czwartek, 23 marca 2017

Resurrected, rozdział IX

Hej, hej!
Szczerze mówiąc sama odczułam zaskoczenie, kiedy okazało się, że na bloggerze rozdział staje się nagle tak krótki. Wydawało mi się, że jest znacznie dłuższy, jednakże nawet taki wniesie coś nowego do fabuły. ;p 
~Aoi ~

Wtedy miałem jedną szansę. Jedną jedyną szansę. Ino nigdy by się na to nie zgodziła, podobnie jak ja jeszcze kilka godzin temu. Teraz jednak, kierowany dzikim instynktem, podświadomym przeczuciem, że ta kobieta wszystko wie, a jedynie trzeba to z niej wycisnąć, rzuciłem się na Ino. Szybkim ruchem wyrwałem pistolet z jej kabury i korzystając z zaskoczenia wypchnąłem ją za drzwi. Zamknąłem je na zamek dodatkowo blokując klamkę podstawionym pod nią krzesłem.

Ino niemal od razu zaczęła dobijać się do drzwi wołając mnie, nie wiedziała co zamierzam. Tego nie planowaliśmy. Wiedziałem, że mam niewiele czasu. Za kilka minut drzwi nie wytrzymają nawet z pomocą krzesła i Ino wpadnie tutaj żeby odebrać mi broń. Wywlecze mnie jak przestępcę i na siłę wpakuje do samochodu.
Ale nim to wszystko się stanie miałem te kilka minut sam na sam z kłamliwą Mei. Tylko ja, ona i pistolet, którym teraz do niej mierzyłem. Powoli okrążałem ją nie spuszczając lufy pistoletu. Celowałem w głowę, żeby nie myślała, że może uciec.
    A teraz powiesz mi kto przyprowadził Sasuke tamtej nocy – powiedziałem stojąc za nią. - Mów! Inaczej strzelam.
    Blefujesz, nie zrobisz tego – powiedziała pewnie. - Nie masz odwagi.
    Sądzę, że wolisz nie sprawdzać – uśmiechnąłem się paskudnym, złym uśmiechem. - Mów. Kim on był!
    Nie mogę.
Przełożyłem broń do drugiej dłoni. Prawą natomiast złapałem Mei za tył głowy i uderzyłem nią o biurko.
    Kto. Przyprowadził. Sasuke. Mów – uderzyłem znów. - Mamy czas.
    Nie mo... - znów uderzyłem. Tym razem mocniej. Krew popłynęła z jej nosa.
    Wysoki chłopak... - wysapała między jękami bólu. - On... Wyglądał jak starsza wersja Sasuke. Au, zostaw mnie, nic więcej nie wiem! - zawołała, a ja znów uderzyłem. Teraz coś chrupnęło, chyba złamałem jej nos. - Wiedziałam, że wyrośnie z ciebie... Bandyta.
    Kim on był? Jak się nazywał? - mocniej złapałem ją za włosy. Słyszałem wołania Ino, mówiła, żebym nie robił niczego głupiego. Jeszcze chwila i tu wejdzie.
    On, on był jego bratem! Przyprowadził go do nas, kazał ukryć i nie szukać mu rodziny. Po osiemnastych urodzinach miał stąd odejść myśląc, że rodzina go porzuciła. Miał ich nie szukać – szybko powiedziała. - Przestań już proszę... - jęknęła. Cały czas zakrywała dłońmi nos.
    Dlaczego? - wysyczałem.
    Nie wiem! Nie zadawałam pytań! Płacił mi za milczenie!
    Kto? - usłyszałem coś ciekawego. - Kto Ci płacił?!
    Itachi! - krzyknęła. - Itachi mi płacił za milczenie! Wszystkim zapłacił! Nic więcej nie wiem! Nic więcej!
    Kim byli wszyscy? - puściłam ją i stanąłem przed nią. Odbezpieczoną broń, znów skierowałem w jej stronę.
    Każdy, kto brał w tym udział... Ojciec, ojciec go szukał. Itachi nie chciał żeby go odnaleźli – wysapała opierając się łokciami o biurku. W szuflady wyciągnęła chusteczki i zaczęła przykładać je do nosa. - Złamałeś mi nos barbarzyńco! - zawołała, na co ja tylko wzruszyłem ramionami.
    Mogłaś mówić od razu – mruknąłem.
    Nie rozumiesz... On nas zniszczy. Cały dorobek mojego życia, przez jednego gówniarza...
    Nie obchodzi mnie to – zabezpieczyłem broń, podszedłem do drzwi. - Miło się rozmawiało pani dyrektor. Ah, i lepiej żeby pani nie wspominała nikomu o ten rozmowie. Dla własnego dobra.
Widząc jak skinęła głową, odsunąłem krzesło od drzwi i otworzyłem je. Wściekła Ino niemal na mnie wpadła, najwyraźniej gotowa była po raz kolejny potraktować drzwi barkiem. Oddałem jej broń.
    Miło się rozmawiało, idę do auta – uśmiechnąłem się. Ręką starłem pot z czoła.
    Oszalałeś? - zawołała za mną. Chyba zajrzała do gabinetu, rozgoniła gapiów i pobiegła za mną. W drodze powrotnej opowiedziałem jej to, co wiedziałem. Zadzwoniłem też do Sasuke z informacją, że wracamy a w sprawie są postępy.

            Ino zgodziła się mnie wysłuchać, nim zaczęła rzucać oskarżeniami ale zaraz po tym jak skończyłem, zrugała mnie niczym małe dziecko. Obiecała samej sobie, że od tej pory będzie lepiej ukrywała broń, a z pewnością będzie zapinała kaburę. Mimo wszystko była pod wrażeniem moich iście barbarzyńskich i ulicznych metod. Które jako jedyne pozwoliły uzyskać zadowalający rezultat. Nie czułem się winny, za młodu wiele razy marzyłem o podobnej scenie.

2 komentarze:

  1. Naruto jaka agresja... Nie spodziewałam się po nim takiego zachowania. No nieźle się porobiło. To wszystko przez Itachiego... Tylko czemu? Jak można zrobić coś takiego własnemu bratu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naruto bywa porywczy, najpierw działa potem myśli. :D

      Usuń