.
    Bu! – powiedziałem dość nagle, jednak cicho. Sasuke drgnął i chcąc odskoczyć, stracił równowagę.
Widząc, co się święci, chciałem mu pomóc, jakoś go przytrzymać, chwyciłem więc za przód jego koszulki, a że siedziałem, nie wiele to dało. Ostatecznie, osiągnąłem tylko tyle, że zmieniłem trajektorię lotu jego ciała.
Upadliśmy oboje. On, oczywiście bardziej boleśnie, jednak wylądował na podłodze, zamiast na krześle, co byłoby zdecydowanie bardziej niebezpieczną opcją. Ja zaś, upadłem na kolana, z jedną ręką na jego piersi, a drugą na panelach.
    Oj – uśmiechnąłem się krzywo. – Wszystko w porządku?
     Yhym – mruknął i odchylił głowę lekko do tyłu, by po chwili z jego ust wydobył się wesoły śmiech.
Był to dźwięk tak przyjemny dla uszu i serca, że aż sam zacząłem się śmiać. Najpierw cichutko, później co raz głośniej. I tak trwaliśmy w tej dziwnej sytuacji, nie wiedząc z czego się tak cieszymy. W ciemnym pokoju, w którym jednym, nikłym źródłem światła była latarnia uliczna, stojąca nieopodal naszego nowego domu. Szczęśliwi, czerpaliśmy pokrzepiającą siłę, właśnie z tej drobnej chwili radości, którą udało nam się ukraść złośliwemu losowi.
            Po chwili udało mi się opanować, podniosłem się zgrabnie od razu podając mu rękę. Chwilę później, siedzieliśmy już na kanapie, przy zapalonej lampce i słuchaliśmy szumu gotującej się wody na herbatę.
    Czemu właściwie wstałeś?
     Nie mogę spać, zamierzałem cię obudzić i… W sumie sam nie wiem czego chciałem – wzruszył ramionami.
    Zapewne towarzystwa – szepnąłem sam do siebie.
     Tak, pewnie masz rację – zaskoczył mnie tym, że to usłyszał. – Może coś obejrzymy? – zaproponował i od razu zabrał się za szukanie jakiegoś filmu. Niestety nie znalazł nic ciekawego, wobec tego nie pozostało nam nic innego jak zostawić jakiś nudny program.
Zalałem herbaty – niestety na kawę było już zbyt późno – i usiadłem obok niego.
Westchnąłem cicho, poczułem taką nostalgię… Oh, nawet w najśmielszych snach, nie widziałem tak udanej przyszłości. Zawsze marzyłem o dobrej pracy, mieszkaniu i dobrobycie, ponieważ to było to, czego całe życie mi brakowało, a jednak, nawet przez myśl mi nie przeszło, że będę mieszkał z kimś ważnym dla mnie. Mimo iż nadal nie było idealnie, a sprawy dopiero zaczynały się rozwiązywać, w tej chwili byłem szczęśliwy. Odczuwałem wewnętrzny spokój, radość płynącą z przebywania z drugim człowiekiem.
    Oh, jak mi tego brakowało! – przytuliłem się policzkiem do ciepłego kubka, po sekundzie niestety musiałem się odsunąć, był zbyt gorący.
     Mnie też – odparł. – Czasami zastanawiałem się, jakby to było, gdybyśmy urodzili się w normalnych domach.
Słysząc to parsknąłem urywanym śmiechem.
    Co to znaczy „ normalny dom”? – zerknąłem na niego ukradkiem.
     Dobre pytanie – po tym zamilkł na chwilę, marszcząc czoło. O, myśli! – Myślę, że normalny dom, to miejsce, do którego chcesz wracać. Tam, gdzie ktoś na ciebie czeka, pamięta i się martwi o ciebie. Tak w tej chwili opisałbym dom.
Uśmiechnąłem się. Tak, to zdecydowanie dobrze brzmiący opis domu. Mógłbym nawet taki zaakceptować, a nawet utworzyć!
Kiedyś…
- O, cała ta sytuacja jest jakaś dziwna. W jednej chwili z sieroty zmieniłem się w panicza z bogatego rodu, straciłem przyjaciela zyskując niby-rodzinę i fortunę, z którą i tak nie mogłem ci pomóc, nikomu nie mogłem… Potem wypadek, teraz dowiaduje się o śpiączce, a nawet własnej śmierci. Czyż to nie brzmi jak wymyślona na prędce wyimaginowana historyjka? – w jego głosie usłyszałem smutek.
    Trochę. Ale dowiemy się kto za tym stoi, wszystko wróci do…
     Tylko nie mów do normy – przerwał mi. – Dla mnie norma to był sierociniec, gdzie razem robiliśmy głupie rzeczy.
    Dobra, dobra. Spokojnie, wszystko wróci na właściwe tory. Może być? – parsknąłem śmiechem.
     Lepiej już nic nie mów – szturchnął mnie łokciem, a gdybym miał więcej herbaty zapewne bym nas pooblewał.
    Wobec tego mam plan – odwróciłem się w jego stronę. – Skoro oboje nie możemy zasnąć, pooglądajmy w milczeniu durne teleturnieje. Może to zadziała usypiająco.
     Nie wierzę, że dasz radę bez gadania – rzucił mi wyzywające spojrzenie. – Ale spróbujmy.
W odpowiedzi wygodniej ułożyłem się na kanapie, podniosłem z ziemi koc, pod którym wcześniej leżałem i przykryłem nas oboje. Dwa odcinki programu później oczy mi się zaczęły zamykać, zdaje mi się, że powiedziałem niewyraźne dobranoc i odpłynąłem.
Koniec końców zasnąłem na jego ramieniu, a co najlepsze, było to najwygodniejsze ramię, na jakim kiedykolwiek spałem.

1 komentarz:

  1. Zaczynam dostrzegać chemię między bohaterami :) Rozdział bardzo pozytywny, chociaż faktycznie dość krótki. Ciągle czekam aż coś się między nimi wydarzy... a tu sen na ramieniu Sasuke.. Słodki sen. Mam nadzieję, że w następnym rozdziale będzie więcej tej słodyczy :)
    Pozdrawiam gorąco :)

    OdpowiedzUsuń