czwartek, 9 marca 2017

Resurrected, rozdział VIII

Witajcie!
Jak Wam mija tydzień kochani?
Przed Wami kolejna część Resurrected!


           Następnego dnia obudziły mnie promienie słońca, grzejące mnie w nogi. Obudziłem się bo było mi za gorąco, nie mogłem znieść ciepła słońca i grzania kołdry, pod którą spaliśmy. Na kanapie leżałem sam, miejsce obok było puste. Przesunąłem dłonią po wymiętym prześcieradle i niechętnie podniosłem się z miejsca. W łazience dokładnie obejrzałem nadal nabrzmiałe i obolałe usta, uśmiechając się pod nosem na wspomnienie wczorajszego wieczoru. Przyznam szczerze, że bardzo mi się podobało. Nawet bardziej niż jestem w stanie przyznać.

            Dzisiaj mam jechać do sierocińca dowiedzieć się, dlaczego nie szukali rodziny Sasuke, zwłaszcza, że dostali chłopca z „ listem” od owej rodziny, mieli nawet nazwisko!
Kiedy udało mi się doprowadzić do porządku, czysty i w świeżym stroju chciałem przygotować śniadanie ale ktoś mnie ubiegł.
    Jajecznicy i gorącej kawy? - usłyszałem jak tylko wynurzyłem się z łazienki.
    O, chętnie – uśmiechnąłem się do niego. - Dzień dobry.
    No dzień dobry – podszedł aby dać mi szybkiego całusa.
Zaskoczony jego zachowaniem, usiadłem i czekałem aż poda mi jedzenie bowiem kawa stała już przede mną. Obserwowałem go, uśmiechając się lekko. Sasuke nucił pod nosem piosenkę, którą puszczali aktualnie w radiu, a także mieszał jajka w jej rytm. Co chwilę odwracał się do mnie, puszczał oczko albo podchodził żeby cmoknąć mnie w usta czy w nos.
    Masz dzisiaj dobry humor? - zapytałem, choć było to pytanie retoryczne.
    Nie czułem się tak dobrze od wieków – roześmiał się rozbrajająco kładąc na stole dwa talerze parującej jajecznicy. - Smacznego! Jedzmy póki gorące.
    Smacznego – kiwnąłem głową z aprobatą. - Miło widzieć Cię w takim stanie. Widzę, że już na stałe odłożyłeś kule.
    Tak, już ich nie potrzebuję. Nawet nie wiesz jaka to ulga.
    Oh, domyślam się.
            Nie licząc krótkiej wymiany zdań, śniadanie zjedliśmy w milczeniu, rozkoszując się swoim towarzystwem i smacznym jedzeniem. Sasuke miał rację, od dawna nie było tak dobrze jak dzisiaj, od dawna dzień nie zaczął się tak miło jak dzisiaj i od dawna nie czułem się tak rozluźniony i swobodny jak dzisiaj. W końcu mamy ciepły dom, siedzę przy stole z moim... Z Sasuke, jemy razem posiłek, jesteśmy szczęśliwi. Niesamowite w jakim kierunku potrafią powędrowała priorytety i pragnienia ludzkie. Kiedy masz niewiele, taki dzisiejszy poranek stanowi pełnię szczęścia. Obyśmy nigdy nie zapomnieli tego uczucia i tego poranka.
            Pomogłem mu pozmywać, a następne spakowałem do torby potrzebne dokumenty, pieniądze i kilka innych rzeczy. Podczas dzisiejszej rozmowy mam wystąpić w roli jednego ze świadków, którzy znali ofiarę. Razem z Ino, jedziemy do sierocińca poznać szczegóły przyjęcia i przebywania tam Sasuke. Liczę na to, że sam dowiem się czegoś o sobie. Mimo wszystko chciałbym poznać prawdę o moich rodzicach. Aby nie wzbudzać podejrzeń, Ino zamierza powiedzieć, że komenda prowadzi taje śledztwo dotyczące śmierci znanego biznesmena Sasuke Uchihy, o którym było szczególnie głośno w mediach jakiś czas temu.
Biorąc pod uwagę ich rażącą inteligencję oraz brak znajomości procedur, powinno obyć się bez komplikacji.
    Sasuke, wychodzę. Chcesz coś ze sklepu? - zapytałem zakładając buty. - Zrobię zakupy jak będę wracał.
    Gdzie idziesz? - zmarszczył brwi.
    Jadę z komendant Ino, tą która nam pomaga, do naszego dawnego domu. Muszę znaleźć wszystko, co się da, jeśli chcemy dowiedzieć się dlaczego, próbowano Cię zabić – nie widziałem powodu, dla którego miałbym się kryć z naszymi planami. Sasuke i tak zostaje w mieszkanie. Z resztą, nawet gdybym nie zabrał klamek z okien, sądzę, że nie podjąłby się próby zeskoczenia z drugiego piętra. - Postaram się wrócić jak najszybciej.
    Spokojnie, wiem, że sierociniec jest kawałek drogi stąd.
    Po prostu... Nie rób nic głupiego, dobra? - zapytałem dla pewności.
    Ta, jasne. Idź już – machnął ręką w kierunku drzwi. - Popilnuje mieszkania – ah ten sarkazm. Nigdy mu się nie znudzi.
    Daj spokój, to tylko kilka godzin.
    Jasne.
            Zamknąłem za sobą drzwi, upewniając się, że użyłem wszystkich zamków w drzwiach. Zbyt łatwo poszło, nawet nie próbował namówić mnie, żebym go ze sobą zabrał. Ino czekała już na mnie pod blokiem. Na szczęście nie przyjechała radiowozem mimo iż miała na sobie mundur.
    Cześć – przywitałem się wsiadając do auta, tuż obok kierowcy. - Słuchaj, możesz zostawić kogoś żeby go pilnował? Wydaje mi się, że coś kombinuje.
    Nie mam kogo – pokręciła głową. - Tylko my dwoje znamy prawdę odnoście tej sprawy.
    Szkoda. Pozostaje mieć nadzieję, że nie zrobi nic głupiego.
    Z wami już lepiej? - zapytała zerkając na mnie. - Chyba lepiej się dogadujecie, ostatnio wspominałeś, że jest nie do zniesienia.
    Nie on... Tylko jego zachowanie – westchnąłem. - Ino, on się zachowuje jak dziecko!
    Obarcz winą za to, sytuację w jakiej się znalazł. Nie każdy ma okazję stać się martwym za życia, no nie? - zażartowała.
    Masz rację – zastanowiłem się chwilę. - Jest już lepiej. Znacznie lepiej – uśmiechnąłem się na wspomnienie pocałunków. Nawet teraz czułem cień ciepła, jakie wczoraj mi dał. - A jak u Ciebie? Jakieś postępy w naszej sprawie?
    Nic, a nic. Liczę, że dzisiejsza wyprawa rzuci nowe światło na pewne kwestie.
    Ja też Ino, ja też.
            Nie rozmawialiśmy zbyt dużo. Ino świetnie prowadzi ale musi się skupić, zatem podczas drogi nie jest dobrym kompanem do rozumów. Słuchaliśmy więc radia, wymieniając się krótkimi uwagami co jakiś czas. Wracałem myślami do Sasuke, zastanawiałem się czy naprawdę nie zrobi nic głupiego. Wiem, że ciężko żyć w zamknięciu przez tyle czasu, szczególnie dla Sasuke, który dawniej mało czasu spędzał w domowym zaciszu, wiecznie zajęty pracą. Nawet jako dzieci w „domu”, większość czasu spędzaliśmy na świeżym powietrzu, nawet jeśli tylko siedzieliśmy w cieniu drzew odpoczywając. Po za tym, w pewnym momencie człowiekowi zaczyna brakować zajęć w domu, a świat zewnętrzny zaczyna jawić się jako ciekawe i lepsze miejsce. Nikt nie lubi czuć się uwięziony.
    Jesteśmy na miejscu. Spróbuj wyglądać na zrozpaczonego po stracie – powiedziała Ino, przerywając mój wewnętrzny potok myśli. - Pamiętaj, że masz być wiarygodny. Świadek, osoba bliska zmarłemu, przyjaciel z dzieciństwa.
    Tak wiem, pamiętam. Ino?
    Tak? - zatrzymała się przed drzwiami placówki.
    Dla Ciebie to wszystko też jest takie dziwne?
    Nie kochany – pokręciła głową. - Dla mnie to normalne. Wiesz, część śledztwa. Moja praca.
Skinąłem głową ze zrozumieniem. No tak, ona z tego żyje.
    Jeszcze jedno. Mei Terumi, piąta dyrektorka sierocińca „ Mizukage”, potrafi być przerażająca.
    Wiem. Dam radę – to powiedziawszy zapukała do drzwi, a kiedy jedna z opiekunek zaprosiła nas, bez wahania weszła do środka. Wykonując dyskretny ruch dłonią, ponagliła mnie bym i ja zrobił to samo.
Nie mogę powiedzieć, że tęskniłem za tym miejscem. Nie podobało mi się tutaj, szczególnie gdy zostałem sam. Opiekunki nie sprawiały wrażenia przywiązanych do nas, a tym bardziej osób, które by się o nas martwiły. Może i były surowe i pilnowały wychowanków ale nawet nie dawały nam namiastki domu. Prędzej mógłbym porównać atmosferę do obozu wychowawczego niż miejsca, które miało być dla mnie domem.
            Dyrektorka zaprosiła nas do gabinetu, jednak nie zaproponowała niczego do picia. Nawet wody. Wyraźnie dała nam do zrozumienia, że jesteśmy nieproszonymi gośćmi. Przynajmniej z mojej perspektywy.
    Proszę wybaczyć to najście, pani Terumi. Chciałabym zadać kilka pytań odnośnie pani wychowanka Sasuke Uchihy – rozpoczęła Ino, siadając na jednym z krzeseł przed biurkiem.
    Sasuke, Sasuke... - zastanowiła się przez chwilę. - Mieszkał z nami taki chłopiec ale osiągnął pełnoletność i wyprowadził się dawno, dawno temu. Dlaczego policja wraz z... – zerknęła na Naruto. - … Z innym wychowankiem tego domu, poszukują informacji na jego temat? O ile się nie mylę, Naruto znał się z nim bardzo dobrze. Mógłby wszystko opowiedzieć.
    Badamy wszystkie aspekty sprawy. Pojawienie się chłopca w pani placówce to zdarzenie niecodzienne. Chłopak pochodził z zamożnej wpływowej rodziny. Jak więc trafił do was?
    Któregoś dnia zjawił się pod budynkiem z listem. Nie mieliśmy innego wyjść jak tylko przyjąć to biedne dziecko.
    Doskonale wiem, że nie każdego przyjmiecie tak chętnie. Macie na utrzymaniu przeszło sto dwadzieścia sierot, a to pokaźna liczba jak na samodzielną placówkę – Ino założyła nogę na nogę. - Chyba, że się mylę, pani dyrektor. Nie było nigdy problemów z wyżywieniem?
    Oh, oczywiście, że nie! Nasze dzieci zawsze były zadbane. Być może nie pławiły się w luksusach ale niczego im nie brakowało.
    Ino, ona kłamie. Jak z nut – szepnąłem, tak aby Mei też usłyszała.
    Mogę zobaczyć akta Sasuke? - zapytała. Ton głosu sugerował, że nie ma możliwości odmowy.
    Oczywiście. Proszę poczekać. Akta chłopców, którzy nie mieszkają już z nami przechowujemy w innym miejscu – to powiedziawszy nieco ociężale wstała i poszła do pomieszczenia, znajdującego się w głębi pokoju.
    Naruto – syknęła Ino. - Nie wtrącaj się, masz być zrozpaczony, a nie ciekawski. Chcesz żeby wszystko powiedziała? To zostaw to mnie.
    Jasne – odburknąłem. W głowie jednocześnie układałem szalony plan, jak mógłbym wyciągnąć z dyrektorki istotne informacje, gdyby Ino zawiodła. To nasza jedyna szansa. Nie mogę tak tego zostawić. Dyskretnie zerknąłem na kaburę przy pasku przyjaciółki; nie zapięła jej. Miałbym szansę sięgnąć po jej broń.
    Proszę bardzo – Terumi podała teczkę Ino. - Badacie państwo tę sprawę z powodu jego nagłej śmierci? - zapytała zatroskana. - Ja.. Czytam gazety, straszna strata. Chłopak tak się wybił!
    Tak, tak. Jak już mówiłam: badamy wszystkie aspekty sprawy, włączając w to dzieciństwo pana Uchihy – odparła bez zająknięcia Ino. - Kto przyprowadził go pod placówkę? - zapytała nagle.
    Ja... Nie wiem – mówiąc to odwróciła wzrok. - To było wiele lat temu, pamięć potrafi być zawodna. Pamiętam, że Sasuke miał list w dłoni, jest tam dołączony do dokumentacji.
    Yhym, widzę. Wprawną dłonią napisany. Bardzo dokładna kaligrafia – mruknęła. - Niesamowite, jakie ładne pismo.
    Pani komendant – mruknąłem dość głośno. - Miała Pani szukać czegoś istotnego.
Wstałem chcąc rozprostować nogi. Rozpocząłem krótką przechadzkę po gabinecie, ignorując karcące spojrzenia, rzucane mi przez dawną wychowawczynię.
    Naruto – zwróciła się tym razem do mnie. - Jak ci się powodzi? Stosunkowo niedawno opuściłeś dom. Nie odzywałeś się od tamtego czasu. Niektórzy z nas zaczynali zastanawiać się czy aby na pewno taki chłopiec jak ty, dał sobie radę w wielkim świecie.
    Doskonale. Wszystko w porządku, radę sobie wręcz doskonale – odpowiedziałem uśmiechając się do niej. - Nie rozumiem tylko, co ma pani na myśli mówiąc „ taki chłopiec jak ty”? - zatrzymałem się przy półkach z książkami.
    Oczywiście nic złego. Emocjonalny, porywczy, roztrzepany... – zaczęła wymieniać. - Głośny, nieznośny, kłopotliwy ale i dobry z dużą ilością poczucia humoru.
Pozwoliłem sobie skwitować tę wypowiedź jedynie krótkim kaszlnięciem. Widziałem jak Ino podnosi wzrok znad czytanych akt, upewniając się, że nie dam się sprowokować.
    Pani Mei, nie widzę tutaj żadnej wzmianki o szukaniu prawdziwej rodziny chłopca lub choćby rodziny zastępczej – po raz kolejny przełożyła kilka kartek. - Mieliście wszystkie dane potrzebne do odnalezienia rodziny chłopca, aby chociaż podpisali dokumenty jeżeli nie chcieli zajmować się małym Uchihą.
    Proszę zrozumieć, nasza prywatna placówka – wyraźnie zaakcentowała słowo prywatna – przyjmuje dzieci pod opiekę bez zadawania pytań. To właśnie odróżnia nas od pozostałych. Nie szukamy też dzieciom rodzin. Jeżeli ktoś się zgłosi, z konkretną i wyraźną chęcią adopcji, wtedy sprawa wygląda inaczej.
    Sasuke chciał mnie przyjąć pod swój dach. Dlaczego więc nie mógł? Chęć była zbyt mało wyrazista? - przerwałem im, zadając jedno z najbardziej męczących mnie pytań.
    Ciebie? Obaj byliście za młodzi, ponadto pełnoletni Uchiha nadal pozostawał samotnym chłopcem bez perspektyw na przyszłość i bez pieniędzy. Jak według ciebie ktoś taki miał zapewnić dorastającemu dziecku godziwą przyszłość? - zapytała z wyższością. - Sądzę, że sam sobie odpowiesz. Nie dajemy dzieci tym, którzy doprowadzą do ich całkowitej demoralizacji.
    A wy niby zapewnialiście mi takie warunki? - sarknąłem. - Wiele mogę powiedzieć o tym miejscu ale z pewnością nie to.
Obdarowałem ją wściekłym spojrzeniem. Widziałem też jak gra na zwłokę, moim skromnym zdaniem coś wiedziała. Zerkała na zegarek co kilka minut, odwracała wzrok gdy mówiła i bez przerwy wycierała dłonie o spódnicę. Czy to nie wygląda podejrzanie?
    Proszę wybaczyć ale czas na mnie. Mam jeszcze dużo pracy do wykonania – powiedziała w końcu Mei. - Więc gdyby państwo mogli...

    Ah, oczywiście. Rozumiem. Gdyby cokolwiek sobie pani przypomniała, proszę dzwonić pod ten numer – Ino podała jej swoją wizytówkę. - Dziękujemy za poświęcony nam czas. Domyślam się, że wychowanie tylu młodych ludzi nie należy do łatwych zadań – uśmiechnęła się. - Proszę nie wstawać, sam wyjdziemy -dodała.

2 komentarze:

  1. W końcu doczekałam się dłuższego rozdziału :) Ogólnie całość na duży plus, Naruto robi małe postępy w sprawie. Początek rozdziału bardzo milutki, mam jednak nadzieję, że Sasuke nic nie kombinował pod nieobecność blondyna.
    Czekam na kolejną część i pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że całość na duży plus :)
      Również pozdrawiam :3

      Usuń