czwartek, 16 lutego 2017

Resurrected, rozdział V

Witam!
Dziś bardzo późno pojawia się rozdział, jednak spokojnie, nie zapomniałam. Dla odmiany, dłuższy niż ostatnim razem.  :) 
Miłego czytania.
~ Aoi ~


    Naruto? – cała głowa mi podskakiwała. – Naruto? Możesz w końcu wstać?
     Hm? – poduszka uciekała mi z pod głowy. – A tak, przepraszam – niezdarnie się wyprostowałem, w nocy najwyraźniej zsunąłem się głową na jego kolana, przez co nie mógł teraz wstać.

     Wyjdźmy na spacer dzisiaj – zaproponował. – Chociaż na chwilę, mam dosyć siedzenia w domu.
    Możemy podejść do otwartego okna – odparłem przecierając oczy. – Wystarczająco ryzykowaliśmy idąc do tego mieszkania. Nikt nie może wiedzieć gdzie jesteśmy.
     Ale… Chcę wyjść – mówiąc to trzasnął drzwiami od łazienki. Dzieciak.
Dzięki Bogu, wcześniej pomyślałem o tego typu sytuacjach i odkręciłem klamkę z okna w łazience. I w jego pokoju. I w salonie. Drzwi zamykam na klucz, który ukryłem. Wole ryzykować jego fochy i kłótnie niż to, że ktoś będzie chciał go zabić ponownie.
 - Naruto! – Oho, zobaczył… - Naruto! Co to ma znaczyć?!
Kurde, kurde, jak tylko tu do skacze będzie źle, eh, udawaj pewnego siebie, nie pokazuj, że tobie też się to nie podoba.
    Coś się stało? – Głupie pytanie. Przecież widzę wyraz jego twarzy.
     Gdzie zniknęły klamki?
    Zabrałem – przełknąłem nerwowo ślinę.
     Naprawdę zamykasz mnie tu jak w wariatkowie? Jeszcze z drzwi klamki powyrywaj…
    Sasuke… Wiesz, że robię to dla naszego bezpieczeństwa.
     Tak, jasne.
Zobaczyłem tylko jak zamykają się za nim drzwi od jego sypialni. Niestety chyba jednak się obraził. Z drugiej strony postąpiłbym tak samo. Nikt nie lubi aż takich ograniczeń, co a mówię, żadnych ograniczeń! Szczególnie jeśli chodzi bezpośrednio o naszą przestrzeń. Kilka minut później usłyszałem łomot dochodzący z sypialni. Chyba zobaczył, że u niego też nie można otworzyć okna…
Poszedłem sprawdzić, jednakże, kiedy tylko uchyliłem drzwi dostałem poduszką w twarz. Uśmiechnąłem się pod nosem, oddałem mu i szybko uciekłem do siebie. Wiedziałem, że i tak nie będzie mnie gonił.
***
                Męczył mnie pewien element sprawy, a mianowicie, fakt, iż w szpitalu nikt nie protestował przed odłączeniem Sasuke. Nie wydaje mi się, aby tak łatwo było odebrać komuś życie, nawet jeśli rodzina się na to zgodziła. Chociaż… Właściwie wszystko miałoby sens, ponieważ najstarszy syn od zawsze przy boku ojca, zapewne uważał, że najbardziej majątek należy się właśnie jemu. Najlepiej by było gdyby udało się ustalić drzewo genealogiczne jego rodziny oraz naleźć informację na temat tego, jak to się stało, że Sasuke uznano za sierotę i umieszczono w domu dziecka. Na pewno stanowi to jakiś sekret rodzinny.
                Męczony ciekawością i przeczuciem, że to będzie coś znaczącego dla sprawy, pewnego popołudnia udałem się do urzędu jako młodszy praktykant. Dzięki uprzejmości znajomej komendant, mogłem zwiedzić wraz z grupą archiwa. Co prawda część danych została już umieszczona w elektronicznych systemach, jednakże nadal było tam mnóstwo papierów i dokumentów.
Plan był taki: chciałem odłączyć się od grupy aby na własną rękę poszukać informacji o rodzinie Sasuke ale okazało się to niemożliwe. Skrupulatnie nas pilnowano.
Dopiero pod koniec dnia udało mi się podpatrzeć dane do logowania, do głównych systemów, będę musiał posiedzieć nad tym w domu, najwyraźniej tutaj się nie da.
Właściwie może to nawet lepiej, ze względu na to, że rodzina Sasuke wcale nie musi pochodzić z tego miasta. A gdyby tak było, godziny wertowania papierów ręcznie, mijały się z celem. Hm, wymyśliłem nawet lepsze rozwiązanie niż to poprzednie, intrygujące!
                Włamanie się do systemu urzędu wcale nie było takie proste jak mi się wydawało i zajęło mi nieco ponad dwa dni. Sporo przy tym się musiałem namęczyć bowiem mają doprawdy, silne zabezpieczenia! Hackerstwa nauczyłem się jeszcze w sierocińcu, z początku był to sposób na robienie głupich żartów tym, którzy zaleźli mi za skórę, potem stało się czymś w rodzaju hobby. Lubiłem bawić się w taki sposób, płatając niewinne figle. Cóż nie ukrywam, że pomogło mi to również nieco wyszlifować wyniki osiągane w szkole… Ale cicho, nikt nie musi wiedzieć.
Tak jak podejrzewałem, rodzina Sasuke nie pochodziła z naszego miasta,                                                                                                                                                                        najwyraźniej tutaj się osiedlili. Rodzice urodzili się w zupełnie innych miejscach, rzekł bym nawet, że po przeciwnych stronach mapy, jednak z jakiegoś powodu przyjechali właśnie tutaj. Najpierw urodził się Itachi, później Sasuke ale już w innym szpitalu, na obrzeżach. Hm, ciekawe. Data urodzenia Sasu, była równocześnie datą zgonu jego matki. No proszę, pierwszy powód dla którego starszy brat mógłby chcieć pozbyć się młodszego krewnego, szczególnie gdy obarczał go winą za odebranie życia rodzicielce.
Oprócz aktu małżeństwa rodziców, później brata oraz aktów zgonu ojca oraz jak widzę niedawno dodanego aktu zgonu Sasuke… Nic więcej nie znalazłem w owej bazie danych.
                Musiałem zrobić sobie przerwę, zdjąłem więc okulary, schowałem do pokrowca i odłożyłem. Były już dość zdezelowane, pamiętają jeszcze czasy domu dziecka, później zawsze były nowe wydatki, ważniejsze niż para okularów. Szczególnie, gdy wyrzucili mnie z kawalerki i musiałem żyć na cmentarzach, pod mostami i oh, w garażach u pewnych uprzejmych ludzi. Ale, hej! Te nadal są dobre i mi służą! Co z tego, że pomarańczowa oprawka wyblakła, a szkła są nieco starte od uporczywego czyszczenia? Bardzo je lubię, chyba mam do nich pewien sentyment.
                Będę musiał zajrzeć również do bazy danych sierocińca, z danych w urzędzie wynika, że po urodzeniu Sasuke został zabrany do domu, a przynajmniej oficjalnie. Nie ma nigdzie zapisków o zrzeczeniu się praw rodzicielskich czy oddania do adopcji tegoż chłopca.
Przetarłem dłonią zmęczone oczy i wyciągnąłem się niespiesznie. Sasuke siedział niedaleko, oglądał telewizję, a raczej dryfował po kanałach. Zauważyłem, że bardzo lubi je zmieniać, często tak robi. Później wstaje obrażony, spaceruje po domu, chodząc od okna do okna – coraz lepiej wychodzi mu „ obsługa” kul – a potem wraca na poprzednie miejsce i zaczyna narzekać, jak to bardzo chciałby wyjść z domu.
W przeciwieństwie do mnie, musi przebywać w tych czterech ścianach bez przerwy, podczas gdy ja wychodzę na zakupy, poszukać informacji czy zdać raport pani komendant. Nieoficjalnie pomaga nam w tym małym śledztwie, a jeśli udowodnię przestępstwo, napisze, że było to tajne śledztwo na polecenie anonimowego poszkodowanego. Nie wiem jeszcze jak zostanie przyporządkowany do tego Sasuke, to znaczy jak go określi: czy jako zleceniodawcę czy może kogoś kto domagał się ujawnienia prawdy? Nie znam się aż tak, aby to stwierdzić.
    Mogę się przysiąść? – stanąłem tuż obok kanapy, patrząc z góry na znudzonego Sasuke.
     A mam inne wyjście, niż się zgodzić?
    Chyba nie za bardzo – wzruszyłem ramionami siadając na wolnym skrawku miękkiego tapczanu.
     To po, co mnie pytasz, Mały? – zaśmiał się.
Ostatnio często obdarza mnie podobnymi epitetami. Słyszałem już Mały, Młody, Idioto, Młotku o i jeszcze trochę mniej miło: Młocie. Ciekawe, czyż nie? Być może tak zaczyna okazywać mi swoją sympatię. Mam wrażenie, że zaczyna oswajać się z zaistniałą sytuacją, a z braku innego wyjścia zaczyna znowu lubić moje towarzystwo. Przecież kiedyś byliśmy nierozłączni. Do tego, nie ma między nami aż tak wielkiej różnicy wieku, jedynie dwa lata, dzięki czemu nasze myślenie jest podobne.
                I znowu to samo. Zasiedliśmy na kanapie, oglądamy telewizję i nawet nie rozmawiamy, nie patrzymy na siebie. On nie ma żadnych pytań, ja swoich nie wypowiadam. Całymi dniami skupiam się na tym, żeby znaleźć rozwiązanie sprawy, a jedyne, co dostaje od Sasuke w zamian to milczenie, złość i fochy. Ciężko mi to znosić, chcę wszystko wyjaśnić, ale samotność trwała tak długo, że boję się popełnić jakikolwiek błąd, który nas podzieli.
                Zgadzam się więc na milczenie, do czasu.
    Sasuke?
    Co tam? – odpowiedział pytaniem, na pytanie, lekko odwracając głowę w moją stronę.
    Jak się czujesz?
     Skąd to pytanie?
Zmarszczyłem brwi.
    A wiesz, po prostu pytam – ah tak, niezręczność.
     Hm, nie jest źle, żyję. Siedzę w ciepłym mieszkaniu przed telewizorem, choć powinienem leżeć martwy – wzruszył ramionami. – Nie mogę nigdzie wyjść bo rzekomo ktoś czyha na życie super gwiazdy, jaką jestem. Dzień, jak co dzień. Karania mlekiem i miodem płynąca.
    I po co ten sarkazm? Daj spokój, wiesz, że teraz nie mamy wyjścia.
    Tak, wiem – po kilku sekundach podniósł się z miejsca. – Idę do siebie, miłego wieczoru, Naruto.
Znowu to samo, temat jest niewygodny, niezręczny, więc ucieka! Drań! Ale dzisiaj nie pójdzie mu tak łatwo! Sam nie poradzi sobie ze wszystkim, po za tym, czas najwyższy współpracować.
    Ej, nie uciekaj, wracaj tu i chociaż program obejrzyj do końca.
     Już mnie nie interesuje – powiedział głośniej z korytarza. Faktycznie coraz szybciej się przemieszcza, aż jestem w szoku. Kiedy zdążył opanować wszystko do takiego stopnia?
Zerwałem się ze swojego ciepłego miejsca i pobiegłem za nim – o ile dwa duże kroki zasługują na miano biegu.
Zatrzymałem go w momencie, gdy przekroczył już próg swojego pokoju i odkładał kule na bok. Najwyraźniej na małym obszarze ich nie używał.
    Będziesz uciekał ode mnie za każdym razem, gdy nie spodoba ci się temat? Sasuke, zachowuj się jak dorosły.
     A jak zachowują się dorośli? – zmrużył oczy. – Nikt mnie nie nauczył jak powinni zachowywać się dorośli.
Wywróciłem oczami słysząc jego słowa. Fakt, nikt nie uczył nas, jak być dorosłym.
    Eh, daj spokój.
     Nie wiesz, jak to jest, oficjalnie być martwym. Być zamkniętym w czterech ścianach całodobowo! – z każdym słowem przybliżał się do mnie. – Nie mogę nawet robić tego, na co mam ochotę!
    Oczywiście, że możesz – westchnąłem zrezygnowany. – Oczywiście w granicach rozsądku i… Tego mieszkania. Niestety.
     Ah, tak? Mogę robić, na co mam ochotę? – w tej chwili stał już naprzeciwko mnie, miałem wrażenie, że zaraz się zamachnie i uderzy mnie pięścią, wyładowując frustrację i gniew, jaki zgromadził w sobie do tej pory.  – Zatem, dokładnie w tej chwili zrealizuję jedno z moich marzeń!
To powiedziawszy, zacisnął obie dłonie na przedniej części mojej koszulki, przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Mocno, szybko i brutalnie. Nasze usta połączyły się na krótką chwilę, zdążyłem poczuć, że jego wargi są całkiem miękkie i ciepłe. A w dodatku, kiedy zdałem sobie sprawę, że jednak mi nie przywali, rozluźniłem się i nawet zaczął mi się podobać ten agresywny pocałunek, choć nie umniejszało to szoku. Chciałem go pogłębić, już wyciągałem dłonie aby wpleść palce w jego włosy, pomasować delikatnie kark, już czułem, jak moje palce głaszczą te ciemne kosmyki… I dokładne w tej samej chwili, ciepło drugich warg zniknęło, a mi przed nosem trzasnęły drzwi. Prawie dostałem nimi w twarz.
    I tyle było z naszej współpracy… - szepnąłem, a głośniej dodałem:
     Jedno z marzeń… tak?

Stałem tak pod jego drzwiami, czołem oparty o chłodne drewno, kilka bardzo długich minut.

2 komentarze:

  1. Ah ten Sasuke.. milczenie, złość i fochy - cały on. Chociaż końcówka mnie zaskoczyła. Szkoda, że tylko na krótkim pocałunku się skończyło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem mile zaskoczona. Nie spodziewałam się, że ktokolwiek tak szybko przeczyta nowy rozdział!
      Jejku, jejku! :D

      Usuń