czwartek, 25 maja 2017

Resurrected, rozdział XVII

Witajcie!
I tak oto dobrnęliśmy do końca tego opowiadani! Dziękuję, za wytrwanie, wsparcie i oczywiście za ciepłe przyjęcie tej serii.
~ Aoi ~


- Nadal irytuje mnie to, że Itachi nie poniesie kary za to, co zrobił – poprawiłem włosy przeglądając się w lustrze.
- Nie żyje, nie sądzisz, że to wystarczająca kara?
- Nie – odwróciłem się przodem do Sasuke. – Moim zdaniem uciekł i wyłgał się od wszystkiego. Bo przecież, co mu zrobią jak już umarł?
- Umarł. Dobrze, że o tym przypominasz. Nie martw się, może po śmierci odpłaci za swoje uczynki.
- Ale Sasuke!
- Żadnych „ ale”. I tak nie zmienisz tego, co się stało, przestań narzekać i pozwól nam o tym zapomnieć – fuknął w końcu wyprowadzony z równowagi. – Szykuj się, zaraz cię wypiszą.
Westchnąłem i ponownie zwróciłem twarz w kierunku lustra. Nałożyłem pastę na szczoteczkę do zębów, zwilżyłem ją wodą i zacząłem myć zęby.
Sasuke ma rację, przecież nie zmienię tego, co już było. Mogę jedynie o tym pamiętać albo dać sobie spokój. Teoretycznie wolałbym zapomnieć i mieć szczęśliwe życie, jednakże blizny po oparzeniach jeszcze przez długi czas będą przypominały mi o tym wszystkim.
            Minął już miesiąc, większość spraw udało się naprostować. Osoby współwinne pozbawienia Naruto rodziny, majątku, a nawet próby zabójstwa mają już wytoczone procesy, niektóre zakończyły się karą pobytu w więzieniu. Inne tak jak sprawa głównego winowajcy, nie mogła dojść do skutku. Pożar został wytłumaczony wyciekiem gazu w szpitalnej kuchni, całe zajście zostało wyciszone, a kwestia upozorowanej śmierci i nagłego powrotu Sasuke media tłumaczą współpracą nad tajnym rządowym projektem. Można powiedzieć, że wszystko ucichło, a życie wraca na normalne tory.
            Ino bardzo nam pomaga, tak jak wcześniej. Głownie z dokumentami, przeprowadzką i firmą Sasuke. Wiecie, teraz Sasuke jest szychą, odzyskał swoje dziedzictwo. Aktualnie przeprowadzamy się z mieszkania Ino do nowego, kupionego przez Sasu. Miesiąc w szpitalu dał mi się we znaki i już nie mogę się doczekać aż uda mi się wydostać. W końcu będę mógł spędzić czas a wygodnej kanapie przed telewizorem, zaznać życia, jakiego niego nie miałem. W najśmielszych marzeniach nie pojawiała się wizja wspólnego życia z Sasuke, myślałem, że już go straciłem, a tu jednak niespodzianka!
            Nie wiem jeszcze, co będę robił, czym się zajmę. Może skończę jakieś kursy, albo pójdę gdzieś dalej?
- Naruto? Myj zęby szybciej, przecież stoisz tam już od dziesięciu minut.
Jak zwykle musi mnie pospieszać…
- Gdzie się tak spieszysz? Nawet wypisu jeszcze nie mam – oburzyłem się opluwając lustro pianą z pasty.
- Mam – pomachał mi kawałkiem papieru. – Chodź, chodź czas się uwolnić z tego białego piekła.
Uśmiechnąłem się pod nosem, a kiedy wypłukałem zęby postanowiłem zażartować:
- Lepsze białe niż czerwone.
- Co, o czym ty… A – podparł się pod boki. – Rozumiem. Wszystko lepsze niż pożar.
- Jestem gotowy.
- Wyjdziesz w piżamie? Ubierz chociaż spodnie.
- I tak idziemy tylko do samochodu, nie chce mi się – wyszczerzyłem zęby w uśmiechu i obróciłem się wokół własnej osi prezentując z dumą pomarańczową piżamę w chmurki, którą miałem na sobie.
- Nie wygłupiaj się, jak ty chcesz do ludzi wyjść.
- A tobie się podoba? – podszedłem bliżej i przytuliłem się do niego.
- Mnie tak, ale wiesz przecież, że prasa…
- A prasa to mnie nie interesuje, niech zapamiętają mnie jako dzielnego Naruto, który lubi piżamki – zaśmiałem się, wyobrażając sobie nagłówek jutrzejszej gazety.
Odkąd wydało się, że Sasuke żyje i „ współpracował z rządem” prasa uznała go za jednego z gigantów przemysłowych naszego kraju. Mimo iż stara się ograniczać tego rodzaju sugestie, jako jedyny spadkobierca Fugaku, a także najmłodszy prezes poniekąd rodzinnej firmy, zwraca na siebie uwagę. Biorąc pod uwagę to, że mieszkamy razem i pomagam mu zaradzać… Cóż ja też zwracam uwagę.
- Zadzwonię do kierowcy, niech podjedzie od tyłu skoro chcesz koniecznie wyjść w tym – wskazał otwartą dłonią mój strój. – Włóż chociaż buty skoro nic innego nie chcesz. I płaszcz. Wieje dzisiaj.
Uradowany zrobiłem, co kazał, dopakowałem rzeczy i jeszcze zrobiłem sobie kilka zdjęć w piżamie. Z jakiegoś powodu chciałem podzielić się z Ino moim niezwykle odważnym wyczynem. Wysłałem jej kilka moich zdjęć, zdjęć z Sasuke - który był co prawda tylko w tle ale nie ważne – i czekałem na odpowiedź, podczas gdy drań załatwiał sprawy z szoferem.
- Mały, wychodzimy – skinął na mnie ręką stojąc w drzwiach. Nie wiem kiedy zabrał moje rzeczy.
- Poczekaj, pokażę ci coś – podszedłem z telefonem w dłoni i pokazałem mu zdjęcia.
- Wysłałeś je Ino? – zmarszczył brwi. – Po co?
- Ponieważ są zabawne, a ja polubiłem wysyłanie zdjęć – odparłem pokazując mu kolejne.
- Co ona na to?
- Nazwała mnie pajacem – przyznałem z udawanym smutkiem, niemal od razu.
- Zgadzam się.
- Sasuke, no wiesz? – Oburzyłem się. – Myślałem, że trzymasz ze mną.
- W tym wyjątkowym przypadku zgadzam się z nią – cmoknął mnie w usta i poszedł przodem, tym samym zmuszając mnie, abym poszedł za nim.
Od tych całych wydarzeń z Itachim i w szpitalu jak prawie zginąłem dwa razy, zrobił się bardzo wylewny. I choć obaj nie wiemy na jakim etapie nasza znajomość jest, ani jak określić to, co między nami jest, staramy się z całych sił niczego nie zepsuć.
            Po tym wszystkim chcemy być razem i chcemy być szczęśliwi, a jak to, co nas łączy nazwiemy chwilowo nie ma znaczenia. Wiem, co czuje i Sasuke też zna swoje uczucia.
Żyjemy, możemy być razem, a to jest dla nas najważniejsze.
- Sasu, poczekaj – zawołałem za nim nie mogąc go dogonić, a kiedy mi się to udało złapałem go za rękę splatając nasze palce. – Tak jest lepiej, nie sądzisz?

- Dużo lepiej – odparł uśmiechając się do mnie czule.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz