czwartek, 13 kwietnia 2017

Resurrected, rozdział XII

      
Witajcie, a raczej dobry wieczór!

Dzisiaj znowu kolejny rozdział pojawia się kilka minut przed północą ( zdążyłam nim czwartek dobiegł końca. ;p ), oby to nie zniechęciło was do czytania.
Mam też nadzieję, że wśród Was znajdą się osoby, które podobnie jak jak, lubią poczytać coś przed snem.
~ Aoi ~

      Gdyby ktoś powiedział mi wcześniej, że umieranie wygląda w taki sposób nie uwierzyłbym, dlatego, że to wydaje się zbyt nagłe. Sądziłem, że zobaczę moje dzieciństwo, może wczesne lata, kiedy miałem jeszcze rodziców. Liczyłem na spotkanie z nimi.

      Rozejrzałem się dookoła, byłem dziwnie świadomy mojego ciała… Może to był zły sen? Całe zdarzenie, tamta historia.
Może nie była moja?
Czy czytałem ostatnio ciekawą powieść? Nie, chyba nie. Nie czytam za często.
      Sądzę, że wolałem pracę, zajęcia, za które mi płacono. Miałem z tego zysk. Zysk był fantastyczny, zwłaszcza, ze zarabiałem sam na siebie. Miałem? Co więc mam teraz?
      Wydaje mi się, że robię postępy w odczuwaniu. Teraz już wiem, jak poruszać dłońmi. Mogę śmiało podrapać się po nosie, sięgnąć dłonią do pleców gdzie coś mnie kłuje i do piersi gdzie coś mnie boli. Boli? Co to znaczy?
Zobaczyłem niebieską poświatę w tej wszechobecnej czerni. Byłem pewien, że jestem zawieszony w próżni, w nicości, jednakże niebieski kolor wprawił mnie w zwątpienie. Poczułem też podłoże pod stopami.
Nagle okazało się, że niebieski, który wziąłem za mgłę to tak naprawdę farba na ścianach pokoju, w którym stałem.
      Znalazłem się na środku pokoju o niebieskich ścianach, pomarańczowym suficie i granatowych meblach. Nie wiem, kto dobierał meble ale moim zdanie to jedyna rzecz, którą należałoby zmienić. Nie pamiętam też kiedy wszedłem do tego pokoju, ani żebym wchodził do jakiegoś domu. Nie ważne, zapaliłem światło aby lepiej się rozejrzeć. Czułem się tu dziwnie przyjemnie. Wszystko wydawało się znajome, z jakiegoś powodu wiedziałem jakie przedmioty zajdę po otworzeniu każdej z szafki. Ah, tak, już wiem. To mój pokój. Jak mogłem zapomnieć!
- Naruto! – usłyszałem wołanie, jakby z oddali. – Naruto! Pospiesz się, kolacja ci wystygnie!
Wołała mnie mama. To z pewnością ona, nikt inny nie mógłby ze mną mieszkać i być kobietą jednocześnie! Zobaczę ją! W końcu ją zobaczę!
Rzuciłem się pędem do drzwi, aby jak najszybciej zejść do jadalni. Tak, mieliśmy jadalnie. Na korytarzu minąłem nasze rodzinne zdjęcie oprawione w dużą, masywną ramkę. Byłem na nim ja, z mamą i z tatą, z rodzicami. No tak, każdy ma rodziców, przecież to nic niezwykłego. Wysoki szczupły na twarzy mężczyzna z dłuższymi blond włosami z pewnością był tatą. Z kolei kobieta o wyraźnie długich czerwonych włosach i ciepłym uśmiechu musiała być mamą.
      Tak dawno byłem w domu, że aż zapomniałem jak wyglądają. Nie pamiętam ile lat minęło od naszego ostatniego spotkania ale musiało to być kilkanaście. Na zdjęciu byłem małym chłopcem. Obok wisiało drugie zdjęcie, nieco mniejsze i w delikatnej ramce. Na nim zobaczyłem również siebie ale już starszego, może jestem tam nastolatkiem? Tak, chyba tak. Siedziałem obok Sasuke, który jedną ręką opierał się o moje ramie a drugą przytrzymywał swój słomiany kapelusz. Musiało tam bardzo wiać. Śmialiśmy się. Eh, to były piękne czasy, kiedy mogliśmy jeszcze poświęcać czas na podróże. Teraz już nie ma kiedy.
      Z jednej strony nie mogłem zebrać myśli, z drugiej zaś w głowie pojawiały mi się nowe fakty, wspomnienia i urwane sceny ilekroć spojrzałem na przedmioty mijane po drodze.
- Uważaj – wpadłem na kogoś. -  Jeszcze nas usłyszy. To miała być niespodzianka pamiętasz?
Mówił do mnie ten blondyn ze zdjęcia… Miałem na myśli tata.
- Tato – dziwne nostalgiczne uczucie przeszło przeze mnie gdy wypowiedziałem to słowo. – O czym ty mówisz? Jaka niespodzianka?
- Znowu zapomniałeś? Kushina ma urodziny! – zerknął za róg. – Sasuke skutecznie ją zagadał. - Mamy okazję zaśpiewać jej na urodziny.
- Pewnie znowu udaje, że nic nie wie – powiedziałem mając w głowie sceny z poprzednich lat, kiedy to mama narywała nas na szykowaniu imprezy. – Tort też pewnie już widziała, przecież nie zamykasz garażowej lodówki na klucz.
- Sasuke jest genialny! Zerknij, buzia mu się nie zamyka, zupełnie jak ty. Cieszę się, ze na siebie trafiliście, bratni dusze powinny być razem.
- Razem?
Ojciec wzruszył ramionami.
- Nie krytykuje, pochwalam wybory syna, to chyba dobrze nie? – mrugnął do mnie. – A teraz chodźmy zaśpiewać!
Stanął za mną i wepchnął mnie do jadalni śpiewając.
            Gdy tylko weszliśmy do pokoju, Sasuke też zaczął śpiewać, tata nagle trzymał tort w dłoniach, a mama miała łzy w oczach. Każdy z nas złożył jej życzenia, a wtedy usiedliśmy do stołu. Zjedliśmy kolację rozmawiając i śmiejąc się, Sasuke co jakiś czas całował mnie w policzek albo głaskał moje kolano wprawiając mnie w osłupienie, a rodzice byli podejrzanie zadowoleni i rozbawieni.
            Oh, mogłoby tak być codziennie, zawsze i na zawsze. Wszystko idealnie. Za idealnie.
Wstałem od stołu i postanowiłem wyjść się przewietrzyć. Może wtedy coś mi się rozjaśni w głowie. Zawsze marzyłem o czymś takim, zawsze chciałem zobaczyć rodzinę szczęśliwą razem. Sasuke pojawił się w marzeniach niedawno ale jednak.
            Usiadłem na schodkach werandy. Ku mojemu zaskoczeniu, mieszkałem w domku jednorodzinnym z werandą i schodami. Dla mnie to ogromne zaskoczenie.
Poczułem przyjemny chłód pod pośladkami, wiedziałem, że za kilka minut będzie mi zimno, jednak teraz było przyjemnie.
Na niebie widziałem słońce, które oświetlało sporą część nieba, księżyc mogłem zobaczyć gdy odwróciłem się i spojrzałem na niebo ponad dachem domu. Lubiłem to, że mogłem oglądać i słońce i księżyc. Gwiazdy też widziałem całą dobę, chociaż zawsze chciałem zobaczyć bezgwiezdne czarne… Niebo. Znam te słowa.
Bezgwiezdne, głęboko czarne niebo.
- Czemu tak nagle wyszedłeś? – usłyszałem tuż za sobą. Aż drgnąłem z przestrachu, nie słyszałem kroków ani trzasku zamykanych za nim drzwi.
- Wystraszyłeś mnie – wstałem nie chcąc aby patrzył na mnie z góry. Oparłem się o barierkę i spojrzałem w niego rozjaśnione gwiazdami. Z jakiegoś powodu, brakowało mi… Czerni na tym niebie. Gwiazdy są piękne, uwielbiam je ale… Dzisiaj potrzebowałem czegoś innego. Sasuke położył dłonie na moich ramionach i zaczął delikatnie masować.
- Jesteś spięty, stresowałeś się przyjęciem? – wydawał się zmartwiony.
- Myślę, że tak. Wiesz, że co roku demaskowała z płaczem nasze niespodzianki.
- Tak, pamiętam – przestał masować, na rzecz przytulenia się do moich pleców. – A właściwie nie pamiętam. Przecież jeszcze kilka godzin temu, ich tu nie było – wyszeptał mi do ucha.
W tym szepcie było coś niepokojącego. Przeszły mnie dreszcze, takie jak przy chorobie.
- Co masz na myśli?
- Jesteśmy w twojej głowie – szepnął znów, po czym poczułem ostry ból nad biodrem.
Wbił we mnie sztylet. W tej samej chwili zobaczyłem drugiego Sasuke stojącego kilkanaście metrów przede mną, celował z pistoletu. Chciałem krzyknąć ale głos uwiązł mi w gardle, ufałem mu… Kochałem go!
Kochałem?
            Patrzyłem jak naciska spust, jak jego dłoń drga nieznacznie pod wpływem odrzutu. Zrobiłem dobrze prawda? Uśmiechnąłem się, a potem poczułem rozrywający ból. Znowu mnie boli…
Śmierć miała być łatwa, miało już nie boleć, a jednak boli. Dlaczego opuszczanie świata tak bardzo boli?!
Nie chce… nie chce umierać, boję się.
Oh, na niebie jest tyle gwiazd, wszystkie teraz gasną. Jedna po drugiej, spadają. Za chwilę ziemia wybuchnie gdy wszystkie jednocześnie w nią uderzą.
Nikt za mną nie płacze, rodzice nic nie wiedzą. Szkoda, nie mogę powiedzieć im ostatnich słów. Zabity przez sobowtóra Sasuke, który teraz rozpływał się w powietrzy niczym fatamorgana.
Nie widziałem już nic po z tym bezgwiezdnym niebem, z którego uciekły gwiazdy jak lata mojego życia. Od desek werandy było lodowate zimno.
A kiedy sądziłem, że to już koniec, że już znikam jak wizje kochającego mnie Sasuke, poczułem ciepło.
Ciepło drugiego ciała na mojej dłoni.
Otworzyłem oczy, było mi bardzo ciężko, a przecież zamknąłem je tylko na sekundę, na sekundę, by nie widzieć jak gwiazdy spadają prosto na mnie.
Jak przez mgłę zobaczyłem zamazany obraz ciemnowłosego człowieka obok mnie. Moje ciało się kołysało lekko, zupełnie jakby ktoś je przytrzymywał. Czułem silny ból, cały czas go czułem. Odbierał mi siły sekunda po sekundzie, zabierał mi głos, utrudniał oddech i mglił spojrzenie.
            Mimo to obraz przed oczami nabrał ostrości i tylko na chwilę zobaczyłem zapłakanego Sasuke, bladego jak ściana bielona wapnem. Sasuke głaszczącego moją dłoń. Trzymającego się jej kurczowo, jakby mogła mu uratować życie. Dłoń nie mogła, jednak ja chyba tak.
Ścisnąłem jak tylko mogłem najmocniej, poderwał pochyloną głowę i od razu przysunął się bliżej mojej głowy. Teraz widziałem, że oprócz łez i odcieniu skóry, który widziałem, był też zakrwawiony. Jego twarzy była opuchnięta, jedno oko miał przez to na wpół przymknięte.
- Naruto…
Chciałem coś powiedzieć, lecz mogłem tylko poruszyć kącikiem ust. Nie potrafiłem nawet ich otworzyć. W głowie nadal mi szumiało, słyszałem same hałasy nic po za tym.

Chyba się uśmiechnąłem, na pewno próbowałem, a potem znowu zawisłem w bezkresnej ciemności.

1 komentarz:

  1. WOOOW... Boskie ale dlaczego taka końcówka ??? Mam nadziej że za niedługo będzie nowy rozdział i Naruto przeżyje ^^
    ** Życzę weny :))

    OdpowiedzUsuń